
Nie ma ich ciągle w domu. O wolnym długim weekendzie mogą zapomnieć. Święta też nie są dla nich. Ktoś wie, jak to jest ubierać choinkę po świętach? A może ktoś z was chce mieć drugą połówkę, która nigdy nie odbiera telefonu i nie odpisuje na smsy? Myślicie, że tacy młodzi ludzie nie istnieją, albo są pracoholikami z "korpo". Istnieją, mało tego, próbują układać sobie życie, ale jest to bardzo trudne. Tak żyją młodzi lekarze rezydenci i ich bliscy.
Wielu już pyta, czy warto to wszystko znosić tylko po to, by pracować w wymarzonym zawodzie. Pensja lekarza rezydenta waha się od 2200 do 2570 zł netto w zależności od tego, czy lekarz wybrał specjalizację zwykłą czy deficytową.
– Mam dość. Coraz głośniej mówi się o tym, że rezydenci mają ciężko, że ich praca jest niedoceniana. Niestety na płaszczyźnie zawodowej się nie kończy. Życie z lekarzem rezydentem też jest bardzo ciężkie – pisze w liście do naTemat narzeczona młodego lekarza rezydenta (prosi, by nie podawać jej personaliów).
Sama spędziłam wigilię, sylwestra, niedzielę wielkanocną, moje urodziny. Sama spędzę też majówkę. Dyżury w dni, które każdy chce spędzić z bliskimi, dostają rezydenci - najmłodsi, niemający nic do powiedzenia. Sama od początku do końca organizuję nasz ślub i wesele, które mają odbyć się za kilka miesięcy. Tylko powoli brakuje mi już sił. Zwłaszcza kiedy myślę o przyszłości. O rodzinie, którą chcemy powiększyć…
Na pewno znajdą się osoby, które powiedzą, że najłatwiej się rozstać. Ja uważam, że jak się kogoś kocha, to trzeba walczyć. Tylko boję się na ile wystarczy nam sił.
