
Ciągle podwyższona temperatura ciała, zlewne nocne poty, powiększone przez dłuższy czas, choć niebolesne, węzły chłonne – takie objawy powinny skłonić nas do jak najszybszej wizyty u lekarza. Mogą świadczyć o występowaniu groźnego nowotworu – chłoniaka.
Chłoniak to nowotwór układu chłonnego, charakteryzujący się niekontrolowanym rozrostem białych krwinek (limfocytów B lub T), których właściwa liczba w zdrowym organizmie wspomaga nas w walce z infekcjami. Z każdym rokiem w Polsce odnotowuje się blisko 7500 zachorowań na chłoniaki, z tendencją wzrostową o 4-5 proc. rocznie. Na pogorszenie statystyk wpływa wiele czynników, m.in. starzenie się społeczeństwa, większa ilość zakażeń wirusem HIV oraz coraz doskonalsze metody diagnostyczne, co skutkuje częstszymi rozpoznaniami.
– Często pierwszym objawem, który pacjent zauważa, są powiększone węzły chłonne. Chory znajduje u siebie taką „gulkę”. Jeśli jednak chłoniak umiejscowi się np. w jamie brzusznej, wówczas pojawiają się: nocne poty, świąd, gorączka, chudnięcie. Czasami występuje też wiele innych objawów, pozornie niezwiązanych z chorobą, które przyczyniają się do rozpoczęcia diagnostyki – mówi naTemat prof. Wiesław Jędrzejczak, konsultant krajowy w dziedzinie hematologii.
Trzeba oczywiście zgłosić się do lekarza, który sprawdzi, czy nie ma gdzieś wyczuwalnych węzłów chłonnych. Jeśli nie ma, a jest gorączka, występują nocne poty itp., to lekarz przepisze antybiotyk, zaleci leki przeciwgorączkowe. Jeśli to nie zadziała, będzie dalej diagnozował.
Trudności w wykrywaniu choroby wynikają z niespecyficznych objawów tego nowotworu. Często są one typowe dla zwykłego przeziębienia. Należą do nich: niebolesne powiększenie węzłów chłonnych, podwyższona temperatura, suchy i długo utrzymujący się kaszel, osłabienie, uczucie duszności, nocne poty, nawracające infekcje górnych dróg oddechowych i płuc, znaczna utrata masy ciała w krótkim czasie, zaburzenia czynności układu pokarmowego czy też świąd skóry.
Standardem leczenia, w pierwszej linii u pacjentów z chłoniakiem rozpoznanym histopatologicznie, jest R-CHOP (chemioterapia w skojarzeniu z rytuksymabem). To nowoczesna terapia, zgodna ze światowymi standardami leczenia. Jednak, jak tłumaczy dr Monika Długosz-Danecka, przed jej zastosowaniem trzeba zwrócić uwagę m.in. na ogólny stan pacjenta, czyli wiek, kondycję, zaawansowanie choroby i schorzenia towarzyszące.
Stosuje się dwa do czterech cykli leczenia wg schematu R-CHOP i konsolidującą radioterapię zmian pierwotnych, ewentualnie wydłuża się do 6-8 cykli w chorobie mniej zaawansowanej, w bardziej zaawansowanych przypadkach podaje się 8 cykli. Przeszczepienie szpiku u osób młodszych jako konsolidacja leczenia jest opcją, nie standardem postępowania. Jest stosowane przy gorszych rokowaniach. Nie ma zastosowania terapia podtrzymująca rytuksymabem, jak to ma miejsce przy chłoniakach o niskiej złośliwości.
Co można zrobić? Próbuje się wprowadzać schemat leczenia rytuksymabem, leki działające na przewodnictwo sygnałowe z komórki B oraz leki immunomodulujące.
W Polsce piksantron – jako lek jedynej szansy w terapii nawrotowego agresywnego chłoniaka z dużych komórek B – jest wskazany dla stosunkowo niewielkiej grupy pacjentów. Prognozowana liczba chorych to około 200-300 osób. Dziś polscy pacjenci mogą skorzystać z dobrodziejstw leku wyłącznie w ramach badań klinicznych.
Napisz do autora: [email protected]
