
Politycy postulują wprowadzenie do projektu ustawy o in vitro kontrowersyjnych zapisów o możliwości zapłodnienia z wykorzystaniem materiału genetycznego osoby zmarłej. Chodzi o rządowy program leczenia metodą zapłodnienia pozaustrojowego. Nowe zapisy w tym tygodniu po raz kolejny będzie omawiał Stały Komitet Rady Ministrów. Do Sejmu dokument ma trafić wiosną.
REKLAMA
Wzbogacony o nowe zapisy projekt zakłada szereg zmian, które dają przyszłym rodzicom większą swobodę w korzystaniu z możliwości sztucznego zapłodnienia. Jednocześnie więcej osób będzie mogło z in vitro skorzystać. Wśród postulatów znalazł się bowiem między innymi zapis zgodnie z którym sztuczne zapłodnienie będzie dostępne nie tylko dla małżeństw, ale też związków nieformalnych czy osób samotnych. Jedyny warunek jaki będą musieli spełnić przyszli rodzice to udokumentowane, trwające nie mniej niż okrągłych dwanaście miesięcy próby leczenia niepłodności innymi metodami (dowiedz się, jak przebiega leczenie niepłodności: https://portal.abczdrowie.pl/leczenie-nieplodnosci). Wyjątkiem będzie tu tylko przypadek niepłodności bezwzględnej.
Rodzice mogą się cieszyć
– To, z perspektywy rodziców, bardzo dobra wiadomość – mówi 35-letnia Anna, autorka bloga „In Vitro w pojedynkę” w serwisie MamaDu. – Do tej pory przecież w przypadku osób samotnych możliwość sztucznego zapłodnienia była jedynie w gabinetach prywatnych, a to spore koszty. Ja też z takiej furtki korzystałam i nie posiadałam się ze szczęścia, kiedy się udało.
– To, z perspektywy rodziców, bardzo dobra wiadomość – mówi 35-letnia Anna, autorka bloga „In Vitro w pojedynkę” w serwisie MamaDu. – Do tej pory przecież w przypadku osób samotnych możliwość sztucznego zapłodnienia była jedynie w gabinetach prywatnych, a to spore koszty. Ja też z takiej furtki korzystałam i nie posiadałam się ze szczęścia, kiedy się udało.
A udało się szybko, bo za pierwszym razem. To ważne o tyle, że sam przebieg sztucznego zapłodnienia, za które "prywatnie" trzeba płacić średnio 4–8 tysięcy złotych, do przyjemnych nie należy (więcej informacji o in vitro znajdziesz na stronie: https://portal.abczdrowie.pl/zaplodnienie-in-vitro). Wręcz przeciwnie. I to – zdaniem etyka, profesora Pawła Łukowa – najlepszy argument obalający tezę o tym, że in vitro to „program spełniania życzeń nieodpowiedzialnych rodziców”. – Leczenie niepłodności to nie jest igraszka – przekonuje Łuków. – Jeśli ktoś decyduje się na jego podjęcie, musi się liczyć z bólem, trudnościami. Jeśli z kolei jest gotów się tego cierpienia podjąć, to świadczy tylko o jego realnych potrzebach posiadania dziecka i o tym, że trzeba mu pozwolić je zrealizować. I to się tyczy zarówno małżeństw, związków nieformalnych, jak i osób samotnych.
Dziecko–pogrobowiec
Ale wśród poselskich propozycji znalazły się też takie, które oprócz radości wzbudzają i duże kontrowersje. Do takich należy zapis o możliwości wykorzystania w sztucznym zapłodnieniu materiału genetycznego – komórki jajowej lub nasienia – osoby zmarłej. Chodzi m.in. o sytuacje w których jedno z małżonków jest śmiertelnie chore i w obawie przed utratą płodności uznawaną za możliwą konsekwencję inwazyjnego leczenia (np. onkologicznego), decyduje się zamrozić swój materiał genetyczny, by jego partner lub partnerka mogła z niego w przyszłości skorzystać. Materiał pobierany jest przed rozpoczęciem leczenia jednego z rodziców i mrożony.
Ale wśród poselskich propozycji znalazły się też takie, które oprócz radości wzbudzają i duże kontrowersje. Do takich należy zapis o możliwości wykorzystania w sztucznym zapłodnieniu materiału genetycznego – komórki jajowej lub nasienia – osoby zmarłej. Chodzi m.in. o sytuacje w których jedno z małżonków jest śmiertelnie chore i w obawie przed utratą płodności uznawaną za możliwą konsekwencję inwazyjnego leczenia (np. onkologicznego), decyduje się zamrozić swój materiał genetyczny, by jego partner lub partnerka mogła z niego w przyszłości skorzystać. Materiał pobierany jest przed rozpoczęciem leczenia jednego z rodziców i mrożony.
Taka możliwość prawna funkcjonuje już między innymi w Wielkiej Brytanii. Jak dotąd jednak na Wyspach skorzystało z niej zaledwie kilkanaście osób. Wśród nich była Kady Parke, o której historii dwa lata temu pisał m.in. „The Sun”. Kobieta wraz z umierającym na czerniaka mężem zdecydowała się na pobranie i zamrożenie jego nasienia z zamiarem wykorzystania go już po śmierci partnera. – Oboje chcieliśmy mieć dzieci, ale nie poradziłabym sobie ze swoją ciążą i jego chorobą jednocześnie – wyjaśniała Parke. – Dlatego obiecałam mu, że pójdę na in vitro już po jego odejściu.
Zabieg udał się za pierwszym razem. Kobieta urodziła zdrowego synka w blisko rok po śmierci męża.
– To bardzo trudny temat, niebywale kontrowersyjny – ocenia Łuków. – Ponieważ nie znamy dokładnej treści zapisu, ciężko w tej chwili poddawać go szczegółowej ocenie. Na pewno trzeba go jednak poddać dyskusji, bo nie wiadomo czy każdorazowo zmarła osoba chciałaby być rodzicem, a po drugie mogą się w konsekwencji tej decyzji pojawiać problemy związane z dziedziczeniem, skomplikowane kwestie rodzinne. Ostrożność sugerowałabym, żeby raczej tego typu możliwości prawne ograniczać, jeśli w ogóle miałyby one istnieć.
Dyskusja trwa, ministerstwo milczy
Wśród nowych zapisów w projekcie ustawy znalazły się też m.in. te dotyczące braku możliwości wyboru cech dziecka takich jak np. kolor oczu czy płeć. Rodzice będą mogli natomiast wpływać na zdrowie malucha tak ingerując w genetykę, by ta pozwoliła uchronić potomka przed dziedzicznymi chorobami. Siostra nie będzie mogła przekazać siostrze zarodka, nie będzie też możliwości dawstwa ze wskazaniem. Przyszli rodzice będą mogli korzystać wyłącznie z anonimowych zarodków, co w założeniu ma zapobiegać nielegalnemu handlowi. Co więcej – z jednej komórki jajowej będzie mogło powstać maksymalnie osiem zarodków, a z jednego materiału genetycznego maksymalnie dziesięcioro dzieci. Za zniszczenie zarodków będzie groziło do pięciu lat więzienia, za handel nimi – dziesięć.
Wśród nowych zapisów w projekcie ustawy znalazły się też m.in. te dotyczące braku możliwości wyboru cech dziecka takich jak np. kolor oczu czy płeć. Rodzice będą mogli natomiast wpływać na zdrowie malucha tak ingerując w genetykę, by ta pozwoliła uchronić potomka przed dziedzicznymi chorobami. Siostra nie będzie mogła przekazać siostrze zarodka, nie będzie też możliwości dawstwa ze wskazaniem. Przyszli rodzice będą mogli korzystać wyłącznie z anonimowych zarodków, co w założeniu ma zapobiegać nielegalnemu handlowi. Co więcej – z jednej komórki jajowej będzie mogło powstać maksymalnie osiem zarodków, a z jednego materiału genetycznego maksymalnie dziesięcioro dzieci. Za zniszczenie zarodków będzie groziło do pięciu lat więzienia, za handel nimi – dziesięć.
Nowych zapisów dotyczących in vitro nie chce natomiast na razie komentować resort zdrowia. – O szczegółowych rozwiązaniach przyjętych w projekcie będziemy mówić po zakończeniu etapu konsultacji wewnętrznych – poinformował nas jedynie Krzysztof Bąk, rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia.
