
Adam Meyna 1 marca tego roku przeszedł operację allogenicznego przeszczepu szpiku kostnego. Przeszczep ma wyleczyć go z chłoniaka, nowotworu układu limfatycznego. Ten przeszczep nie zostałby przeprowadzony, gdyby nie odpowiednie leczenie. Adam otrzymał je, bo zakwalifikował się do udziału w badaniach klinicznych leku. Niestety, nie wszyscy mają taką szansę.
Jak wyjaśniał podczas debaty „Chłoniak nawrotowy – terapia jedynej szansy” prof. Wiesław Jędrzejczak, konsultant krajowy w dziedzinie hematologii, chłoniak jest zwykle diagnozowany bardzo późno.
Chłoniaki to znakomici aktorzy. Proces diagnostyczny przy chłoniaku można porównać do rozwiązywania rebusa. Trzeba pamiętać, że powiększenie węzłów chłonnych u osoby dorosłej rzadko zdarza się z błahego powodu. Jeśli jest to węzeł zlokalizowany w jamie brzusznej lub klatce piersiowej, to jeszcze trudniej wychwycić, że coś złego się dzieje. Wtedy zwykle objawy ogólne są podstawą do pogłębionych badań w kierunku chłoniaka.
To właśnie chłoniaki umiejscowione w jamie brzusznej lub klatce piersiowej są diagnozowane najpóźniej, dlatego – jak mówił z kolei dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii, warto raz w roku wykonać badanie USG szyi i jamy brzusznej. W ten sposób można wychwycić chorobę na wczesnym etapie.
Immunochemioterapia stosowana w pierwszej fazie leczenia pozwala wyleczyć nawet 70 proc. chorych. Reszta pacjentów musi walczyć dalej. Ci, u których chłoniak jest oporny na leczenie, wkrótce po immunochemioterapii mają wznowę choroby. Takich chorych jest 200-300 rocznie. Mają niewielkie szanse na wyleczenie, rzędu 5 proc.
Teraz piksantronem, w ramach badań klinicznych, leczonych jest w Polsce tylko kilka osób. Prognozowana liczba chorych to ok. 200-300 osób. Z punktu widzenia płatnika to nie jest wielkie wyzwanie. Z punktu widzenia samego chorego i jego bliskich owe 300 uratowanych istnień to bezcenny dar życia.
