
– Przeraża mnie, jak myślę o tym co będzie dalej. Niestety z mężem jest coraz gorzej. Niewiele jest sam w stanie zrobić. Właściwie w domu nie może już nic pomóc. Na razie radzi sobie jeszcze z codzienną toaletą – opowiada nam pani Barbara Nowaczyk, żona pana Wojciecha, który od 10 lat choruje na idiopatyczne włóknienie płuc.
Idiopatyczne (nazywane też samoistnym) włóknienie płuc to postępująca choroba prowadząca do nieodwracalnych zmian w płucach i ostatecznie do zgonu pacjenta. U osób z IPF komórki w tkance otaczającej pęcherzyki płucne ulegają uszkodzeniu i zaczynają umierać. Organizm próbując naprawić uszkodzenie, zastępuje obumarłe komórki fibroblastami, których produkcja jest niekontrolowana. W wyniku tego procesu dochodzi do włóknienia, tj. bliznowacenia i stwardnienia tkanki płucnej, na skutek czego dochodzi do zaburzeń funkcjonowania pęcherzyków płucnych (nie mogą się one odpowiednio rozszerzać, zmniejsza się również możliwość wymiany gazowej), co prowadzi do zmniejszenia ilości tlenu docierającego do krwi i do tkanek, przez co dochodzi do upośledzenia czynności narządów i niepełnosprawności. Dokładna przyczyna uszkodzenia komórek pęcherzyków płucnych pozostaje nadal niejasna.
Pani Barbara cieszy się, że jej mąż może jeszcze jeździć samochodem, sama nie ma prawa jazdy, a trudno byłoby poruszać się z mężem bez transportu. Oczywiście wyjazd gdziekolwiek nie jest prosty.
Wbrew temu wszystkiemu można powiedzieć, że pan Wojciech ma szczęście. Jeśli przeszukamy literaturę medyczną, to przeczytamy, że chorzy na idiopatyczne włóknienie płuc żyją 2 do 5 lat od czasu rozpoznania choroby.
– W Polsce lek jest drogi, a w Niemczech kosztuje 3,8 euro, w Wielkiej Brytanii - 6 funtów, bo jest tam częściowo refundowany – denerwuje się z kolei pan Zbigniew Kwiatkowski, który na IPF choruje od 2008 r.
Pierwsze duszności pojawiły się w 2005 r. Grałem w tenisa i coraz gorzej szło mi na korcie. W klubie był lekarz, który poradził, żebym zrobił spirometrię.
Brak refundacji leków, brak dostępu do rehabilitacji, to niejedyne problemy opisywanych chorych. Choć trudno w to uwierzyć, mają utrudniony dostęp do terapii tlenowej.
Inna kwestia problematyczna to późno stawiana diagnoza w tej chorobie. Ponieważ jest to choroba rzadka wielu lekarzy nie umie postawić diagnozy lub stawia nieprawidłową. A nawet jeśli już diagnoza została postawiona prawidłowo przez specjalistę, to nie chcą w nią uwierzyć.
Od 2013 r. przez rok leczyli mnie na zapalenie płuc. Jak już nie dałem rady przejść do toalety, wymusiłem skierowanie do szpitala pulmunologicznego. Tam postawiono trafną diagnozę.
Napisz do autora: [email protected]
