Zdjęcie jest tylko ilustracją.
Zdjęcie jest tylko ilustracją. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta

– Moją intencją nie jest piętnowanie lekarzy, ale wskazanie na brak etyki zawodowej samorządu lekarskiego, którego przedstawiciel jest teraz Ministrem Zdrowia. W mojej ocenie nie godzi się płacić milionów złotych ze środków publicznych na działalność samorządu, który ignorował i dalej ignoruje swoje obowiązki w zakresie prowadzenia rejestru lekarskiego. Skutkiem zaniechań jest brak świadomości lekarzy o zagrożeniach z tytułu niewywiązania się z obowiązku doskonalenia zawodowego – mówi w wywiadzie dla naTemat Andrzej Ludwicki, prezes zarządu spółki Technologie Innowacje Medycyna-Polska, która jest operatorem Medycznej Platformy Edukacyjnej.

REKLAMA
Przypomnijmy, że lekarze mają obowiązek ustawowy ustawicznego kształcenia. Za rozliczanie ich z tego obowiązku zawsze odpowiadał samorząd lekarski. Jeszcze kilka lat temu lekarze, w ramach rozliczenia się z edukacji musieli przedstawić w izbie lekarskiej zaświadczenia o odbytych kursach, które były premiowane tzw. punktami edukacyjnymi. Po jakimś czasie samorząd jednak przestał rozliczać lekarzy z kształcenia. Wywiązywanie się z tego obowiązku przestało być przez kogokolwiek kontrolowane.
Lekarze nie chcą się dokształcać?
Andrzej Ludwicki: Lekarze są ofiarami działaczy. Zresztą, pytanie czy Minister Zdrowia do niedawna czynny lekarz POZ posiada wpisy o dopełnieniu obowiązku doskonalenia zawodowego? Jeżeli nie, to jak wygląda w świetle etyki taki urzędnik publiczny. Jeżeli ma taki wpis, to jak się to stało, że tylko 8 proc. lekarzy dopełniło obowiązek. Gdzie był jako prezes i wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej.
Czy Pana zdaniem brak obowiązkowego rozliczania się z punktów edukacyjnych spowodował, że lekarze nie czują się w obowiązku ciągłego dokształcania?
Zdecydowanie tak, przy czym należy pamiętać, że brak rozliczenia z obowiązku doskonalenia zawodowego jest samowolnym działaniem lub lepiej – celowym zaniechaniem władz samorządu lekarskiego. Dzisiaj smaczku sprawie dodaje fakt, że za ten stan rzeczy odpowiada personalnie aktualny Minister Zdrowia. Sprawa „zaniechania” nabrała bowiem tempa za jego kadencji na stanowisku prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej.
Warto wiedzieć, że obowiązek doskonalenia zawodowego reguluje bardzo szczegółowo rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 6 października 2004 roku w sprawie sposobów dopełnienia obowiązku doskonalenia zawodowego lekarzy i lekarzy dentystów, które stanowi de facto przepisy wykonawcze do ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty. A zatem mamy w tym przypadku złamanie regulacji normatywnej w ramach prawa powszechnego. Mamy oczywiście także jaskrawe naruszenie norm etycznych wewnątrz korporacji lekarskiej – przepisów kodeksu etyki lekarskiej.
Czy to może powodować, że polscy lekarze będą nas leczyć gorzej?
To jest oczywiście szerszy problem. Doskonalenie zawodowe jest tylko jednym z wielu czynników mających wpływ na jakość leczenia. Proszę zwrócić uwagę, że system opieki zdrowotnej w Polsce jest najgorszy w Europie. Świadczą o tym kolejne publikowane rankingi.
Aby nie być gołosłownym, proszę wczytać się w ostatnie wyniki Euro Health Consumer Index.
Na 35 monitorowanych krajów Polska zajmuje miejsce 34. Posiadam korespondencję z ubiegłego roku, gdzie szwedzcy autorzy badań widzą korelację pomiędzy jakością świadczeń zdrowotnych a dopełnieniem przez lekarzy obowiązku doskonalenia zawodowego, choć w swojej metodologii badawczej nie biorą tego parametru pod uwagę. Być może, gdyby to wzięli pod uwagę, Polska w tegorocznym rankingu byłaby za Czarnogórą. Skandalem bowiem jest fakt, że jedynie 8 proc. lekarzy dopełniło swoją zawodową powinność, wykonując zawód zaufania publicznego.
Co należy zrobić by lekarze chętnie dokształcali się?
Wydaje się, że lekarze są ludźmi myślącymi racjonalnie. Jeżeli doskonalenie zawodowe jest fikcją, to oni nie chcą w niej uczestniczyć. Zatem co robić? Do listopada bieżącego roku Minister Zdrowia powinien przekonać działaczy samorządu i lekarzy, że obowiązujące przepisy prawa będą egzekwowane. Jak? Prosto!
O tym traktuje załącznik nr 2 do wspomnianego wcześniej rozporządzenia z października 2006 roku. Lekarze w dokumencie Prawo Wykonywania Zawodu w części „wpisy uzupełniające” będą mieli wpis właściwej Okręgowej Izby Lekarskiej potwierdzający dopełnienie lub nie dopełnienie obowiązku. Lekarz pracujący na swoje nazwisko nigdy nie pozwoli sobie na wpis o brzmieniu negatywnym. Ponadto w sytuacji, gdy roszczeniowość pacjentów się nasila, pracodawcy zaczynają zarządzać ryzykiem, a ubezpieczyciele myślą jak podnieść składki obowiązkowego OC. Ignorowanie tak oczywistego obowiązku byłoby działaniem na własną szkodę. O brak rozsądku lekarzy nie ma sensu podejrzewać.
Czym kierują się lekarze wybierając szkolenia? Czy zawsze chodzi o umiejętności, które pozwolą na lepsze zarobki?
Lekarze wybierając szkolenia cenią sobie elastyczność dostępu do wiedzy. Coraz mniej chętnie uczestniczą w tradycyjnych szkoleniach stacjonarnych (ze względu na utracone korzyści), a coraz częściej wybierają kształcenie na odległość. Na przykład na Medycznej Platformie Edukacyjnej działającej w sieci internetowej z ograniczonym dostępem największy „ruch” szkoleniowy jest w godzinach 21-3. W tak niehigienicznym czasie szkoleń stacjonarnych nie ma. Dużym powodzeniem cieszą się nie tylko tematy medyczne sensu stricte, ale także z zakresu prawa medycznego i zarządzania. Większość lekarzy nie pracuje już na etatach. Są przedsiębiorcami, którzy świadczą pracę na kontraktach cywilnoprawnych. Słowem, żądni są wiedzy interdyscyplinarnej.
W jaki sposób obowiązkowe rozliczanie się lekarzy z punktów edukacyjnych może chronić zatrudniające ich placówki przed roszczeniami z tytułu błędów medycznych?
Jak wspomniałem, pracodawcy coraz częściej wprowadzają do swojej praktyki menedżerskiej narzędzia z zakresu zarządzania ryzykiem. Hazard moralny jest w medycynie dość powszechny. Zaniechanie egzekwowania przez pracodawców formalnego potwierdzenia wypełnienia obowiązku zawodowego naraża zakłady opieki zdrowotnej na wizerunkowe porażki.
Ponieważ lekarze na ogół zatrudnieni są na kontraktach, ewentualne starty finansowe pracodawca skompensuje sobie regresem wobec lekarza. Trudno jest oczywiście dowieść, że błąd lekarski silnie koreluje z brakiem wpisu do Prawa Wykonywania Zawodu (PWZ) o realizacji obowiązku doskonalenia zawodowego, ale zawsze pozostawia wątpliwości natury etycznej i sprawnościowej (czy działanie posiadało znamiona należytej staranności).
Ponadto trzeba wiedzieć, że w Polsce są duże wydatki prywatne na zakup świadczeń medycznych. Jak się pani czuje, gdy lekarz za swoją poradę karze słono płacić, a pani wie, że nie dopełnił obowiązku doskonalenia zawodowego? Skąd pani wie? Prawdopodobieństwo, jest duże – jedynie 8 na 100 lekarzy ma wpis do PWZ. Tak na marginesie, szkoda, że samorząd lekarski dobrze nie zadbał, aby dane o tym zostały wyłączone z obiegu informacji publicznej. W ten sposób samorząd może kamuflować swoje zaniedbanie i uspakajać lekarzy, że pacjent się nie dowie jaka jest prawda.
Co, Pana zdaniem, zniechęca lekarzy lub co im przeszkadza w dokształcaniu się?
Zniechęca biurokracja. Proszę sobie wyobrazić, że lekarze w XXI wieku wyposażeni zostali w Ewidencję Doskonalenia Zawodowego (książeczka podobna do indeksu studenckiego) i muszą uzyskiwać wpisy po każdym zdarzeniu edukacyjnym. W dobie informatycznego przetwarzania danych powinien istnieć Elektroniczny Indeks, którego Naczelna Izba Lekarska nie potrafiła dotąd zbudować, choć od wprowadzenia przepisów minęło ponad 10 lat.

Napisz do autora: [email protected]