
Za rządów PiS możemy zapomnieć o finansowaniu przez państwo leczenia niepłodności metodą in vitro. Jednak nowa władza bardzo dobrze wie, że wielu Polakom ta decyzja nie spodobała się za bardzo, więc ją usprawiedliwia ekonomicznie. Ostatnio mogliśmy usłyszeć, że pieniądze przeznaczone na in vitro są potrzebne dla chorych na hemofilię.
REKLAMA
W wywiadzie dla branżowego Medexpressu, minister zdrowia Konstanty Radziwiłł powiedział, że wśród różnego rodzaju problemów zdrowotnych z jakimi Polacy się zmagają, jest wiele innych wymagających finansowania co najmniej na takim poziomie jak dotychczas wydawanych w programie in vitro.
– Wobec tego pieniądze są niezbędne także na takie rzeczy jak finansowanie leków utrzymujących osoby chore na hemofilię, na co brakuje pieniędzy, bo poprzedni rząd zostawił nam dziwną dziurę budżetową – chyba przez pomyłkę – w tym zakresie. Brakuje 150 milionów – wyjaśniał Radziwiłł we wspomnianym wywiadzie.
Niedofinansowana medycyna z powodu in vitro
Cóż, dowiadujemy się więc, że nie tylko pieniądze z in vitro potrzebne są dla bardzo chorych osób, to jeszcze tak naprawdę wszystkiemu winny jest poprzedni rząd. Wcześniej niektórzy politycy PiS mówili, że trzeba te pieniądze przeznaczyć na leczenie dzieci chorych na raka, zupełnie jakby ich leczenie nie było finansowane. Zresztą, tak na marginesie, polska onkologia dziecięca stoi na wysokim poziomie i ma się całkiem dobrze.
Cóż, dowiadujemy się więc, że nie tylko pieniądze z in vitro potrzebne są dla bardzo chorych osób, to jeszcze tak naprawdę wszystkiemu winny jest poprzedni rząd. Wcześniej niektórzy politycy PiS mówili, że trzeba te pieniądze przeznaczyć na leczenie dzieci chorych na raka, zupełnie jakby ich leczenie nie było finansowane. Zresztą, tak na marginesie, polska onkologia dziecięca stoi na wysokim poziomie i ma się całkiem dobrze.
Zdaniem doktora Grzegorza Południewskiego, znanego warszawskiego ginekologa to ekonomiczne tłumaczenie jest trochę bez sensu.
Medycyna w Polsce to worek bez dna, pieniędzy brakuje na wszystko. Decyzja o tym gdzie tych pieniędzy będzie więcej może być podyktowana względami medycznymi lub politycznymi. Decyzja o zaprzestaniu finansowania in vitro jest decyzją polityczną.
Jego zdaniem trzeba powiedzieć otwarcie, że ta decyzja świadczy o tym, że politycy tak naprawdę nie chcą, żeby w Polsce rodziło się więcej dzieci.
In vitro niepotrzebne
Oczywiście Ministerstwo Zdrowia zapowiada, że wprowadzi zamiast in vitro finansowanie naprotechnologii. Jednak specjaliści tłumaczą, że to nie jest dobre rozwiązanie.
Oczywiście Ministerstwo Zdrowia zapowiada, że wprowadzi zamiast in vitro finansowanie naprotechnologii. Jednak specjaliści tłumaczą, że to nie jest dobre rozwiązanie.
Minister jednak wie swoje, w wywiadzie dla Medexpressu tłumaczy co prawda, że „problem niepłodności, a przede wszystkim zaburzeń płodności, powinien być rozwiązywany nie tyle z założeniami ideologicznymi, co z wiedzą medyczną”. Jednak zaraz dodaje, że „takich sytuacji, które zupełnie uniemożliwiają zapłodnienie, czy powstanie ciąży jest zdecydowana mniejszość”.
Zdaniem Grzegorza Południewskiego, skuteczność naprotechnologii jest dość wątpliwa, a przynajmniej trudna do zbadania.
– To metoda, która powstała w latach 30. ubiegłego wieku. Jest oparta na obserwacji cyklu. Jednak moim zdaniem może sprawdzić się u około 20-30 proc. niepłodnych par.
No właśnie, ginekolog mówi o parach, gdy tymczasem naprotechnologia to metoda, która skupia się na kobiecie. O tym, że to po stronie mężczyzny może leżeć problem z płodnością danej pary, jakby zapomniano. Jednak nie ma się co dziwić, bo na nic obserwacja kobiecego śluzu i „karmienie” pań środkami hormonalnymi, kiedy mężczyzna okazuje się bezpłodny.
Tabu, czyli niepłodny mężczyzna
– Jeśli spojrzymy na bezpłodne pary, to u 50 proc. z nich problem z płodnością leży po stronie mężczyzny. Wtedy często jedyną skuteczną procedurą, dającą szansę na potomstwo, jest zapłodnienie in vitro – wyjaśnia dr Południewski.
– Jeśli spojrzymy na bezpłodne pary, to u 50 proc. z nich problem z płodnością leży po stronie mężczyzny. Wtedy często jedyną skuteczną procedurą, dającą szansę na potomstwo, jest zapłodnienie in vitro – wyjaśnia dr Południewski.
Dodaje, że coraz więcej mężczyzn ma problemy, nie możemy więc patrzeć tutaj tylko przez pryzmat kobiet.
Zresztą nie tylko „męskich problemów” nie załatwi naprotechnologia. Wystarczą uszkodzone kobiece jajowody i naprotechnologia również nie będzie miała nic do zaoferowania.
Minister zdrowia wielokrotnie powtarzał, że naprotechnologia pozwala znaleźć przyczynę niepłodności. Natomiast in vitro nie jest leczeniem tego problemu zdrowotnego, bo kobieta po zapłodnieniu in vitro płodności nie odzyskuje. Zgoda, tyle, że po znalezieniu przyczyny problemu, może okazać się, że nie da się go rozwiązać. I co wtedy? Pewnie trzeba pogodzić się z bezdzietnością. Natomiast in vitro daje tym osobom nadzieję na to, że rodzicami zostaną. Widocznie jednak, politycy są przeciwni finansowaniu młodym ludziom szczęścia, którego mogą doświadczyć dzięki metodzie in vitro.
Napisz do autora: [email protected]
