
Rosnąca liczba ludności zagraża środowisku naturalnemu, dlatego lekarze powinni namawiać pacjentów, by nie decydowali się na zbyt duże rodziny. Takie stanowisko zajmuje lekarka Pippa Hayes, której wypowiedzi skłoniły część brytyjskich mediów do rozpoczęcia debaty o demograficznych sposobach na ratowanie środowiska.
REKLAMA
– Zostałam wysterylizowana (http://portal.abczdrowie.pl/ktore-kobiety-moga-sie-poddac-zabiegowi-podwiazania-jajowodow) po tym, jak urodziłam drugiego syna, ponieważ wierzyłam, że nie mam prawa do posiadania więcej niż dwojga dzieci – powiedziała 56-letnia Hayes, która pracuje jako lekarz pierwszego kontaktu. Jej uwagi zapewne przeszłyby bez echa, ale kontrowersyjny temat podchwyciły brytyjskie media, wywołując w internecie szeroką dyskusję.
Hayes należy do zwolenników świadomego ograniczania liczby dzieci. Jej zdaniem dalszy wzrost ludzkiej populacji zaszkodzi całemu środowisku, w tym i samym ludziom. – Lekarze powinni promować „wymienną” liczbę dzieci: dwoje dzieci na parę i jedno dziecko na samotnego rodzica. Nie musimy robić tego, posługując się przymusem. Musimy po prostu o tym rozmawiać – zaznaczyła Hayes.
Podobne stanowisko zajmuje organizacja Population Matters, która zachęca do posiadania małych rodzin. Prof. Jules Pretty, biolog z Uniwersytetu Essex, uważa jednak, że dyskusja o ochronie środowiska powinna się skupić na kwestii konsumpcji. Według niego dane dotyczące dzietności sugerują, że rosnąca wciąż liczba ludności ustabilizuje się do 2050 roku, osiągając poziom 9-10 mld.
Najważniejszym problemem jest zaś wzrost konsumpcji, który szkodzi środowisku. – Wyzwaniem jest wypracowanie bardziej ekologicznej ekonomii. Musimy zyskać pewność, że jesteśmy w stanie konsumować dobra i usługi w taki sposób, by nie niszczyć planety – podkreślił prof. Pretty.
Przeczytaj o podejmowaniu decyzji o dziecku: http://parenting.pl/portal/decyzja-o-dziecku.
źródło: The Guardian
