
Poniedziałek rano, Warszawa, niewielka uliczka równoległa do Radzymińskiej, na poboczach zaparkowane samochody. Jeżdżę tamtędy jak wielu rowerzystów do pracy. Wiedziałam, że kiedyś to się stanie, zwyczajnie przeczuwałam i zawsze jeżdżę na tym odcinku naprawdę powoli, bo piesi przechodzący przez tą mało ruchliwą uliczkę rzadko rozglądają się, czy nic nie jedzie.
Rowerzysta wstaje z ulicy, miał na szczęście kask, ale jest w szoku, mówi: może ja za szybko jechałem, nie wie co robić. Starsza pani też zszokowana, ale przytomna. Rowerzysta ją przeprasza, pani krzyczy do niego, że teraz to sobie może przepraszać. Wcześniej nie zauważyłam, ale obok zaparkowanego po drugiej stronie uliczki samochodu stoi starszy pan. Pani zaczyna do niego też krzyczeć, że mógłby w końcu przestać nią rządzić, że nie powinien jej kazać przechodzić natychmiast przez ulicę.
Oczywiście szkoda mi starszej pani i bardzo jej współczuję, ale ten wypadek wydarzył się dlatego, że nie rozejrzała się, zanim weszła na ulicę. Roweru nie słychać, a rowerzysta, nawet jadący powoli, nie jest w stanie zatrzymać się w miejscu. Zresztą ratując życie takiemu niefrasobliwemu pieszemu i ostro hamując naraża swoje życie i zdrowie, bo prawie na 100 proc. wiadomo, że przeleci rzez kierownicę.
Pytam innych rowerzystów, czy mają podobne przemyślenia, co do kwestii zachowania pieszych względem rowerzystów. Mateusz mówi mi, że wcale nie dziwi go sytuacja, z dzisiejszego poranka, o której opowiadam.
Omal nie przeżyłem czegoś podobnego. Jechałem ścieżką rowerową. Obok był chodnik. W pewnym momencie pani chciała przejść przez ścieżkę, którą jechałem. Nie rozejrzała się i praktycznie weszła pod koła mojego roweru. Wyhamowałem 10 cm od niej. Na szczęście skończyło się wszystko dobrze, ale przecież wystarczyłoby, żeby pani się rozejrzała. Ludzie często nagle wchodzą na ścieżkę rowerową nie patrząc, czy coś jedzie. Szczególnie starsze osoby.
To prawda, że kwestia edukacji dzieci jest ważna. Jednak ja zauważam często taki oto obrazek: mama idzie chodnikiem, obok na ścieżce rowerowej maluch jedzie na rowerku biegowym. Zwracam uwagę mamie i pytam, czy nie boi się, że dziecku stanie się krzywda. Mama posyła w moim kierunku kilka „ciepłych” słów z tłumaczeniem, że syn przecież jedzie rowerem.
