
Chorzy na cukrzycę i diabetolodzy protestują przeciwko zmianom w kształceniu lekarzy diabetologów, które szykuje im Ministerstwo Zdrowia. Diabetologia ma stać się podspecjalizacją, co tak naprawdę spowoduje, że tych lekarzy będzie coraz mniej a już teraz chorzy mają problem z dostaniem się do diabetologa. Na wizytę czekają miesiącami. Resort zdrowia chce by chorzy leczyli się u lekarza rodzinnego. Tylko czy lekarz rodzinny jest w stanie leczyć wszystkich diabetyków?
W Polsce jest ok. 3 mln osób chorych na cukrzycę, większość z nich cierpi na cukrzycę typu 2. Od dawna chorzy skarżą się na brak dostępu do nowoczesnego leczenia tej choroby i trudny dostęp do diabetologów, których w Polsce jest za mało a przede wszystkim dostępność do nich jest nierównomierna na terenie kraju. W dużych ośrodkach łatwiej znaleźć takiego specjalistę ale w wielu mniejszych miastach nie przyjmuje żaden diabetolog albo np. tylko jeden.
Prof. Krzysztof Strojek
Fragment listu konsultanta krajowego w dziedzinie diabetologii do Ministra Zdrowia
Diabetolog niepotrzebny Tymczasem resort zdrowia chce by lekarze, którzy mają zostać diabetologami najpierw robili specjalizację z interny a dopiero po niej z diabetologii. Samo zrobienie specjalizacji z interny trwa kilka lat a tu trzeba poświęcić kolejny czas, zdać kolejne egzaminy państwowe. Dodatkowo już teraz lekarze nie garną się do robienia specjalizacji z interny, więc to że będą chętni na robienie po internie diabetologii jest „marzeniem ściętej głowy”. W sumie lekarzowi zajęłoby to 8,5 roku.

Tak naprawdę stawia się na z pozoru proste rozwiązanie, żeby specjalistów których brakuje zastąpili lekarze rodzinni. Jeszcze przed informacją o tym, że diabetologia ma być podspecjalizacją, Polskie Towarzystwo Diabetologiczne i Stowarzyszenie Kolegium Lekarzy Rodzinnych przy pełnym „błogosławieństwie” resortu zdrowia podpisali porozumienie o współpracy.
Ministerstwo Zdrowia
Fragment komunikatu po podpisaniu porozumienia.
Diabetolodzy podczas konferencji z okazji Światowego Dnia Walki z Cukrzycą podkreślali, że to dobre i ważne wydarzenie. Tłumaczyli, że chyba w końcu urzędnicy resortu zrozumieli problemy chorych na cukrzycę i będzie coraz lepiej jeśli chodzi o leczenie i zapobieganie powikłaniom.
Niestety, mam wrażenie, że bardzo się pomylili. Zdaję się, że zwyczajnie mają wyszkolić lekarzy rodzinnych, żeby przekazać im swoich pacjentów.
To, co dzieje się z diabetologią jest dość niebezpieczne. Bo za chwilę może okazać się np., że nie potrzebujemy kardiologów, zastąpią ich lekarze rodzinni, którzy i tak leczą już nadciśnienie, nie potrzebujemy też endokrynologów, bo spokojnie dawkę leków przeliczy im lekarz rodzinny itd.
Nie poradzą sobie Chorego na cukrzycę typu 2 może rzeczywiście do pewnego momentu prowadzić lekarz rodzinny. Jednak w momencie kiedy chory musi mieć włączoną insulinoterapię kontakt z diabetologiem jest konieczny. Chory musi też co pewien czas korzystać z porady diabetologa, żeby ten skorygował lub zmienił leczenie. Tu nie potrzeba częstych wizyt, jednak co jakiś czas są konieczne. Inaczej jest z chorymi na cukrzycę typu 1, która zaczyna się w dzieciństwie lub młodości. Ci chorzy biorą insulinę od początku swojej choroby i muszą być leczeni przez diabetologa.
– Lekarz rodzinny nie poradzi sobie w późniejszym etapie leczenia cukrzycy. Nie będzie w stanie leczyć chorego bez współpracy z diabetologiem – mówi naTemat prof. Grzegorz Dzida, diabetolog.
Inna sprawa, że chorzy, którzy cukrzycę leczą u lekarza podstawowej opieki zdrowotnej często skarżą się na to, że lekarz nie ma dla nich czasu (pod gabinetem kłębi się tłum wściekłych, przeziębionych dorosłych i płaczących dzieci), nie zleca badań, nigdy nie oglądał ich stóp a pielęgniarka nigdy nie miała czasu, żeby powiedzieć co robić, żeby żywieniem i aktywnością fizyczną poprawić swój stan zdrowia. Nie mówiąc już o tym, że często nie znają nowych terapii, czy leków i nie włączają ich do leczenia choćby tych chorych, których stać na nowoczesne leki.
Dlatego nie dziwi, że chorzy są przerażeni wizją braku dostępu do diabetologa. Piszą do Ministra Zdrowia, że zdecydowanie nie takiego prezentu spodziewali się z okazji Światowego Dnia Walki z Cukrzycą (14 listopada - przyp. red.).
Anna Śliwińska
Fragment listu prezes Zarządu Głównego Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków do Ministra Zdrowia
Wygaszanie specjalizacji Nie tylko chorzy są zaniepokojeni planami Ministerstwa Zdrowia. W tej sprawie napisali do resortu również prof. Krzysztof Strojek, konsultant krajowy w dziedzinie Diabetologii, prof. Maciej Małecki, prezes Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego a także prof. Przemysława Jarosz-Chobot, przewodnicząca Sekcji Pediatrycznej Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego. Wszyscy są zgodni, że diabetologia w obecnej sytuacji epidemiologicznej dotyczącej cukrzycy musi być specjalizacją, a świadczenia diabetologiczne powinny być odrębnie kontraktowane.
„Specjalista diabetolog musi dysponować wiedzą nie tylko w zakresie diabetologii sensu stricto, ale także chorób wewnętrznych, kardiologii, okulistyki, nefrologii, chirurgii czy neurologii, co wskazuje jak szeroka jest to dyscyplina lekarska i tym samym w moim głębokim przekonaniu predystynowana do zaliczenia w poczet specjalizacji a nie podspecjalizacji” – pisze prof. Strojek do Ministra Radziwiłła.
Polskie Towarzystwo Diabetologiczne wprost zwraca w swoim liście uwagę, że planowane przez resort zmiany w kształceniu diabetologów doprowadzą do kompletnego braku tych specjalistów.
Prof. Maciej Małecki
fragment listu prezesa PTD do Ministra Zdrowia
Sekcja Pediatryczna PTD, apeluje do ministra Radziwiłła z kolei o to, by nie niszczył dobrej opieki nad dziećmi chorymi na cukrzycę.
Prof. Przemysława Jarosz-Chobot
Fragment listu przewodniczącej Sekcji Pediatrycznej PTD do ministra Radziwiłła
Nie będzie specjalistów, to nie będzie kolejek Cukrzyca i jej leczenie nie od dziś „stoi ością w gardle” resortowi zdrowia. Środowiska diabetologiczne od lat zabiegają o refundację nowoczesnych leków przeciwcukrzycowych, lepszą edukację chorych na cukrzycę i porządne leczenie i zapobieganie powikłaniom cukrzycowych. Niestety z dość marnym skutkiem.
Resort zdrowia od lat jest głuchy na apele chorych i lekarzy. Być może decydentów przeraża liczba chorych, za których leczenie na początku trzeba byłoby więcej zapłacić. Jednak ich ignorowanie to pozorna oszczędność. Nowoczesne leczenie oznacza mniej powikłań, czyli mniej zawałów, udarów, ślepoty i amputacji kończyn. Leczenie powikłań jest znacznie droższe niż nowoczesne leczenie cukrzycy.
Żaden zdrowotny polityk nie wpadł jednak do tej pory na pomysł, żeby ograniczyć chorym dostęp do diabetologa. Wyobraźmy sobie, że nie ma diabetologów, a chorzy na cukrzycę mogą leczyć się tylko u lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, któremu nie płaci się dodatkowo. Dla systemu ochrony zdrowia to czysta oszczędność, a i wizerunkowo wygląda to lepiej – nie ma specjalistów, nie ma do nich kolejki. Tyle, że to chorym raczej nie wyjdzie na zdrowie.
Napisz do autora: [email protected]
