Wszczepienie endoprotezy stawu kolanowego.
Wszczepienie endoprotezy stawu kolanowego. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta

Michał dzisiaj funkcjonuje normalnie, pracuje przy komputerze – zdrowy, młody człowiek. Właściwie nikt by nie pomyślał, że rok temu przeżywał tragedię. Z dnia na dzień zauważył, że przestaje widzieć na jedno oko. Lekarze stwierdzili, że przyczyną jest prawdopodobnie stan zapalny, który rozwinął się w tym oku. Trzeba było operować. Niestety nie wszystko udało się zrobić dobrze. Wszystkiemu winny brak pieniędzy w ochronie zdrowia.

REKLAMA
Specjalista powiedział Michałowi, że trzeba wykonać zabieg witrektomii, czyli operacyjny zabieg okulistyczny polegający na usunięciu wszelakich składników patologicznych (np. wylewów krwawych) znajdujących się w obrębie ciała szklistego oka.
Niestety po takim zabiegu może rozwinąć się zaćma, więc profilaktycznie w oku trzeba wstawić sztuczną soczewkę, tak jak to się robi u osób chorujących na zaćmę. Zabieg witrektomii jak i wstawienie sztucznej soczewki przebiegły pomyślnie. Niestety nie wszystko wróciło do normy.
A mogło być lepiej
Operowanym okiem Michał nie jest w stanie czytać. Ktoś mógłby powiedzieć, że przy widmie utraty wzroku taka wada to jedynie „niedogodność”. Niestety dla kogoś, kto chociażby w pracy musi dużo czytać, to problem. Problemu mogłoby nie być, bo wystarczyło wszczepić Michałowi bardziej nowoczesną soczewkę. Jednak nie jest ona refundowana przez NFZ. Mężczyzna mógłby dopłacić za lepszą soczewkę. Niestety tylko w teorii, bo nieprecyzyjne przepisy powodują, że szpitale publiczne boją się pobierać dopłaty np. za wstawienie lepszej soczewki, endoprotezy czy inne wyroby medyczne.
Michał, żeby mieć lepszą soczewkę w chorym oku musiałby wykonać cały zabieg w prywatnej klinice i oczywiście zapłacić nie tylko za nowoczesną soczewkę ale również za operację. Inna sprawa, że nikt mu nie powiedział, że mógłby mieć dzisiaj lepszy wzrok, gdyby zapłacił.
Sytuacja z brakiem możliwości dopłaty jest patologiczna, bo chorzy, żeby mieć wstawioną lepszą soczewkę wyjeżdżają w ramach korzystania z dyrektywy transgranicznej na operację do Czech lub Niemiec, gdzie lepsza soczewka jest standardem lub zapożyczają się, żeby wykonać zabieg prywatnie w Polsce. Podobnie dzieje się przy innych operacjach, gdzie publiczny szpital nie może zaoferować, ze względu na brak finansowania przez NFZ, lepszych protez, soczewek itd. A przecież polski szpital mógłby w ten sposób zarobić.
Być może, już niedługo będzie to możliwe. Resort zdrowia chce wprowadzić rozwiązania prawne, które umożliwią dopłaty pacjentów w publicznych szpitalach. Zdaniem Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Wyrobów Medycznych POLMED wprowadzenie takich zmian prawnych to rzeczywiście byłaby ta obiecywana „dobra zmiana”.
Ważne są szczegóły
Organizacja z entuzjazmem przyjęła zapowiedź Ministerstwa Zdrowia dotyczącą jednoznacznego umożliwienia pacjentom dokonywania dopłat w sytuacji, gdy podczas korzystania ze świadczeń finansowanych przez NFZ będą chcieli mieć dostęp do innowacyjnego lub preferowanego wyrobu medycznego, nieobjętego publicznym finansowaniem. Według badań przeprowadzonych przez Research Cloud na zlecenie OIGWM POLMED, rozwiązanie takie popiera zdecydowana większość Polaków.
Zdaniem Witolda Włodarczyka, dyrektora POLMEDu obecny system ochrony zdrowia funkcjonuje w większości przypadków tak, że pacjent musi skorzystać ze standardu oferowanego przez NFZ lub w 100 proc. pokryć koszt leczenia prywatnego.
Witold Włodarczyk
Dyrektor Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Wyrobów Medycznych POLMED

Sytuację najlepiej obrazuje leczenie zaćmy: dzisiaj pacjent, w ramach standardu oferowanego przez NFZ, podczas operacji może mieć wszczepioną standardową soczewkę, która nie koryguje np. krótkowzroczności czy astygmatyzmu. Choremu, który cierpi na powyższe przypadłości wiele szpitali odmówi możliwości dopłaty do soczewki wyższej jakości w ramach operacji finansowanej przez NFZ, ze względu na (skądinąd dyskusyjne prawnie) stanowisko płatnika w tym zakresie. Jeśli chce to zrobić, to zdaniem NFZ musi pokryć w całości wszystkie koszty zabiegu: ponadstandardowej soczewki, ale również pozostałych elementów świadczenia, w tym samej operacji. Pacjentowi w praktyce zabiera się możliwość wyboru i znacznie utrudnia rozwiązanie w postaci świadczenia zdrowotnego w ramach NFZ połączonego z dopłatą np. za wykorzystanie nowocześniejszego wyrobu niż ten, którego koszt sfinansowałby normalnie NFZ.

Według zapowiedzi resortu zdrowia, państwo wyznaczy limit, do którego będzie finansować dany wyrób w ramach procedury, a pacjent będzie miał jednoznacznie możliwość skorzystania ze świadczenia w wyznaczonym standardzie lub dopłaty do procedury, jeśli będzie chciał skorzystać z nowocześniejszego wyrobu medycznego.
Zdaniem Izby POLMED, możliwość dopłaty do lepszych technologii i wyrobów medycznych przyniesie same korzyści zarówno dla pacjenta, jak i płatnika.
– Nie można przecież zabronić ludziom dbania o zachowanie, czy też odzyskanie zdrowia oraz troski o maksymalny komfort życia po chorobie, co przejawia się właśnie w chęci bycia leczonym najnowocześniejszymi technologiami i przy użyciu najnowszego sprzętu. Zapowiadana zmiana to również korzyści dla szpitali, które będę mogły zaoferować lepszy standard leczenia oraz dla lekarzy, którzy będą mieli możliwość leczenia przy użyciu najnowocześniejszych technologii – mówi z kolei Janusz Szafraniec, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Wyrobów Medycznych POLMED.
Janusz Szafraniec
Prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Wyrobów Medycznych POLMED

Każdy pacjent chce mieć możliwość korzystania ze świadczeń zdrowotnych najwyższej jakości - polskiego budżetu na tę najwyższą jakość nie stać. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że pieniędzy na ochronę zdrowia jest za mało.

Plany resortu budzą entuzjazm, ale jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. Takie dopłaty pacjentów mogą spowodować, że państwo „rozleniwi się” i w ramach ubezpieczenia będzie gwarantowało bardzo słabe technologie lub wyroby medyczne, natomiast za coś co jest standardem w krajach europejskich będziemy musieli płacić dodatkowo.
Dyrektor Włodarczyk przyznaje, że jest taka możliwość. Jednak zwraca uwagę, że można zapobiec takiej sytuacji.
– Rzeczywiście istnieje takie zagrożenie, ale trzeba zwrócić uwagę, że teraz pacjent w ramach ubezpieczenia też nie ma finansowanych nowoczesnych technologii lub wyrobów medycznych. Jeśli będzie miał możliwość jedynie dopłacenia, to zawsze poprawi jego sytuację – mówi naTemat dyrektor Włodarczyk.
Dodaje, że aby nie wylać dziecka z kąpielą trzeba w nowych rozwiązaniach zapisać cykliczne zwiększanie standardu dostępnego dla pacjentów w ramach ubezpieczenia i zupełnie wyłączyć z jakichkolwiek dopłat czy opłat procedury medyczne ratujące życie, takie jak chociażby wykonywane przez ratownictwo medyczne ale też te wykonywane w onkologii.
Jego zdaniem możliwość dopłat będzie wspomagała wprowadzanie w polskich szpitalach innowacyjnego sprzętu i technik medycznych. Teraz polscy pacjenci lecząc się w czeskich czy niemieckich klinikach w ramach dyrektywy transgranicznej, zostawiają pieniądze na innowacje medyczne właśnie tam a nie w polskich szpitalach.
To dobre rozwiązanie
Według dyrektora Polmedu wprowadzenie możliwości dopłat i monitorowanie ich przez resort zdrowia pozwoli też resortowi zdrowia na rzeczywiste monitorowanie sytuacji w ochronie zdrowia w poszczególnych rejonach kraju.
– Minister będzie wiedział, że tam gdzie dopłat jest najwięcej są braki, problemy i potrzebna jest interwencja.
Oczywiście wielu może powiedzieć, że wprowadzenie możliwości współpłacenia za technologie lub wyroby medyczne doprowadzi do tego, że dobrze leczeni będą tylko ci co mają pieniądze. Jednak trzeba pamiętać, że zostawią je w polskich, publicznych szpitalach, które będą miały dzięki temu więcej pieniędzy na opłacenie dobrych specjalistów i podwyższenie standardów w jakich odbywa się leczenie finansowane przez państwo.

Napisz do autora: [email protected]