
Jesienią zacznie funkcjonować tzw. sieć szpitali. Dopiero po apelach środowiska kardiologów padły obietnice, że w ramach systemowych zmian większość ośrodków kardiologii interwencyjnej będzie w sieci, czyli będzie miała zapewnione finansowanie.
Polskie Towarzystwo Kardiologiczne apelowało wcześniej do resortu zdrowia aby stworzyć w sieci szpitali oddzielny poziom sercowo-naczyniowy, który zapewniłby odpowiednie leczenie chorym, również tym z ostrym zespołem wieńcowym, dla których kwestią życia lub śmierci jest otrzymanie szybkiej i fachowej pomocy.
Rządzący niestety stwierdzili w ostatnim czasie, że zbyt dobrze opłacana kardiologia interwencyjna stała się dobrym biznesem i taką "patologię" postanowili zlikwidować. Niestety na tym, że pracownie kardiologii interwencyjnej powstawały, jak grzyby po deszczu, zyskali chorzy, którzy z zawałem serca w ekspresowym tempie trafiali w ręce dobrze przeszkolonego kardiologa.
Choroby sercowo-naczyniowe nadal stanowią największe zagrożenie w Polsce, ponieważ właśnie z ich powodu jest największa umieralność. Jest sieć onkologiczna, pediatryczna, pulmonologiczna, ale wszystkie te choroby powodują mniejsza umieralność, niż umieralność, którą powodują w Polsce choroby sercowo-naczyniowe. W związku z tym logiczne byłoby dodanie sieci sercowo-naczyniowej, która integrowałaby specjalności zajmujące się leczeniem chorób sercowo-naczyniowych, to znaczy: kardiologia, kardiochirurgia, chirurgia naczyniowa i również zespoły zajmujące się leczeniem ostrego udaru mózgu, czyli specjalistyczne placówki neurologiczne, neurochirurgiczne, naczyniowe lub właśnie kardiologiczne.
Napisz do autora: [email protected]
