Akupunktura czy ziołolecznictwo są uznanymi metodami leczenia lub wspomagania leczenia.
Akupunktura czy ziołolecznictwo są uznanymi metodami leczenia lub wspomagania leczenia. Prawo autorskie: sylv1rob1 / 123RF Zdjęcie Seryjne

Wielu chorych nie znajduje pomocy u lekarzy. Są ignorowani, niezrozumiani, nie mogą znaleźć i dostać się do odpowiedniego lekarza. Nic więc dziwnego, że szukają pomocy u osób stosujących tzw. medycynę alternatywną. Powszechnie uznanego ziołolecznictwa, akupunktury czy diet leczniczych nie można stawiać na równi z metodami stosowanymi przez kontrowersyjnych znachorów – pisze nasz czytelnik, Pan Paweł.

REKLAMA
Chciałbym odnieść się do kilku artykułów w serwisie natemat.pl (dotyczących szarlatańskich metod leczenia). Otóż, nie umniejszając wysnutym w nich wnioskom, tracicie z pola widzenia jeszcze jeden, ogromnie ważny aspekt. Mianowicie duża część ludzi korzysta z tychże usług, ponieważ medycyna na obecnym poziomie rozwoju nierzadko nie jest w stanie im w żaden sposób pomóc lub też nie uznaje poszczególnej przypadłości za chorobę (wtedy bardzo łatwo przypiąć takiemu delikwentowi łatkę hipochondryka).
Skutki uboczne i bezradność
Dodatkowo znaczna część osób choruje wskutek zaburzeń polekowych i wtedy często nie tylko producent leku nie poczuwa się do odpowiedzialności za dany lek, ale również bardzo często ramię w ramię stają z nim organy nadzoru medycznego oraz sami lekarze. Taki pacjent jest wtedy łakomym kąskiem dla tzw. "medycyny niekonwencjonalnej", która nie zawsze musi oznaczać najgorsze hochsztaplerstwo.
Chciałbym pokrótce opowiedzieć swoją historię jako przykład ilustrujący powyższą zależność. W 2012 roku na okres trzech miesięcy stosowałem - pod nadzorem lekarza - pewien lek hormonalny, którego skutki uboczne wedle wszelakiej wiedzy nie miały prawa rozciągać się na okres po zakończeniu leczenia. W moim przypadku (i w kilku tysiącach przypadków na całym świecie) skutki uboczne pojawiły się bezpośrednio po zakończeniu terapii, w momencie ponownego regulowania się gospodarki hormonalnej.
Oczywiście w świetle aktualnej wiedzy medycznej nie miało prawo się tak stać. Jednak stało się, mamy rok 2016, a ja przez okres niemalże czterech od odstawienia leku w dalszym ciągu odczuwam silne skutki uboczne, uniemożliwiające normalne funkcjonowanie (mam 27 lat i przed chorobą byłem okazem zdrowia).
W pierwszym roku choroby oczywiście próbowałem korzystać z pomocy lekarzy, jednak za każdym razem moje problemy były bagatelizowane w myśl zasady "nie ma w rejestrze chorób, to nie ma wcale choroby", wskutek czego najczęstszą poradą było skierowanie do psychiatry. Przyznają Państwo, że podobna porada dla 23- letniego człowieka nie jest zanadto satysfakcjonująca. Pamiętając swoje dobre życie oraz obecną niedolę (a także brak pomocy ze strony służby zdrowia), postanowiłem działać, oddając się w ręce "hochsztaplerów".
Zioła, głodówki i akupunktura
Zioła, głodówki wodne, akupunktura, a także przejście na radykalną dietę leczniczą spowodowały znaczne ustąpienie większości objawów chorobowych. W dalszym ciągu zmagam się z nią, ale przynajmniej widzę światełko w tunelu. Proszę mi wierzyć, że gdyby mnie i wiele innych osób potraktowano poważnie, raczej nigdy nie zdecydowalibyśmy się na skorzystanie z pomocy "szamanów". Niestety często osoby takie jak ja zderzają się ze ścianą ignorancji, wyznawców nieomylności aktualnych założeń medycznych, którzy nie dopuszczają do siebie myśli, że obecna wiedza medyczna nie stanowi zawsze dogmatu.
W tym miejscu muszę dodać, iż macie Państwo całkowitą rację, iż wiele osób trudniących się "szamaństwem" dopuszcza się haniebnych praktyk. Jednak podobnie to wygląda w większości zawodów (zawsze będą świetni specjaliści oraz ci słabi), a ponadto w kręgu osób poddających się takiemu leczenia istnieje swoista klasyfikacja rzetelności poszczególnych "hochsztaplerów". Tak często przywoływany przez Państwa J. Zięba budzi również znaczne kontrowersje w świecie medycyny alternatywnej.
Z całą pewnością odszukaliby Państwo osoby świadczące pomoc, posiadające ogromną wiedzą medyczną oraz tzw. paramedyczną, będące przy tym wyważone, a ponadto czyniące to nierzadko zupełnie bezinteresownie. Z całym szacunkiem, ale opisać medycynę alternatywną poprzez powołanie się na J. Ziębę (abstrahując całkowicie od jego metod leczniczych), to tak jak opisać klimat USA ograniczając pole badawcze do Alaski.
Usuwane posty
Niech puentę tego listu stanowi to, iż w ciągu ostatnich czterech lat napisałem na polskojęzycznych portalach medycznych oraz paramedycznych ok. 50 postów dotyczących skutków ubocznych mojego leku, powołując się na badania akademickie dotyczące skutków jego ubocznych, przy tym starając się rzeczowo oraz w sposób wyważony przedstawić problem. I co? Niemalże wszystkie posty zostały usunięte lub niezaaprobowane.
Co ciekawe, producent leku hormonalnego, którym byłem leczony, jest również producentem innego niesławnego leku, którego skutki uboczne bezpośrednio doprowadziły do śmierci kilku tysięcy osób. Przypisanie producentowi odpowiedzialności za skutki uboczne tego leku hormonalnego prawdopodobnie oznaczałoby jego koniec.