
Lekarze rezydenci, którzy podjęli protest głodowy, narażają już od wielu dni swoje zdrowie na szwank, żeby wywalczyć sobie godne warunki pracy i płacy a nam pacjentom przyzwoite nakłady na ochronę zdrowia, na poziomie bynajmniej nie wysokim, ale przynajmniej bezpiecznym. Dołączają do nich przedstawiciele innych zawodów medycznych. Głodówka to dość drastyczna forma protestu. Niestety, jeśli zdrowie któregoś z protestujących ucierpi, nie będzie mógł, przynajmniej na płaszczyźnie prawnej, mieć roszczeń do tych, którzy nie spełniają postulatów protestujących - uważa Michał Pawłowski adwokat i partner w K&L Gates w Warszawie.
– Co do lekarzy rezydentów, przede wszystkim trzeba zacząć od tego, że ich sytuacja jest rzeczywiście bardzo trudna, ona nie pogorszyła się na przestrzeni ostatnich miesięcy, czy lat, ale była trudna systemowo od dłuższego czasu. Jak rozumiem te dosyć daleko idące plany w zakresie reformy narodowej służby zdrowia idą również w tym kierunku, żeby poprawić sytuację materialną młodych lekarzy. Młodzi lekarze pewnie nie są odosobnioną grupą zawodową w trudnej sytuacji, bo jak spojrzymy na młodych dziennikarzy, młodych prawników, młodych specjalistów, innych niż informatycy, którzy akurat ze względu na taki, a nie inny rozwój gospodarki, mają dzisiaj dobre warunki, to ogólnie sytuacja młodych ludzi, którzy wchodzą na rynek pracy jest w Polsce trudna – mówi naTemat Michał Pawłowski.
Z drugiej strony prawnik zwraca uwagę, że pacjenci mogą mieć pretensje, z powodu np. trudniejszego dostępu do świadczeń medycznych w czasie protestu rezydentów i innych pracowników ochrony zdrowia.
Nie chodzi tylko i wyłącznie o kwestie wypoczynku, rzeczą obiektywną jest to, że skoro lekarze rezydenci strajkują, to w tym samym czasie nie ma ich z pacjentami. To nie jest tak, że ich praca to są tylko dyżury. W związku z czym, czy istnieje prosta droga do tego, żeby pacjent dochodził odszkodowania, czy to od lekarzy rezydentów, czy to od skarbu państwa za to, że zła sytuacja materialna doprowadziła do tego, że oni strajkują? Nie ma prostej drogi i nikt nikomu nie zabroni próby sądzenia się. Jednak gdybym miał to oceniać, to szanse takiego przedsięwzięcia, czyli skuteczne dojście do odszkodowania, czy to od lekarzy rezydentów, czy to od skarbu państwa, pośrednio w tej sytuacji, szacowałbym ostrożnie. Wydaje mi się, że nie o to tutaj chodzi.
Prawnik przypomina, że finansowanie szpitali sieciowych jest w ostatnim kwartale tego roku na poziomie finansowania tych placówek w 2015 r. Jednak poziom finansowania przez następne 4 lata zostanie ustalony na podstawie wykonań z tego "pilotażowego” kwartału. Problem, który podnosiły szpitale polegał na tym, że nie zapisano jak rozwiązać sprawę ewentualnych nadwykonań, które oczywiście mogą się pojawić, bo szpital musi przyjąć człowieka, którego zdrowie lub życie jest zagrożone, nawet jeśli pieniądze z ryczałtu będą już wykorzystane na inne świadczenia medyczne.
Teraz prowadzone są rozmowy, aby pieniądze za nadwykonania były wypłacane z budżetu państwa. Najkorzystniejszym systemem rozliczania byłby system roczny i myślę, że zostanie to tak rozwiązane. Ta reforma nie ma tylko jasnych stron. Oczywiście ma poprawić dostęp do świadczeń i to jest jej pozytywny aspekt. Natomiast konieczność świadczenia przez szpitale sieciowe nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej, można oceniać różnie. Szczególnie jeśli chodzi o szpitale specjalistyczne. Ten kwartał pokaże jak działa ten system w praktyce.
– Myślę, że lekarze pokazali już nie raz, że kiedy mają wybór pomiędzy dyscypliną finansową, a postawieniem na zdrowie pacjenta, stawiają na zdrowie pacjenta. To dobra informacja dla nas pacjentów – podsumowuje prawnik.
