
Co to za czerwone okręgi na plecach sportowców? – zastanawiają się kibice oglądający Igrzyska Olimpijskie w Brazylii. Pływak Michael Phelps czy akrobata Alexander Naddour odkryli zalety płynące ze... stawiania baniek. Tak, tych baniek, którym nasze babcie leczyły grypę.
REKLAMA
Każde wielkie zawody sportowe pokazują nieskończoną inwencję sportowców i ich sztabów. Wszystko po to, by zwyciężyć. Skoczkowie narciarscy kombinują ze strojami, podobnie zresztą jak pływacy. Hitem Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie były taśmy kinetyczne, które z dumą prezentował Włoch Mario Balotelli. Później były one też hitem Igrzysk w Londynie.
Widać je także na arenach Rio, ale teraz uwagę kibiców przyciąga inna nowinka. A właściwie nie nowinka, bo sportowcy na nowo odkryli starożytną metodę, która na świecie odeszła w zapomnienie, ale w Polsce jest niezwykle popularna. Chodzi o... stawianie baniek – opisuje CNN.
To, co u nas jest uznawane za pomoc w walce z grypą, sportowcom pomaga walczyć z bólem mięśni. Do tego zabieg poprawia ukrwienie i sprawność mięśni. Po takim zabiegu przez 2-3 dni na plecach pozostają ślady, które tak bardzo frapują kibiców z całego świata. Dla nas z Polski to nic nowego.
Napisz do autora: [email protected]
