Komu pomóc?
Komu pomóc? Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta

Poruszając się po mediach społecznościowych nie sposób nie zauważyć mnóstwa apeli o pomoc finansową dla osób chorym. Jest ich coraz więcej. I właściwie trudno już wybrać, komu pomóc. Ci, którzy tworzą wspomniane apele, mają nie lada zadanie. Muszą tak dobrać zdjęcie i stworzyć tekst, by przykuć naszą uwagę, złapać za serce i spowodować, że to do nich pośpieszymy z pomocą.

REKLAMA
Zapłacimy za operację, gorzej z rehabilitacją
Oczywiście największe szanse na pomoc mają ci chorzy, którym potrzebna jest konkretna, szybka interwencja. Ci, którzy zbierają na operację, terapię, lek, który uchroni ich przed śmiercią lub kalectwem. Gorzej z tymi, którzy z powodu przewlekłej choroby i niepełnosprawności potrzebują wsparcia przez całe życie. Z wiadomych względów częściej też sięgamy po portfel, żeby pomóc dzieciom niż dorosłym.
Nasilenie próśb o wsparcie pojawia się na początku roku, kiedy rozliczając się z urzędem skarbowym możemy odpisać 1 proc. podatku na cele charytatywne. Fundacje, za pośrednictwem których chorzy proszą o wsparcie, mają nawet zaplanowane budżety na ten czas, żeby stworzyć dobrą kampanię, która pomoże ich podopiecznym pozyskać pieniądze. W zalewie wielu akcji i próśb trzeba stworzyć naprawdę dobrą strategię marketingową.
– Wpływy z 1 proc. zmieniają się z roku na rok. Niestety u nas spadły. Nasi podopieczni nie są fotogeniczni. Ludzie chętniej pomagają w sytuacjach interwencyjnych, małym, ładnie wyglądającym, lub bardzo schorowanym dzieciom niż np. osobom niepełnosprawnym intelektualnie. Mamy oczywiście to szczęście, że naszą Fundację firmuje swoim nazwiskiem Anna Dymna, to nam bardzo pomaga – mówi naTemat Małgorzata Segda, specjalista ds. PR Fundacji Anny Dymnej Mimo Wszystko.
Dodaje, że Fundacja Mimo Wszystko przeznacza całe wpływy z 1 proc. na działalność statutową. – Niektóre fundacje mają np. subkonta przypisane do konkretnych osób i wtedy wpłaty z 1 proc. wpływają na te konkretne konta. Jednak często pobierają od tych wpłat na subkonta coś w rodzaju prowizji. My nie robimy czegoś takiego – zapewnia.
Fundacja Mimo Wszystko nie chce brać udziału w wyścigu na zdjęcia podopiecznych budzące największe emocje czy współczucie.
Małgorzata Segda
Mimo Wszystko Fundacja Anny Dymnej

Nie chcemy epatować chorobami. Nie mówiąc już o tym, że zdjęcie naszego, niepełnosprawnego intelektualnie podopiecznego, „przegra” ze zdjęciem dziecka chorego na nowotwór.

Oczywiście wparcia potrzebują tak samo chorzy na nowotwory jak i ci zmagający się z niepełnosprawnością ruchową czy intelektualną. Jednak choroby „mniej spektakularne” mają coraz większe trudności z przebiciem się w zalewie próśb o pomoc. A choćby Fundacja Mimo Wszystko potrzebuje wsparcia np. na prowadzenie ośrodków dla swoich podopiecznych, które sama stworzyła i sama utrzymuje.
Gdzie jest system ochrony zdrowia?
No cóż, ten wyścig o pieniądze z 1 proc. i o wsparcie przy konkretnych problemach ze zdrowiem nie świadczy zbyt dobrze o polskim systemie ochrony zdrowia. Skoro tyle osób zbiera pieniądze na leczenie, rehabilitację i leki to znaczy, że coś jest nie tak.
Zdaniem dr. Leszka Borkowskiego, prezesa Fundacji Razem w Chorobie wszyscy chorzy, którzy potrzebują wsparcia, są sobie równi. Naturalną natomiast sprawą jest większa otwartość na pomoc chorym dzieciom, ponieważ każda populacja chroni najmłodszych.
– Można też zauważyć, że mamy dwie grupy apelujące o pomoc: grupę ludzi znanych i grupę ludzi nieznanych. Jeśli np. zbiórka dotyczy chorego dziecka osoby znanej to istnieje duże prawdopodobieństwo, że uda się zebrać potrzebną sumę. Jeśli o wparcie prosi, osoba nieznana to dużo trudniej jest jej zebrać pieniądze. Może to naganne, ale też zwyczajnie ludzkie. Sam zauważam, że moją uwagę bardziej przykuwają apele znanych osób – mówi dr Borkowski.
Doktor też zauważa, że apeli o wsparcie finansowe leczenia jest coraz więcej i uważa, że potrzebne są konkretne zmiany w polityce zdrowotnej, bo to państwo powinno w dużej mierze służyć tym chorym pomocą.
– Tak naprawdę należałoby zwrócić się z apelem do państwa, a dokładniej do resortu zdrowia. Oczywiście nie oczekuję, że minister Radziwiłł wyciągnie pieniądze, jak iluzjonista królika z kapelusza, i da wszystkim potrzebującym, ale powinien opracować program wyjścia z tego impasu. Mamy krótsze przeżycia chorych m.in. dlatego, że nie stosujemy nowoczesnych terapii lekowych i nielekowych – uważa dr Borkowski.
Propozycja dla ministra
Proponuje ministrowi aby podzielił nowoczesne leki na dwie grupy: leki zwykłe i leki niezwykłe, które odpowiadają na niezaspokojone dotąd potrzeby medyczne. Te niezwykłe leki mogłyby być poddane procedurze przyśpieszonej refundacji. Po np. 2 latach obserwacji skuteczności terapii podjęto by decyzję, które z nich refundować dalej, a z których lepiej zrezygnować.
– Nasi luminarze powinni też współpracować z przemysłem farmaceutycznym i szerzej wprowadzić instrumenty podziału ryzyka (zabezpiecza państwo przed zbyt wysokimi wydatkami na refundację leku - przyp. red.) – podsumowuje nasz rozmówca.
Jednak na razie nie widać zmian w polskim systemie ochrony zdrowia, więc warto wspierać tych, którzy rzeczywiście potrzebują naszej pomocy. Nie zapominajmy jednak o apelujących do nas chorych dorosłych czy tych zwyczajnie mniej „fotogenicznych”. Dla nich również nasza pomoc tym bardziej jest na wagę złota.

Napisz do autora: [email protected]