
Mieliśmy już doktora Google, a teraz coraz częściej możemy zauważyć, że nastała moda na doktora Facebooka. Zamiast pójść do lekarza niektórzy wolą na grupie opisać objawy i poczekać na diagnozę grupowiczów, a nawet poprosić o schemat leczenia. Największą plagą jest takie diagnozowanie małych dzieci.
REKLAMA
Matki wstawiają zdjęcia wysypek swoich pociech, opisują ze szczegółami problemy gastryczne, zdarzają się nawet fotografie z ekskrementami lub pasożytami. O ile kwestia tego, czy jest to obrzydliwe może być sprawą sporną, o tyle szkodliwość samego diagnozowania dzieci w ramach grup facebookowych, przez osoby niemające bladego pojęcia o medycynie, jest na pewno szkodliwa.
Nie chodzi o rozbite kolano
Oczywiście pytania w stylu jak opatrzyć zdarte kolano i odpowiednie rady, w takich błahych kwestiach można uznać za rodzicielską wymianę myśli i doświadczeń. Zasadna jest też wymiana zdań i opinie na temat lekarzy, ale już wyrokowanie na podstawie zdjęcia, czy dziecko ma np. ospę wietrzną, wbrew pozorom, może skończyć się zagrożeniem zdrowia, a nawet życia dziecka.
Oczywiście pytania w stylu jak opatrzyć zdarte kolano i odpowiednie rady, w takich błahych kwestiach można uznać za rodzicielską wymianę myśli i doświadczeń. Zasadna jest też wymiana zdań i opinie na temat lekarzy, ale już wyrokowanie na podstawie zdjęcia, czy dziecko ma np. ospę wietrzną, wbrew pozorom, może skończyć się zagrożeniem zdrowia, a nawet życia dziecka.
Jako przykład takich diagnostycznych dyskusji można podać np. niedawną rozmowę o atopowym zapaleniu skóry, która miała miejsce na jednej z grup skupiających matki.
Internautka opisuje problemy skórne dziecka, informuje, że lekarze nie stwierdzili AZS i pyta co ma dalej robić, na szczęście pyta też czy ma szukać kolejnego specjalisty. Oczywiście mamy służą pomocą. Znajduje się kilka takich, które tłumaczą, że problem jest poważny, mówią: znajdź dobrego specjalistę, ale są także takie, które radzą: zapisz się do odpowiedniej grupy, tam zdiagnozują ci dziecko, bo lekarze w naszym mieście są słabi i ci nie pomogą. Trzeba dodać, że chore dziecko, o którym mowa ma trzy miesiące…
Dużo takich wpisów publikuje facebookowa „Beka z mamuś na forach”. Wiele wpisów „diagnostycznych” jest tak ekstremalna, że nie wiadomo czy śmiać się, czy płakać.
To zwykła głupota
– Niestety do lekarzy trafiają ofiary tej głupoty. Jako specjaliści medycyny rodzinnej i pediatrii walczymy z tym zjawiskiem. Należy jednak pamiętać, że jedyne, co tak naprawdę możemy zrobić to jest tłumaczenie, tłumaczenie i jeszcze raz tłumaczenie – mówi dr Michał Sutkowski, lekarz rodzinny, rzecznik Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce.
– Niestety do lekarzy trafiają ofiary tej głupoty. Jako specjaliści medycyny rodzinnej i pediatrii walczymy z tym zjawiskiem. Należy jednak pamiętać, że jedyne, co tak naprawdę możemy zrobić to jest tłumaczenie, tłumaczenie i jeszcze raz tłumaczenie – mówi dr Michał Sutkowski, lekarz rodzinny, rzecznik Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce.
Doktor wyjaśnia, że nie ma czegoś takiego jak diagnostyka przez internet. – Pacjenta trzeba obejrzeć całego, zbadać. No i oczywiście musi to zrobić lekarz. Jako przykład na to, że facebookowe poradnictwo medyczne może skończyć się poważnymi problemami zdrowotnymi podaje ospę wietrzną.
– Powszechnie uważa się, że jest to choroba łagodna. Jednak rodzice często nie wiedzą, że może wiązać się z bardzo poważnymi powikłaniami, takimi jak np. zapalenie mięśnia sercowego czy zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. Może być tak, że rodzice na Facebooku stwierdzą, że to ospa wietrzna, matka nie pójdzie z dzieckiem do lekarza, bo przecież wystarczy posmarować krostki, a okaże się, że dziecko ma powikłania, trafi późno do lekarza, będzie miało większe problemy zdrowotne.
Doktor Sutkowski podkreśla, że aby skutecznie leczyć wiele chorób trzeba odpowiednio wcześnie trafić do lekarza.
Rodzicielska beztroska
Dlaczego mamy na Facebooku bawią się w dr. House'a? Zdaniem naszego rozmówcy nie wynika to z braku dostępu do lekarza rodzinnego.
Dlaczego mamy na Facebooku bawią się w dr. House'a? Zdaniem naszego rozmówcy nie wynika to z braku dostępu do lekarza rodzinnego.
– Mamy dobry dostęp do lekarzy rodzinnych. Czasami kolejki mogą pojawiać się w największych miastach w Polsce. Myślę, że powodem tego zjawiska są pewnego rodzaju beztroska, nieświadomość i zwykłe lenistwo, bo do lekarza trzeba się umówić, wybrać i w końcu wyjść z domu.
Napisz do autora: [email protected]
