
Marcin Włodarczyk jest facetem po czterdziestce. Na pierwszy rzut oka nie wygląda jak ktoś, kto miał bardzo poważne problemy ze zdrowiem. Jednak miał szczęście, postanowił profilaktycznie wykonać USG jamy brzusznej. Ot tak, żeby potwierdzić, że jest zdrowy. Niestety prawda okazała się inna, ale to badanie uratowało mu życie.
Okazało się, że nie jestem zdrowy. Lekarz powiedział mi, że mam raka nerki. Oczywiście zrobiłem tomografię komputerową, która potwierdziła tą diagnozę. Urolog powiedział mi, że trzeba jak najszybciej usunąć nowotwór. Jednak guz był tak umiejscowiony, że decyzja nie była prosta - trzeba było usunąć całą nerkę.
Lekarze coraz częściej właśnie przypadkowo wykrywają raka nerki. Jednak zaznaczają, że zachorowań na ten nowotwór będzie w przyszłości coraz więcej. Co roku na raka nerki zapada w Polsce ok. 4 tys. osób (więcej mężczyzn - 2,5 tys., trochę mniej kobiet - 1,8 tys.).
Jeszcze kilkanaście lat temu diagnoza rak nerki brzmiała jak wyrok. Dzisiaj dzięki postępowi medycyny wielu chorych udaje się wyleczyć całkowicie, a inni żyją dużo dłużej i lepiej niż trochę ponad dekadę temu. Dodatkowo, u wiele chorych tego raka rozpoznaje się na coraz wcześniejszym etapie jego rozwoju.
15 lat temu 20 proc. pacjentów przeżywało 5 lat od momentu rozpoznania choroby. Teraz 5 i więcej lat przeżywa 65 proc. chorych.
Leczenie raka nerki, to przede wszystkim leczenie chirurgiczne. Jednak jest ono skuteczne w walce z chorobą, która jest we wczesnym stadium. Natomiast nadal nawet 25 proc. pacjentów dowiaduje się o chorobie, kiedy ta jest już rozsiana. Wtedy konieczne jest zastosowanie immunoterapii lub terapii celowanej. Niestety w Polsce nie ma dostępu do niektórych nowoczesnych leków dla chorych z rozsianym rakiem nerki, nie są refundowane.
