
Minister Zdrowia Konstanty Radziwiłł po raz kolejny zapowiedział, tym razem w wywiadzie dla Radia Zet, że tzw. pigułka po będzie sprzedawana na receptę, a to z powodu nadużywania jej m.in. przez 15 - letnie dziewczynki. Niestety nie wiemy skąd minister Radziwiłł ma dane dotyczące wielokrotnej, comiesięcznej, sprzedaży tego leku nieletnim. Żeby coś takiego stwierdzić trzeba mieć twarde dane.
Czy pomysł na to, by „pigułka dzień po”, a jest taki pomysł żeby ona znów była na receptę, czy to pomysł jest dyktowany względami medycznymi, czy światopoglądowymi?
Przede wszystkim medycznymi, ze względu na to, że tego typu produkty są po prostu niebezpieczne, zwłaszcza wtedy, kiedy - no tak, jak w tej chwili - mogą z nich korzystać…
No, ale jeśli są niebezpieczne to dlaczego są dopuszczone do użycia?
No dlatego, że powinny być używane tylko zgodnie ze wskazaniami lekarskimi i po udzieleniu informacji osobie, która ma przyjąć taki produkt, jakie są zagrożenia, jakie są działania niepożądane, jakie są zasady. Dzisiaj wiemy już od lekarzy ginekologów, że na przykład z dostępu do tego typu środków, takiego nieskrępowanego dostępu, w tym także przez dzieci od 15 roku życia, no mamy do czynienia z sytuacjami, gdzie są dziewczynki na przykład, które przyjmują tego typu środki kilka razy w ciągu miesiąca ze wszystkimi negatywnymi…
To uważa pan, że jak one będą na receptę, to będziecie potrafili, czy państwo będzie potrafiło temu zapobiec?
Oczywiście, trzeba przyjść do lekarza…
Więcej: Radio Zet
To, że wspomniana pigułka nie jest cukierkiem lub gumą do żucia i jak każdy lek może mieć skutki uboczne i działania niepożądane, nie trzeba chyba tłumaczyć. Nie jest to „witaminka” obojętna dla organizmu i naszego zdrowia. I tu trzeba zgodzić się z ministrem Radziwiłłem - nie można tego leku stosować często, jest to preparat, który większość kobiet ma potrzebę zażyć, tak naprawdę kilka razy w życiu, czasami raz, a czasem wcale.
Chciałabym w końcu dowiedzieć się jakie są twarde statystyki dotyczące „konsumentek” tzw. tabletek po. Minister mówił w wywiadzie dla Radia Zet, że ma informacje dotyczące nastolatek od ginekologów. Ilu ginekologów i na ile wiarygodne są przekazywane przez nich informacje, tego już nie powiedział, a to ważne bo ginekologów mogło być dwóch albo dwustu itd.
Oczywiście lek byłby dostępny na receptę. Więc trzeba po tą receptę wybrać się do ginekologa. W ramach NFZ zwykle trzeba poczekać…, za długo żeby pigułka mogła zadziałać. Należy więc umówić się na wizytę prywatną, zasięgając wcześniej opinii o danym ginekologu, bo przecież nierzadko zdarza się, że pani/pan doktor, takich „świństw” nie przepisuje. Nie tylko więc trzeba zapłacić za lek, ale jeszcze za prywatną wizytę lekarską. Być może ginekolodzy, którzy rozmawiają o sprawie z ministrem liczą na większe przychody z prywatnych praktyk, nie wiadomo.
Napisz do autora: [email protected]
