
“Niech pan tam nie idzie!” - krzyczy do Cezarego Pazury kobieta w poczekalni gabinetu dentystycznego w jednej ze scen “Nic śmiesznego”. Komedia Marka Koterskiego ma już prawie ćwierć wieku, co w przełożeniu na rozwój stomatologii równa się 25 latom - ale świetlnym. Badania pokazują jednak, że pomimo gigantycznego postępu, jaki dokonał się w technikach stomatologicznych i faktu, że ból udało się praktycznie wyeliminować, ponad połowa z nas nadal panicznie boi się “tam” wchodzić.
Strach jest dzisiaj bezpodstawny pod warunkiem, że zajmują się nami doświadczeni fachowcy. Najlepszym probierzem tego, czy dentysty należy się bać, czy też nie jest dziecięca szczerość. I właśnie ona jest najlepszą dla nas laurką, bo do Capital Clinic wracają nie tylko zadowolone dzieci, ale i ich rodzice.
Moja profesja, czyli ortodoncja, z bólem raczej się nie kojarzy. Jednak nawet tu mamy do czynienia z procedurami takimi jak wszczepianie mikroimplantów, co klasyfikuje się jako zabieg mikrochirurgiczny. Jako że uczyłam się techniki jego wykonania od Koreańczyków – najlepszych fachowców na świecie – dowiedziałam się od nich, że w Korei nawet strach przed skalpelem udało się zredukować do minimum. Tam zabiegi tego typu robi się bez znieczulenia i nikt nie protestuje.
Artykuł powstał we współpracy z Capital Clinic.
