
Ministerstwo zdrowia stało się ostatnio powodem niewybrednych żartów. Po tym, jak poprzednia ekipa rządząca wypowiedziała wojnę szkolnym drożdżówkom wydawało się, że resort zdrowia będzie ostrożniej podejmował decyzje, a jego pracownicy będą ważyć słowa. Jarosław Pinkas, wiceszef ministerstwa zdrowia, nie dba jednak o powściągliwość. Niedawno zapowiedział, że rozprawi się z obcisłą bielizną i podgrzewanymi fotelami w autach. Wszystko w ramach podbijania statystyk urodzeń w Polsce. Wiceminister powiedział to na serio, ale nikt nie potraktował tego poważnie.
– Może dla niektórych "moda na dziecko” brzmi zabawnie, ale problem zdrowia prokreacyjnego jest poważny. Począwszy od takich zagadnień, jak korzystanie przez chłopców z laptopa położonego na kolanach, noszenie zbyt obcisłej bielizny czy podgrzewanie siedzeń w samochodzie. Nawet takie rzeczy wpływają na zdrowie. Wiele osób tego nie wie lub to bagatelizuje, a skutki bywają poważne – powiedział minister Pinkas w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną".
Temu można zapobiec w niektórych przypadkach. Jest jeden warunek – trzeba działać za młodu. Dzięki odpowiedniemu stylowi życia, odpowiedniej diecie da się temu zapobiec, ale o tym należy myśleć dużo wcześniej przed przystępowaniem do planów prokreacyjnych.
Wypowiedź ministra odnośnie ciasnej bielizny mogła na pewno wywołać uśmiech na czyjejś twarzy. Myślę, że to dosyć niefortunna wypowiedź, której wagi bym jednak nie przeceniał. Trudno mi się do niej odnieść, bo przyznam, że nie czytałem całości. Ale odnosząc się do merytorycznych przesłanek - trudno nie zgodzić się z tym, że bardzo różne czynniki mają wpływ na płodność. Ale w ogóle, tutaj przydałby się dystans. Nie spodziewam się raczej ogólnonarodowej kampanii promującej luźne majtki.
Swojego rozczarowania polityką ministerstwa zdrowia nie kryje m.in. Barbara Szczerba ze Stowarzyszenia na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji "Nasz Bocian". Zdaniem Szczerby, resort zdrowia rozmienia się na drobne i zamiast sensownych rozwiązań, proponuje naprotechnologię i dyskusyjną profilaktykę. – Nie tędy droga – mówi wprost.
Profilaktyka i edukacja jest wskazana, ale to nie może być fundamentem w rozwiązywaniu problemu niepłodności. Jeśli zamiast metody in vitro zakażemy siadania na podgrzewanych fotelach, albo noszenia obcisłej bielizny, to co to za leczenie? Poza tym, to może wydać się kontrowersyjne, ale - wszyscy znamy osoby, które np. palą, albo siadają na tych podgrzewanych fotelach i mają dzieci. Także nie do końca o to chodzi, żeby teraz sprowadzać dyskusję o leczeniu niepłodności do ciepłych foteli.
Obniżenie temperatury okolicy jąder, nie wpływa na jakość samej spermy i z tego punktu widzenia, taki rodzaj profilaktyki w obliczu wyzwania, jakim jest niepłodność, wydaje się mało użytecznym narzędziem. A jeśli ministerstwo zdrowia tego nie wie, odsyłam do rekomendacji MENSA. Padają tam wzmianki o tym, że obniżenie wysokiej temperatury i noszenie luźnych spodni czy bielizny, nie poprawia parametrów spermy. Jestem zwolennikiem hipotezy mówiącej o tym, że niepłodność kształtuje się już w ciąży. Także luźne majtki są może niezłym pomysłem, ale bardziej w kontekście komfortu chodzenia samego właściciela takich gatek, ale płodności to nie poprawi. Możemy też wszędzie sprzedawać tylko takie luźne modele, ale powtarzam - to niczego nie zmieni, a problem z płodnością i tak pozostanie.
Napisz do autora: [email protected]
