
Stwardnienie rozsiane, przewlekła choroba ośrodkowego układu nerwowego, która prowadzi do uszkodzenia tkanki nerwowej może dotknąć każdego, bez względu na wiek. Najczęściej chorują osoby pomiędzy 20. a 35 rokiem życia. Źle leczona choroba może szybko doprowadzić do niepełnosprawności. Ważne by szybko ją rozpoznać i wdrożyć odpowiednie leczenie. Niestety, w Polsce dostęp do diagnostyki i leczenia pozostawia wiele do życzenia.
– Ważny jest szybki dostęp do lekarza i wcześnie postawiona diagnoza. Tylko wtedy są szanse na zatrzymanie choroby we wczesnym stadium – mówiła Magdalena Fac-Skhirtladze z Polskiego Towarzystwa Stwardnienia Rozsianego podczas Seminarium naukowego Fundacji Watch Health Care „Innowacje w leczeniu stwardnienia rozsianego, a rozwiązania systemowe – ocena dostępności w Polsce”
Okazuje się, że na kluczowe badanie potwierdzające lub wykluczające chorobę, czyli rezonans magnetyczny głowy, pacjenci czekają nawet 7 miesięcy. Łatwo sobie wyobrazić co przez ten czas może wydarzyć się z chorym. Zresztą zanim dostaną skierowanie od neurologa na rezonans magnetyczny, muszą się dostać do tego specjalisty. Czekają ok. 3 miesiące. Razem daje to już 10 miesięcy…
Diagnoza to nie wszystko Kiedy już zostanie postawiona diagnoza, problemy chorego na stwardnienie rozsiane niestety, nie kończą się. Leczenie odbywa się w ramach programu lekowego, do którego pacjenta na podstawie specjalnych wytycznych kwalifikuje lekarz. Niestety, w niektórych województwach chory nie może po takim zakwalifikowaniu od razu rozpocząć leczenia, musi poczekać, a pamiętajmy, że w tej chorobie czas jest ważny. Im szybciej zaczniemy leczenie, tym większa szansa, że nie „usiądziemy” na wózek inwalidzki. Przypominam, że mówimy tu o osobie młodej.
Jeszcze gorzej mają się sprawy, gdy spojrzymy pod tym względem na sytuację chorych z zaawansowana chorobą. Oni również muszą się zakwalifikować do programu lekowego, żeby rozpocząć leczenie w tzw. II linii. To zakwalifikowanie nie jest wcale proste, obowiązują bardzo wyśrubowane kryteria. Chory musi np. być po dwóch rzutach choroby.
Prof. Danuta Ryglewicz
Konsultant krajowy w dziedzinie neurologii
Oburzające jest też to, że ci chorzy jako jedyni mają ograniczony czasowo dostęp do leczenia. Ich terapia nie może trwać dłużej niż 5 lat. Wcześniej takie ograniczenie obowiązywało w leczeniu I linii SM, jednak kilka lat temu zostało zniesione.
Trzeba też pamiętać, że już niedługo przed problemem kwalifikacji do leczenia w II linii staną pacjenci, u których choroba jest w stopniu zaawansowanym i od kilku lat są leczeni nowoczesnymi lekami np. fingolimodem czy natalizumabem.
W przypadku chorych z zaawansowana chorobą, po zakwalifikowaniu do programu również nie możemy mówić o sukcesie. W Polsce jest tylko 35 ośrodków oferujących takie leczenie. Dostęp jest podobnie jak przy I linii różny w zależności od województwa. Bywa, że pacjenci jeżdżą na terapię do ośrodków oddalonych o wiele kilometrów, bo na leczenie w najbliższym im ośrodku musieliby czekać np. rok.
Diagnoza, leki i rehabilitacja Zdaniem Magdaleny Fac-Skhirtladze aby poprawić sytuację chorych na SM w Polsce konieczne jest szybsze diagnozowanie, umożliwienie dostępu do nowoczesnego leczenia, umożliwienie dostępu do leczenia pacjentów pediatrycznych, zadbanie o rehabilitację chorych oraz utworzenie kompleksowych poradni dedykowanych chorym na SM. Nie bez znaczenia jest również wspieranie polskich badań nad innowacyjnymi terapiami dedykowanymi tej chorobie.
Magdalena Fac-Skhirtladze
Polskie Towarzystwo Stwardnienia Rozsianego
Zdaniem prof. Haliny Bartosik-Psujek podkarpackiego konsultanta wojewódzkiego ds. neurologii, w NFZ nie ma czegoś takiego jak rehabilitacja dla pacjenta z SM.
– Powinien być taki „produkt”. To nie musi być rehabilitacja ciągła. To powinna być mądra rehabilitacja. Zbyt intensywna może wręcz choremu zaszkodzić – tłumaczyła profesor.
Co do nowoczesnego leczenia profesor zauważyła, że przy tej chorobie nie było leku, który czekałby krócej niż 3 lata na refundację od czasu rejestracji.
To, że pacjenci w Polsce mają utrudniony dostęp do nowoczesnych terapii potwierdza raport firmy konsultingowej Charles River Associates (CRA).
Anthony Barron z CRA poinformował, że Polska zajęła ostatnie miejsce wśród 15 badanych krajów pod względem dostępności do nowoczesnych leków przeciw SM.
W raporcie zwrócono też uwagę na późne rozpoczęcie leczenia chorych, ponieważ od wystąpienia u nich pierwszych objawów do rozpoczęcia terapii mijają średnio 3-4 lata. Wszystko oczywiście przez utrudniony dostęp do neurologa, diagnostyki i leków.
Dwie sztuki peluchomajtek Przyczyny zachorowania na SM nadal są dla specjalistów niejasne. Ich zdaniem, połowa nieleczonych osób z SM w ciągu kilkunastu lat staje się osobami ciężko niepełnosprawnymi. Choroba objawia się m.in. problemami z poruszaniem się, drżeniem, zaburzeniami mowy, oczopląsem, zaburzeniami autonomicznymi.
Szacuje się, że w Polsce na stwardnienie rozsiane choruje 45 tys. osób. SM nie pozostaje bez wpływu na stan psychiczny chorego i bardzo obniża jakość życia. Ta choroba, zaraz po wypadkach komunikacyjnych, jest drugą przyczyną niepełnosprawności wśród młodych dorosłych. Choroba wpływa na ograniczenie aktywności społecznej i zawodowej głównie młodych ludzi. Ci młodzi ludzie wcześnie przechodzą na rentę. Żyją w bardzo trudnych warunkach materialnych.
Tomasz Połeć
Przewodniczący Polskiego Towarzystwa Stwardnienia Rozsianego
To wstyd, że wciąż jesteśmy na samym końcu Europy w leczeniu i opiece nad tą grupą chorych. Chorzy na SM to młodzi ludzie, przed którymi całe życie. Mają rodziny, małe dzieci. Okazuje się, że nie tylko muszą zmagać się z tak bezlitosną chorobą, lecz także z bezdusznością systemu ochrony zdrowia.
Napisz do autora: [email protected]
