
Uchodzi za królową wśród nastolatek, ale nie tylko one padają jej ofiarą. Anoreksja coraz bardziej obfite żniwa zbiera również wśród chłopców i dorosłych kobiet. Chorują nawet te po czterdziestce. Gdzie leży granica między dietą a obsesją? Pytamy eksperta.
Choroba zaczęła się u mnie, gdy miałam 14 lat. Byłam wtedy osobą dość otyłą, ważyłam ok. 70 kg. Na podwórku dzieci się ze mnie wyśmiewały. Zaczęłam więc uprawiać sport i ograniczać jedzenie. Najpierw z jadłospisu usunęłam słodycze, później mięso, węglowodany aż doszło do tego, że żywiłam się tylko warzywami. W wieku 19 lat trafiłam do szpitala psychiatrycznego do czego właściwie zmusili mnie rodzice. Trzymiesięczny pobyt nie przyniósł jednak rezultatów. Kolejne dwa również niewiele dały. W 2012 r. trafiłam do ośrodka w Malawie. Po dwóch turnusach, widziałam u siebie poprawę. Żyję z anoreksją już 20 lat. Terapia trwa do dziś, a najtrudniejsze w niej jest to, że muszę od nowa uczyć się lubić jedzenie.
Na anoreksję coraz częściej zapadają także mężczyźni, albo po prostu coraz częściej się do tego przyznają. W ciągu pięciu lat działalności Fundacji jej pacjentami było zaledwie sześciu mężczyzn, przy czym na wstępnych rozmowach było ich znacznie więcej. Nie podjęli leczenia, bo dla mężczyzn jest to o wiele trudniejsze niż dla kobiet. Choroba jest bowiem jakimś rodzajem ułomności, a mężczyźni rzadko się do nich przyznają.
Ja właściwie odkąd pamiętam uważałam się za osobę niemożliwie grubą. Na tyle, na ile mogę sobie przypomnieć, nikt mnie w tym przekonaniu jakoś specjalnie nie utwierdzał, ono było nieodłączną częścią mnie. I nasilało się z wiekiem. Ostatecznie, najbardziej intensywny atak anoreksji przeżyłam, gdy miałam ok. 20 lat. Może trochę mniej, może trochę więcej. W ciągu niespełna trzech miesięcy schudłam wtedy blisko 20 kilogramów. Kiedy po roku zdecydowałam się iść na terapię, pani psycholog poprosiła mnie o jakieś zdjęcie z dzieciństwa. Przyniosłam je i okazało się, że wcale nie wyglądam na nim grubo. Dopiero wtedy dotarło do mnie jak wypaczony obraz siebie miałam przez tak wiele lat. Terapeutce też chyba właśnie o taki efekt chodziło. I to był wielki przełom w walce, jaką toczyłam z samą sobą. Od pięciu lat nie mam już żadnych objawów anoreksji.
