abcZdrowie.pl

Poważne konsekwencje zdrowotne wynikające ze szczepień są rzadkie – podają specjaliści w najnowszej analizie. Jednocześnie po raz kolejny obalają oni związek pomiędzy szczepieniami i autyzmem.

REKLAMA
Coraz więcej rodziców przeciwnych szczepieniom
Wyniki badania powinny uspokoić rodziców małych dzieci – mówi dr Carrie Byington z Uniwersytetu w Utah. Szczepienia odgrywają ważną rolę w zapobieganiu chorobom zakaźnym, takim jak ospa, polio czy odra. Jednak wskutek szeregu doniesień o możliwych skutkach ubocznych liczba rodziców, którzy zaczynają zastanawiać się nad szczepieniem swoich dzieci, z roku na rok rośnie.
W 2011 roku Institute of Medicine poddał analizie bezpieczeństwo ośmiu różnych szczepionek i stwierdził, że poważne skutki uboczne nie są częstym następstwem ich stosowania. Nowa analiza, przeprowadzona przez specjalistów z RAND Corporation, uaktualnia te wnioski o wyniki nowszych badań. Uwzględnia także skutki uboczne kilku szczepionek niewziętych pod uwagę we wcześniejszym raporcie.
Szczepionki mniej niebezpieczne niż choroby, przed którymi chronią
Nowa analiza skupiła się na 11 szczepionkach dla dzieci poniżej 6 lat – przeciw błonicy, tężcowi i krztuścowi, zapaleniu wątroby typu A, zapaleniu wątroby typu B, grypie, meningokokom, odrze, śwince i różyczce, ospie wietrznej, rotawirusom, pneumokokom, wirusowi Haemophilus influenzae typu b i polio. W jej wyniku nie odnotowano żadnego związku pomiędzy szczepionkami a białaczką u dzieci. Szczepionka przeciw odrze, śwince i różyczce nie została powiązana z autyzmem. Co więcej, naukowcy stwierdzili, że szczepionka przeciw zapaleniu wątroby typu B nie przyczynia się do stwardnienia rozsianego.
Chociaż nie zdarzało się to często, niektóre szczepionki prowadziły do negatywnych konsekwencji – szczepionka przeciw odrze, śwince i różyczce związana była z większym ryzykiem wywołanych gorączką drgawek, szczepionka przeciw grypie z problemami układu pokarmowego, takimi jak biegunka, szczepionka przeciw ospie z komplikacjami wśród dzieci z upośledzonym układem odpornościowym, a szczepionka przeciw rotawirusom z poważnymi zaburzeniami jelit, nazywanymi wgłobieniem.
Jednak, zdaniem specjalistów, takie reakcje są niezwykle rzadkie. Na przykład szczepionka przeciw rotawirusom powodowała 15 przypadków wgłobienia na 1 000 000 dawek. Co więcej, w większości przypadków dolegliwości te z czasem całkowicie przemijały. Jak podają autorzy badania, potencjalne zagrożenia wynikające ze szczepionek są znacznie mniejsze niż skutki naturalnych infekcji, którym szczepionki mają zapobiegać – mogą one obniżać jakość życia poprzez trwałe stany chorobowe, takie jak ślepota, głuchota, opóźnienie rozwoju, padaczka, porażenie czy, w skrajnych przypadkach, śmierć.
Badanie jest także kolejnym, które odrzuca związek pomiędzy szczepieniami przeciw odrze, śwince i różyczce a autyzmem. Zależność taką sugerowano w badaniu z 1998 roku, jednak od tamtej pory kolejne analizy obalały te doniesienia.
Związek szczepionek z autyzmem ostatecznie obalony?
Do podobnych wniosków doszli badacze z Uniwersytetu w Sydney. Ukazali oni brak związku pomiędzy popularnymi szczepieniami – przeciw odrze, śwince, różyczce, błonicy, tężcowi, krztuścowi – a autyzmem. Zdaniem Guya Eslicka z Sydney Medical School to właśnie one uzyskały najwięcej przeciwników.
Zwiększająca się świadomość na temat autyzmu i domniemany związek schorzenia ze szczepieniami zwiększyły publiczną nieufność. Ze strachu przed autyzmem wielu rodziców postanowiło nie poddawać dzieci szczepieniom, co doprowadziło do wzrostu zachorowań na choroby zakaźne, którym zapobiegają szczepionki. Jak podaje autor badania, unikanie szczepień zwiększyło ryzyko chorób, które mogą być jeszcze bardziej niebezpieczne.
Badanie przeprowadzone w 1998 roku, które ukazało związek pomiędzy autyzmem i szczepieniami, zostało skrytykowane przez specjalistów. UK General Medical Council stwierdził, że główny autor badania, Andrew Wakefield, działał „nieuczciwie” i „nieodpowiedzialnie”. Brytyjskie czasopismo medyczne „The Lancet” odnosi się m.in. do twierdzenia, że 12 dzieci biorących udział w badaniu było stałymi pacjentami, podczas gdy okazało się, że kilkoro spośród nich zostało wybranych specjalnie do badania. Wskutek wielu nieprawidłowości badanie nie jest już uważane za oficjalną literaturę naukową.