
Strajk pielęgniarek w warszawskim Centrum Zdrowia Dziecka to tylko iskra, która może zwiastować całkiem poważny pożar w ochronie zdrowia. Na 18 czerwca manifestację zapowiedzieli lekarze rezydenci, którzy domagają się podwyżek wynagrodzenia wypłacanego w ramach tzw. rezydentury.
W ostatnim czasie lekarze rezydenci, czyli pełnoprawni lekarze, którzy w ramach rezydentury robią specjalizację lekarską spotkali się z ponad setką parlamentarzystów w ramach akcji „Adoptuj posła”. Przekonywali parlamentarzystów, że bardzo mało zarabiają, nie przestrzega się w stosunku do nich prawa pracy, mają nieuregulowany czas dyżurów. Lekarze rezydenci zarabiają 2200 zł netto lub 2500 zł netto, jeśli robią tzw. specjalizację deficytową. Ci lekarze nie pokażą co mają garażu, bo nawet garażu się jeszcze nie dorobili…
Przy okazji proponowanej przez Ministerstwo Zdrowia zmiany ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty przywracającej staż podyplomowy, prosiliśmy o zmianę przepisu określającego poziom pensji lekarzy rezydentów. Odmówiono nam, tłumacząc się brakiem środków, mimo, że pieniądze na płace dla rezydentów pochodzą w ogromnej większości z funduszu pracy, który ma wielkie nadwyżki przychodów nad wydatkami (nawet 1 mld złotych rocznie). Jeśli nie brak środków, to jaka jest prawdziwa przyczyna tej odmowy? Tymczasem niskie wynagrodzenia za pracę jest uznawane przez lekarzy rezydentów za pierwszą i podstawową przyczynę decyzji o emigracji. 97 proc. ankietowanych rezydentów stwierdziło, że nie myślałoby o wyjeździe z kraju, gdyby ich wynagrodzenia zostały zrównane z dwoma „średnimi krajowymi".
Posłowie oczywiście uznali taką sytuację za niedopuszczalną, wystosowali wiele interpelacji i zapytań do Ministra Zdrowia, cytując nasz główny postulat – wzrost wynagrodzeń lekarzy rezydentów do 2 „średnich krajowych” i pytając o czas jego realizacji. Minister Zdrowia, który sam przez prawie 20 lat przed objęciem urzędu walczył o takie pensje dla lekarzy, dzisiaj odkłada podwyżki dla rezydentów na bliżej nieokreślony czas, przekonując, że potrzebne jest wprowadzenie ustawy o minimalnych płacach dla wszystkich pracowników służby zdrowia. Nie wiadomo jednak, czy do uchwalenia takiej ustawy kiedykolwiek dojdzie i czy jej zapowiedź nie jest tylko grą „na zwłokę”. Najważniejsze, że ze strony rządu (przy dobrej woli Pana Ministra i zgodzie z naszymi i jego postulatami) nie ma żadnego odzewu, pomimo licznych próśb o spotkanie.
Jednak wracając do pielęgniarskiego protestu w CZD, to może być ostatni protest z tzw. odejściem od łóżek pacjentów. Pojawiło się wiele głosów krytycznych wobec pielęgniarek właśnie z powodu ich odejścia od łóżek pacjentów.
PFSz od dłuższego czasu zwraca uwagę na trudną sytuację dyrektorów szpitali w związku z rosnącymi oczekiwaniami pracowników ochrony zdrowia, tak płacowymi, jak i organizacyjnymi. Wielu dyrektorów dysponując bardzo skromnymi, jak na warunki europejskie budżetami szpitali przeznacza coraz to większe proporcje tych skromnych budżetów na wynagrodzenia personelu, a to m.in. prowadzi do rosnącego zadłużenia szpitali. PFSz jest oczywiście za zwiększeniem nakładów na ochronę zdrowia ale przy zachowaniu zdrowych proporcji funduszu płac do innych kosztów działalności. PFSz zgłosiła także postulat włączenia kosztów pracy oraz mechanizmów indeksacyjnych do taryfikacji świadczeń. Więcej
Nie ma się co dziwić, że dyrektorzy szpitali boją się wybuchu protestów w ochronie zdrowia, bo ta jest w Polsce bardzo słabo finansowana. Tymczasem, jak widać po strajku w CZD, politycy nie garną się do rozwiązywania problemów ochrony zdrowia.
Napisz do autora: [email protected]
