Czym mniej pieniędzy w systemie ochrony zdrowia, tym większe kolejki do lekarzy
Czym mniej pieniędzy w systemie ochrony zdrowia, tym większe kolejki do lekarzy Anna Krasko / Agencja Gazeta

Szczególnie przed wyborami partie polityczne prześcigają się w pomysłach na uzdrowienie ochrony zdrowia w Polsce. Oczywiście wszelkie zmiany nie mogą wiązać się z obciążeniami finansowymi wyborców. Pojawiają się więc niedorzeczne pomysły choćby dotyczące finansowania ochrony zdrowia z budżetu.

REKLAMA
Pewne jest jedno, w systemie mamy za mało pieniędzy. Skutki tych braków widzimy wszyscy i nie chodzi tu o odrapane ściany szpitalnego oddziału ale raczej o czas oczekiwania na wizytę lekarską, operację czy rehabilitację. To, że przykładowo do kardiologa musimy czekać kilka miesięcy nie jest winą złych lekarzy, nieuprzejmych pań rejestratorek czy braków lokalowo-
sprzętowych. Powód jest oczywisty: NFZ kupuje daną ilość wizyt kardiologicznych w danej przychodni, bo na tyle starcza mu pieniędzy z płaconych przez nas składek. No i kolejki są gotowe.
Najprościej byłoby podnieść składkę zdrowotną, ale specjaliści ostrzegają, że po pierwsze system mógłby wchłonąć dodatkowe pieniądze i zagospodarować je bez korzyści dla pacjentów, a po drugie mogłoby dojść do sytuacji, w której coraz mniej osób płaciłoby składki, co w rezultacie spowodowałoby mniejsze wpływy do NFZ i jeszcze gorszą sytuację w ochronie zdrowia. Inny pomysł, wzorem Czechów moglibyśmy dopłacać drobne kwoty do każdej wizyty lekarskiej. Jednak politycy nie zdecydują się na wprowadzenie takich rozwiązań. Specjaliści mówią wprost: partia, która zdecydowałaby się na wprowadzenie takich rozwiązań, przestałaby istnieć. Zwyczajnie nikt nie lubi płacić więcej.
Niby płacą
Nikt się jednak nie zastanawia, jak wygląda dzisiaj płacenie składek zdrowotnych. Ci, którzy korzystają z ochrony zdrowia w ramach NFZ nie zawsze za to płacą lub płacą mniej niż inni. W imię solidaryzmu społecznego z ochrony zdrowia korzystają członkowie najbliższej rodziny ubezpieczonego. Bywa więc, że kilka osób może leczyć się w ramach NFZ dzięki jednej osobie,
która ma np. umowę o pracę. Oczywiście od lat podnoszona jest kwestia KRUS-u. Rolnicy do kasy NFZ płacą dużo mniej niż "miastowi". Zupełnie jakby w mieście mieszkali sami milionerzy.
Wystarczy spojrzeć na dane z NFZ, żeby stwierdzić, że z tym płaceniem to wcale nie jest tak dobrze. Jeśli więc nikt nie jest "dopisany" do naszej składki zdrowotnej, to tak naprawdę w dużej mierze finansujemy kogoś, kogo nawet nie znamy. Choć oczywiście trzeba też pamiętać, że składkę płaconą przez wiele lata może "zagospodarować" jeden zabieg kardiochirurgiczny (o dramatycznie drogim leczeniu onkologicznym nie wspominając) i wtedy właściwie też jesteśmy finansowani przez innych.
Jak informuje nas Beata Pieniążek-Osińska, główny specjalista Biura Komunikacji Społecznej Centrali NFZ, liczba wpłat na składkę ubezpieczenia zdrowotnego za pośrednictwem ZUS w 2014 r. wyniosła 25 494 278. Natomiast za rok 2014 przychody z tytułu składki na ubezpieczenie zdrowotne za osoby ubezpieczone w ZUS wyniosły 61 448 007,37 tys. zł (łącznie ze składkami z lat ubiegłych np. zaległymi).
Trzeba podkreślić, że jedna osoba może posiadać kilka tytułów do ubezpieczenia zdrowotnego, w związku z czym faktyczna liczba osób opłacających składkę może być mniejsza.
Tyle o wpływach i płatnikach składki. A ile osób z niej korzysta? NFZ informuje, że wg danych na koniec I półrocza 2015 r., łączna liczba ubezpieczonych to 33 683 366 osób, w tym:

- ubezpieczeni obowiązkowo (ZUS, KRUS): razem 33 661 368 w tym: opłacający składkę - 25 611 879 i członków rodziny - 8 049 489 osób (członkowie rodziny oczywiście są podpięci pod ubezpieczenie członka rodziny, nie płacą składki);

- ubezpieczeni dobrowolnie (czyli ci, którzy nie mają np. umowy o pracę a zdecydowali się sami opłacać składkę zdrowotną) : razem 21 998 osób, w tym opłacających składkę - 14 634 osoby i członków rodziny - 7 364 osoby.

Wg stanu na 12 października, ogółem uprawnienia (ubezpieczeni i osoby uprawnione) do świadczeń opieki zdrowotnej miało 34 996 026 osób.
Oczywiście odrębnym tematem są składki na ubezpieczenie zdrowotne odprowadzane przez ubezpieczonych w KRUS. Jak podaje NFZ, średniomiesięczna liczba osób ubezpieczonych w KRUS w 2014 roku wyniosła 3 429 099 osób.
Natomiast przychody z tytułu składki na ubezpieczenie zdrowotne w 2014 roku za osoby ubezpieczone w KRUS wyniosły tylko 3 231 052,28 tys. zł (łącznie ze składkami z lat ubiegłych).
Trudno oszacować
W świetle tych danych warto pokusić się o przeliczenie, ile pieniędzy wpływałoby do systemu, gdyby chociaż tylko wszystkie osoby pełnoletnie, uprawnione do świadczeń, płaciły składkę. Wiadomo, dzieci nie pracują, trudno też wymagać, żeby państwo karało rodziców dodatkowymi opłatami, bo posiadanie w Polsce dzieci i tak jest niezwykle kosztowne. Niestety wyliczenie nie jest takie proste.
Beata Pieniążek-Osińska
główny specjalista Biura Komunikacji Społecznej Centrali NFZ

Określenie ilości pieniędzy, jakie wpłynęłyby do NFZ gdyby każdy, kto ma prawo korzystać ze świadczeń finansowanych przez NFZ płacił składkę na ubezpieczenie zdrowotne do ZUS jest niemożliwe. Wynika to w szczególności z braku informacji o wysokości podstawy wymiaru składki na ubezpieczenie zdrowotne, jaka obowiązywałaby poszczególne osoby bądź grupy osób (tytuły do ubezpieczenia) i liczby osób, które byłyby zakwalifikowane do poszczególnych grup (tytułów ubezpieczenia).

Jednak zastanowić się warto nad problemem, bo solidaryzm społeczny solidaryzmem społecznym, ale może ci, z których składki korzysta cała rodzina, powinni płacić trochę więcej. Oczywiście nie ma też, moim zdaniem, żadnego powodu, dla którego mniej na ochronę zdrowia powinni płacić ubezpieczeni w KRUS. Celowo piszę ubezpieczeni, a nie rolnicy, bo wszyscy przecież wiedzą, że wielu z nich z rolnictwem nigdy nie miała nic wspólnego. Co do rolników, zgadzam się, są i tacy, którym bieda zagląda w oczy, ale ilu jest dobrze prosperującymi przedsiębiorcami zarabiającymi dużo więcej niż przeciętny "miastowy".

Napisz do autora: [email protected]