Pierwsze dziecko "trojga rodziców" może pojawić się na świecie w ciągu dwóch najbliższych lat.
Pierwsze dziecko "trojga rodziców" może pojawić się na świecie w ciągu dwóch najbliższych lat. Fot. www.shutterstock.com

Brytyjski parlament na oczach całego świata głosuje nad przyjęciem nowatorskiej techniki zapłodnienia in vitro. Chodzi o zastępowanie wadliwych mitochondriów w embrionie jednej matki materiałem genetycznym pobranymi z embrionu dawczyni, tzw. trzeciego rodzica. Dzięki temu dziecko będzie miało szansę uniknąć genetycznej choroby mitochondrialnej.

REKLAMA
To naturalna konsekwencja brytyjskiej debaty. Jeszcze w czerwcu, dr Sally Davies, naczelna lekarz brytyjskiej służby zdrowia, poinformowała, że metoda zastępowania materiału genetycznego jest na tyle opanowana, że z powodzeniem można zacząć stosować ją na masową skalę. Wcześniej w sprawie techniki nazywanej przez lekarzy IVF, przeprowadzono konsultacje społeczne, które dowiodły, że większość Brytyjczyków kontrowersyjną metodę popiera.
Cel jest szczytny
Chodzi bowiem o ratowanie zdrowia około dwustu dzieci, jakie co roku w Wielkiej Brytanii przychodzą na świat z wrodzoną niewydolnością mitochondriów. To organella odpowiadające za odżywianie komórek organizmu. Jeśli nie działają prawidłowo lub mają nieodpowiednią strukturę, pojawiają się – w zależności od rodzaju choroby mitochondrialnej – problemy z funkcjonowaniem wielu narządów wewnętrznych, wady serca, niedokrwistość, upośledzenie umysłowe, wiotczenie lub porażenie mięśni a nawet padaczka czy dysfunkcja pnia mózgu. Szacuje się, że na choroby mitochondrialne co roku zapada 1 na 15 000 osób na całym świecie.
Trzecim rodzicem – wedle założeń techniki – każdorazowo byłaby kobieta. To dlatego, że mitochondria dziedziczy się wyłącznie po matce. Jeden z zapisów ustawy jasno mówi także o tym, że "trzeci rodzic" lub "druga matka" nie będzie formalnie klasyfikowana jako rodzic. Dziecko, które przyjdzie na świat przy współudziale kobiety-dawcy nie będzie także miało przyrodzonego prawa do informacji o niej.
Jak to działa?
Przy wykorzystaniu techniki IVF, od „trzeciej matki” pochodzi tylko ok. 0,1 proc. informacji genetycznej dziecka. Metoda nie ma wpływu na fragmenty DNA określające indywidualne cechy, takie jak rysy twarzy czy kolor oczu.
Cała operacja opiera się na jednej zasadzie - wadliwe mitochondria w embrionie jednej kobiety zastępuje się pobranym od embrionu dawczyni zdrowym materiałem genetycznym. Tyle tylko, że pobranie części DNA, które ratuje dziecko przed chorobą, skutkuje zniszczeniem embrionu-dawcy. I to właśnie nie podoba się ugrupowaniom obrońców życia poczętego. – To nieetyczne – przekonują. Przeciwnikom techniki in vitro nie podoba się także konieczna przy tym zabiegu interwencja genetyczna mająca trwałe, bo dziedziczne konsekwencje.
Dr hab. Tadeusz Bartoś, filozof i teolog

Etyka ma pewne stałe i ogólne normy, które są niezmienne. Stąd Kościół katolicki wszelkie działania związane ze sztucznym zapłodnieniem uważa za nieetyczne.

Więcej za niż przeciw?
– To jest przełom, istny kamień milowy dla wielu rodzin dotkniętych problemem choroby mitochondrialnej – stwierdził z kolei na łamach dziennika "The Guardian" Robert Meadowcroft, szef Kampanii na rzecz Dystrofii Mięśniowej. – Przez wiele lat i oni, i my mieliśmy na to nadzieję.
Także dr Jeremy Farrar z fundacji Wellcome Trust przekonuje, że skoro technika IVF poddana została na Wyspach publicznej oraz etycznej dyskusji i z obu wyszła obronną ręką, najlepiej świadczy o tym, jak dużym społecznym poparciem cieszy się idea "trojga rodziców". I nie tylko. Niezależni eksperci z Nuffield Council of Bioethics również orzekli niedawno, że metoda IVF jest etyczna. Rządowa agencja zajmująca się rozrodczością zarekomendowała natomiast zabieg jako bezpieczny.
– Ta metoda z pewnością jest kontrowersyjna, ale jeśli zaakceptowaliśmy współczesne metody walki z niepłodnością, do jakich zalicza się przecież in vitro, to w pewnym sensie musieliśmy się liczyć z takimi właśnie działaniami – mówi mi etyk, profesor Paweł Łuków. – Na pewno jednak nie można akceptować ich bez zastrzeżeń. Można się nimi wspierać tylko wtedy, kiedy względy są szczególne.
In vitro to nie kaprys
Warto jednak pamiętać, że in vitro nie jest kaprysem rozwydrzonych nastolatków, tylko nadzieją dla wielu ludzi na zrealizowanie potrzeby posiadania i wychowywania dzieci. Lęk o to, że na szeroką skalę będziemy bezmyślnie niszczyć embriony, by stworzyć idealnie zdrowe dzieci wydaje się zatem nieuzasadniony.
logo
Sama metoda in vitro od lat wzbudza duże kontrowersje na całym świecie. Fot. www.shutterstock.com
Jeśli parlament zaakceptuje projekt przepisów przygotowanych przez rząd, ustawa wejdzie w życie najprawdopodobniej już w przyszłym roku. Pierwsze dziecko "trojga rodziców" może natomiast urodzić się w ciągu najbliższych dwóch lat.
– Szanse, że to się upowszechni, są naprawdę znikome – dodaje Łuków. – Świat na pewno będzie obserwował to, co się na Wyspach wydarzy oraz skuteczność tej techniki. Jednak nawet, jeśli świat będzie chciał się na niej wzorować, zachowa przy tym maksimum ostrożności i rozwagi.