
W myśl obiegowej opinii na podstawie długości daty przydatności danego produktu do spożycia można wywnioskować, czy jest on „naturalny” czy też nie. A przecież babcine weki również mogą stać na półce w spiżarni co najmniej kilka miesięcy. Czym więc się różni sok ustawiony na regale przez pracownika sklepu od tego, który sporządzony przez nas własnoręcznie latem, otwieramy i pijemy dopiero jesienią? Co do zasady eksperci są zgodni: nie musi się różnić zupełnie niczym.
– Pasteryzacja to naturalny sposób utrwalania soków, poprzez ich podgrzanie – czytamy na portalu pasteryzujemy.pl. Czyżby więc wielkie koncerny spożywcze wydłużały termin przydatności soków do spożycia „babcinymi” metodami? Okazuje się, że tak. Pasteryzacja jest bowiem metodą, która pozwala zachować pełnię smaku i zapachu produktów, jednocześnie niszcząc lub hamując rozwój bakterii i innych drobnoustrojów występujących w żywności.
Stąd pasteryzacja przemysłowa jest niezwykle korzystna dla zdrowia i bezpieczeństwa człowieka. Pozwala zachować cenne składniki produktów, nie zmieniając smaku produktu, co daje nam możliwość ich konsumpcji przez cały rok.
Na pytanie, o to, czy żywność pasteryzowana może w jakikolwiek sposób zaszkodzić zdrowiu, eksperci są zgodni: nie ma takiej możliwości. – Produkty pasteryzowane w przemyśle spożywczym są całkowicie bezpieczne dla zdrowia. Procesy pasteryzacji są obecnie na tak zaawansowanym poziomie, że wszystkie składniki mineralne oraz większość witamin, zawartych w owocach i warzywach, zostaje zachowana. Pasteryzacja jest więc formą naturalnego utrwalenia produktu – potwierdza Agata Ziemnicka-Łaska.
Artykuł powstał we współpracy z markami Tymbark oraz Kubuś.