Portret Roberta Knoxa
Portret Roberta Knoxa Fot. zbiory Edinburgh's Surgeons' Hall Museum

Bycie pacjentem w XIX wieku i na początku XX wieku oznaczało spore ryzyko. W medycynie i farmakologii królowały liczne przesądy. Trwały wprawdzie poszukiwania skutecznych metod leczenia, ale eksperymenty zwykle okupione były śmiercią wielu osób. Na złagodzenie bólu i kaszel proponowano chorym heroinę. Od czasu do czasu pojawiał nowy lek, który jednak okazywał się nie dość, że nieskuteczny to i jeszcze śmiertelnie niebezpieczny. Niektórzy walczyli o rozwój medycy tak bardzo, że nie potrafili cofnąć się nawet przed morderstwem.

REKLAMA
W poszukiwaniu zwłok
Jednym z najpopularniejszych przedmiotów w edynburskiej szkole medycznej w XIX wieku była anatomia. Na zajęcia doktora Roberta Knoxa, szkockiego zoologa, etnologa i lekarza uczęszczało kilkuset studentów. Problemem były jednak zwłoki, których w prosektorium przy uniwersytecie wiecznie brakowało.
W dziewiętnastowiecznych szkołach obowiązywały dość ścisłe zasady dotyczące ilości i przetrzymywania ludzkich ciał. Jak informuje Linda Zimmermann w książce "Zła nauka", każda uczelnia mogła mogła mieć rocznie tylko jedne zwłoki do celów badawczych. Samo ich pochodzenie było także ściśle określone przez prawo. Mogły być to jedynie ciała zbrodniarzy po egzekucji, a tych dokonywano coraz mniej.
Doktor Knox czuł się tą sytuacją nieco sfrustrowany. Przy dużej ilości zajęć z anatomii wprowadzone ograniczenia uniemożliwiały jego pracę i skuteczną naukę studentów. Knox uznał, że cierpi na tym nauka i zaczął pozyskiwał "materiały edukacyjne" z nielegalnych źródeł.
Policja z Edynburga zaczęła natomiast coraz częściej dostawać informacje o włamaniach do grobów. Według mieszkańców miasta były one celem złodziei poszukujących tam łupów. W rzeczywistości prawdziwym łupem były jednak zwłoki, które sprzedawano potem za kilka dolarów lekarzom pracującym na uczelni.
logo
Uczelnia w Edynburgu, na której zajęcia z anatomii prowadził Robert Knox fot. Kim Traynor, wikipedia.org
W pozyskiwaniu ciał wyspecjalizowało się szczególnie dwóch imigrantów z Irlandii - William Burke i William Hare. Korzystali jednak z zupełnie innej metody niż ich poprzednicy. Upili na przykład jednego ze swoich współlokatorów, udusili go (w taki sposób, by nie pozostawić żadnych śladów na szyi), a następnie dostarczyli jego ciało doktorowi Knoxowi. Zabili też m.in. starszą kobietą Mary Haldane, która nocowała w stajni należącej do Hare'go, a następnie jej córkę, która próbowała dowiedzieć się, co stało się z jej matką. Burke i Hare dokonali w ten sam sposób szesnastu zabójstw.
Wykładowcy mogli prowadzić lekcje anatomii bez obawy, że jedne zwłoki mają wystarczyć im przez kolejne 12 miesięcy. W końcu jednak policja trafiła na ślad morderców i zostali oni zatrzymani. Hare został zwolniony (za zeznania przeciwko współtowarzyszowi zbrodni), Burke zawisł na szubienicy. Jego ciało trafiło do szkoły medycznej.
Na ból i kaszel heroina
Całkiem niedawno, bo w latach 60. XX wieku w Ameryce bardzo popularny stał się katalog zakupowy Sears. Oferta dla klientów była bardzo szeroka, mogli oni zamówić ubrania, kosmetyki, materiały budowlane. Wśród proponowanych Amerykanom klientom produktów była także morfina i... heroina, która tą pierwszą miała skutecznie zastąpić nie powodując przy tym uzależnienia.
logo
Butelka z heroiną firmy Bayer fot. Leridant, wikipedia.org
Po raz pierwszy heroiną jako środkiem farmakologicznym zainteresowano się w 1894 roku. Badania nad nowym "lekiem" prowadził Heinrich Dreser. Wykazywała ona kilkukrotnie silniejsze działanie przeciwbólowe niż morfina. Dodatkowo miała też pomagać na kaszel. Przede wszystkim jednak reklamowana była jako lek nie powodujący uzależnień.
Już na początku XX wieku pojawiły się pierwsze katalogi oferujące takie "leki" jak heroina oraz na przykład opium. Jak podaje Zimmerman, ponad milion Amerykanów było wtedy uzależnionych od opiatów. Dzięki katalogom wysyłkowym mieli oni nieograniczony dostęp do narkotyków, które dodatkowo sprzedawane były w dość korzystnych cenach.
Zabójczy lek na przeziębienie
Penicylina, skuteczny lek na różnego typu infekcje odkryty został w 1897 roku. Badaniom prowadzonym przez Ernesta Duchesne'a nikt nie poświęcił jednak większej uwagi. Dopiero w 1928 roku, Alexander Fleming, bakteriolog rozpoczął prace nad tą substancją.
Zanim stała się ogólnodostępna, popularnym lekiem na infekcje były środki farmakologiczne z rodziny sulfonamidów. W 1937 roku w firmie Massengill w Bristolu prowadzono prace nad stworzeniem płynnego leku z sulfanilamidem. Dodatkowo miał być on smaczny, aby łatwiej było go podać dzieciom.
Prace się zakończyły i lek wprowadzono do użycia. Wcześniej jednak nie przeprowadzono żadnych eksperymentów i nie sprawdzono, czy jest on bezpieczny. Jedną substancję, którą wykorzystano przy produkcji specyfiku wykorzystuje się obecnie jako składnik płynu przeciwdziałającego zamarzaniu szyb w samochodach. Jest ona dość toksyczna.
Jak podaje Zimmerman w książce "Zła nauka", w 1937 roku w ciągu jednego miesiąca rozprowadzano w kraju ponad 240 galonów tego leku. Pierwsze informacje o jego "skuteczności" były przerażające. Amerykańskie Towarzystwo Medyczne dostało zgłoszenie, że w Oklahomie zmarło aż dziewięciu pacjentów, którym przepisano lek. Były to głównie dzieci.
logo
Butelka eliksiru Sulfanilamide fot. Anynobody, wikipedia.org
Do lekarzy i faramceutów rozesłano telegramy informujące o fatalnym działaniu leku. Poporoszono także o zwrot substancji firmie Massengill. Niestety część dostawy, która dotarła na rynek została już sprzedana. Ciężkie powikłania po przyjęciu leku miało około 350 osób, 107 z nich zmarło. Chemik, który opracował recepturę popełnił samobójstwo.
Na podstawie książki autorstwa Lindy Zimmermann "Zła nauka"