
Minął pierwszy tydzień po wakacjach, a przedszkolaki już na chorobowym. Kilka dni po rozpoczęciu zajęć, liczba dzieci przyjmowanych przez pediatrów podwoiła się. Rodzice i lekarze są przekonani, że to skutek tego, że maluchy przychodzą do placówki w złym stanie. I szybko zarażają następne.
REKLAMA
– W piątek moja córka wróciła do domu z katarem. Przez weekend jeszcze się pogorszyło. W poniedziałek rano było już tak źle, że dziecko już nie poszło do przedszkola – mówi Anna, mama czteroletniej dziewczynki z Warszawy.
Pediatryczny nowy rok
Pediatrzy żartują, że dla nich, podobnie jak dla uczniów, nowy rok rozpoczyna się 1 września.
Pediatrzy żartują, że dla nich, podobnie jak dla uczniów, nowy rok rozpoczyna się 1 września.
Pediatra w Centrum Medycznym MEDICOVER.
Minęło zaledwie kilka dni nowego miesiąca i już jesteśmy zawaleni robotą. Miałam w piątek wieczorem dyżur w szpitalu. Chorych dzieci było dwa razy więcej niż tydzień wcześniej
Dodają, że te choroby, które właśnie zaatakowały przedszkolaków, skończą się najwcześniej na wiosnę. Albo gdy dzieci już pojadą na wakacje.
Lekarka opowiada, że większość pacjentów, których przyjęła w ten weekend miało niemal identyczne objawy – gorączkę, katar, kaszel i ból gardła. Nie brakowało także dzieci z zakażeniami rotawirusowymi. – Typowe choroby przedszkolne – mówi lekarka.
Skąd taki wysyp chorób? – To skutek nagłego zamknięcia dzieci w pomieszczeniach. Przez dwa miesiące dzieci dużo przebywały na powietrzu, na placu zabaw. Nawet jeśli były to duże skupiska ludzi, to rzadko kiedy znajdowali się oni na małej powierzchni. Teraz wszystkie są w małych salach – tłumaczy Szymczyk – Hałas.
Katar to nie choroba?
Duże zagęszczenie w sali nie byłoby takim problemem, gdyby nie to, że rodzice notorycznie przysyłają do przedszkola chore dzieci. Na forach internetowych nie brakuje zagorzałych dyskusji, czy katar to już choroba i czy siąkające dziecko, już jest chore, czy jeszcze nie. Matki protestują, ze gdyby chciały zatrzymywać w domu dzieci z katarem, musiałyby zwolnić się z pracy, bo za ciągłe przebywanie na L4 szef by ich na pewno wyrzucił.
Duże zagęszczenie w sali nie byłoby takim problemem, gdyby nie to, że rodzice notorycznie przysyłają do przedszkola chore dzieci. Na forach internetowych nie brakuje zagorzałych dyskusji, czy katar to już choroba i czy siąkające dziecko, już jest chore, czy jeszcze nie. Matki protestują, ze gdyby chciały zatrzymywać w domu dzieci z katarem, musiałyby zwolnić się z pracy, bo za ciągłe przebywanie na L4 szef by ich na pewno wyrzucił.
Nie brakuje także takich, którzy odprowadzają dziecko do placówki zaraz po tym, jak podali swojemu dziecku antybiotyk.
Co na to przedszkola? Wiele z nich żąda od lekarzy zaświadczeń przed 1 września i po każdej dłuższej nieobecności, która może być związana z chorobą. W praktyce jest to najczęściej straszak, bo choć może w pierwszych tygodniach jeszcze się tego wymaga, to w ciągu roku zazwyczaj się od tego odchodzi.
Na katar jednak zwykle nie zwraca się uwagi, pod warunkiem, że jest przeźroczysty. Rodzicom mówi się, żeby lepiej przyzwyczaili się, że dziecku leci z nosa. Wychowawczynie interweniują wtedy, gdy zmienia się w zielony i proszą rodziców, by poszli z dzieckiem do lekarza. Ale jeśli na drugi dzień dziecko znów przychodzi do przedszkola, to nie mogą odmówić jego przyjęcia.
– Tymczasem dziecko kicha, prycha na inne dzieci, więc te choroby bardzo szybko się rozprzestrzeniają. I w ciągu kilku dni zarażone zostaje pół grupy – tłumaczy Szymczyk – Hałas. W przedszkolu jest to łatwe, bo dzieci nie myją zbyt często rąk, potrafią dzielić się jedzeniem i piją z jednego kubka.
Jak walczyć?
Rodzice którzy przyprowadzają chore dzieci tłumaczą, że ich zdaniem jest to jedyny sposób na to, aby nabrały odporności. I nic nie robią sobie z tego, że inni rodzice nie są zadowoleni, gdy w szatni rodzice wyjmują sprzęt i odciągają dziecku katar.
Rodzice którzy przyprowadzają chore dzieci tłumaczą, że ich zdaniem jest to jedyny sposób na to, aby nabrały odporności. I nic nie robią sobie z tego, że inni rodzice nie są zadowoleni, gdy w szatni rodzice wyjmują sprzęt i odciągają dziecku katar.
– Takie myślenie to nie do końca prawda. Oczywiście choroby uodporniają dzieci, ale skutki nieleczonych chorób są bardzo niebezpieczne. Odporność dzieci należy wspierać także podając im witaminę D3, witaminę C i pozwalając im spędzać dużo czasu na świeżym powietrzu. A o tym bardzo często rodzice zapominają – mówi Szymczyk Hałas.