Śmiertelny wirus Ebola zbiera żniwo w Afryce. Dotarł do Europy.
Śmiertelny wirus Ebola zbiera żniwo w Afryce. Dotarł do Europy. fot. Komisja Europejska/https://flic.kr/p/oer9yg/CC BY 2.0/http://bit.ly/1dGcPd3

Najgorsza epidemia Eboli w historii zabiła już 930 osób. Wirus cały czas się rozprzestrzenia w Afryce Zachodniej i nic nie wskazuje na to, że zostanie łatwo powstrzymany. Epidemia wybuchła wiosną i cały czas zbiera swoje śmiertelne żniwo. Pacjenci, u których rozpoznano wirusa trafili już do Europy i Stanów Zjednoczonych.

REKLAMA
Hiszpański misjonarz Miguel Pajares trafił do szpitala w Madrycie na oddział zamknięty. To pierwszy pacjent z Ebolą , który został przywieziony do Europy. Pajares od 50 lat jest misjonarzem i ostatnio pełnił posługę w ogarniętej epidemią Liberii.
Hiszpańskie władze zdecydowały, że lepiej będzie leczyć go w Madrycie niż w stolicy afrykańskiego państwa, Monrovii. To kolejny przypadek pacjenta z Ebolą, który został wywieziony na leczenie poza Afrykę. Wcześniej do szpitali w Stanach Zjednoczonych trafiły dwie osoby chore na gorączkę krwotoczną.
Świat boi się Eboli
Wirus zbiera także szersze żniwo w samej Afryce. W Nigerii zmarła już druga osoba, która zaraziła się Ebolą. Co niepokojące, drugą ofiarą choroby w Nigerii jest pielęgniarka, która zajmowała się Patrickiem Sawyerem - pierwszą ofiarą epidemii w Lagos. Ebola mogła także dotrzeć do Arabii Saudyjskiej. Saudyjskie ministerstwo zdrowia poinformowało, że w szpitalu w Dżuddzie zmarł pacjent, który wykazywał objawy łudząco podobne do gorączki krwotocznej.
Eksperci i wszystkie służby sanitarne zapewniają, że światu nie grozi pandemia Eboli, ale i tak każdy kraj dmucha na zimne. Linie lotnicze British Airways zapowiedziały, że na razie nie będą latać do Liberii i Sierra Leone, gdzie szaleje epidemia. Monitoring wszystkich pasażerów przylatujących z krajów, gdzie odnotowano śmiertelne przypadki zarażenia wirusem zarządzono w wielu krajach, w tym Wielkiej Brytanii i Australii.
Władze Sierra Leone wysłały natomiast wojsko do regionów szczególnie dotkniętych zarazą, ponieważ wciąż zdarza się, że zarażeni Ebolą uciekają spod kwarantanny. Światowa Organizacja Zdrowia nie chce siać paniki, ale pracuje nad globalną strategią przeciwdziałania rozprzestrzeniania się wirusa.
logo
fot. Komisja Europejska/https://flic.kr/p/ok6trH/CC BY 2.0/http://bit.ly/1dGcPd3
Ebolę da się powstrzymać?
Wirus gorączki krwotocznej wywołuje strach, ponieważ jest bardzo groźny. WHO ocenia, że jego śmiertelność może sięgać nawet 90 proc. zarażonych. W wypadku obecnej epidemii, jak na razie, śmiertelność Eboli przekroczyła 50 proc. Istnieje jednak możliwość powstrzymania epidemii.
Musi być spełnione kilka warunków. Po pierwsze, trzeba odnaleźć wszystkich zakażonych i odizolować od reszty społeczeństwa. Po drugie, pozwolić działać swobodnie służbom medycznym, w tym ochotnikom spoza Afryki. Po trzecie, zadbać o szybki pochówek osób, które zmarły na Ebolę. Ważne, aby odbyło się to w sposób sterylny.
Kolejnym istotnym krokiem w celu zażegnania epidemii jest edukacja tych, którzy jeszcze się nie zarazili, lecz mieszkają w rejonach, gdzie pojawiły się przypadki zachorowań na gorączkę krwotoczną. Służby medyczne muszą także zostać dokładnie poinstruowane jak obchodzić się z zarażonymi pacjentami.
Niestety, ten pozornie oczywisty i prosty plan trudno jest zrealizować w Afryce Zachodniej. Do tej pory służby medyczne Liberii, Sierra Leone, Gwinei czy Nigerii nie miały do czynienia z tak wieloma przypadkami Eboli na raz. Co więcej, wśród lokalnej ludności narosło wiele mitów, które utrudniają prace lekarzom i pielęgniarkom.
Teorie spiskowe
Kiedy wybucha tak ogromna epidemia jak obecna epidemia Eboli to przy jej okazji zawsze pojawiają się różne teorie spiskowe. Tym razem też tak jest. Część mieszkańców Gwinei ubzdurało sobie, że to lekarze sprowadzają wirusa do ich wiosek. Widzą obcych lekarzy, a zaraz potem dowiadują się, że ich sąsiad zachorował, więc łączą fakty. Nie dociera do nich tłumaczenie, że lekarze pojawiają się w wiosce, bo ktoś zachorował, a nie odwrotnie.
Pojawiły się osoby, które twierdzą, że lekarze z Zachodu celowo zarażają Ebolą Afrykańczyków. Ma to być element globalnego spisku, którego celem jest ograniczenie ludności świata do 400 mln ludzi. Dzięki temu, jak głosi teoria spiskowa, łatwiej będzie rządzić światem. Źródłem tej teorii może być na przykład ostatnia książka bestsellerowego autora Dana Browna pod tytułem "Inferno". W USA mają już czekać tysiące specjalnych trumien, w których zostaną pochowane ofiary wirusa.
Tak jak w wypadku wirusa HIV, pojawiła się też teoria, która głosi, że Ebola powstała w jednym z laboratoriów CIA i teraz jest wykorzystywana, żeby odwrócić uwagę świata od innych problemów i pomóc Stanom Zjednoczonym realizować swoje brudne interesy. Ma to też tłumaczyć dlaczego amerykańskie władze zdecydowały się przetransportować lekarzy chorych na Ebolę z Afryki do USA.
Istnieje też alternatywna wersja tej teorii, wedle której wszystkiemu winne są koncerny farmaceutyczne, które chcą zarobić na zagrożeniu dla naszego zdrowia i życia. Podobno największe firmy tworzące szczepionki mają już opracowaną formułę zastrzyku przeciwko Eboli, lecz wstrzymują się z jej produkcją. Czekają aż wirus dotrze do innych części świata i wtedy ruszą z masową produkcją.
Niektórym te teorie mogą wydawać się prawdopodobne. Cóż, każdy ma prawo się mylić. Nie zmienia to jednak faktu, że zarazić się Ebolą nie jest jednak tak łatwo. Zwłaszcza poza Afryką.
Lot tym samym samolotem, co chory na gorączkę krwotoczną nie wystarczy, żeby złapać śmiercionośnego wirusa. No chyba, że Iluminaci faktycznie chcą ograniczyć liczbę ludzi na świecie i zaczną dodawać krew zarażonych Ebolą do pokładowych posiłków.