
Ruchy antyszczepionkowe zapewne otworzyły szampana. Informacja o podaniu pacjentom, w tym dzieciom, szczepionek przechowywanych niezgodnie z wymogami zawartymi w charakterystyce leczniczej produktu, to dla proepidemików świetna wiadomość. Przestraszeni ich pseudonaukowymi bredniami rodzice boją się teraz jeszcze bardziej. Dlaczego? Otóż są w Polsce tacy szefowie przychodni podstawowej opieki zdrowotnej, którzy mają za nic zalecenia i decyzje Inspekcji Sanitarnej i Inspekcji Farmaceutycznej. Na szczęście problem tak naprawdę jest lokalny i dotyczy niektórych przychodni w powiatach zielonogórskich (ziemskim i grodzkim) i w Gorzowie Wielkopolskim, a nie tak jak podawały niektóre media, przychodni w całym kraju.
Przypomnijmy za Głównym Inspektoratem Farmaceutycznym, że "w ostatnich dniach października 2017 r. w wyniku działania orkanu Grzegorz, doszło do przerwania dostaw prądu w kilku województwach na zachodzie Polski. W niektórych placówkach ochrony zdrowia brak prądu wpłynął negatywnie na warunki przechowywania szczepionek, które przez kilkanaście godzin pozostawały poza optymalnym zakresem temperatur (od +2 do +8 stopni)".
W województwie lubuskim służby inspekcji sanitarnej w ramach współpracy, zwróciły się do inspekcji farmaceutycznej o kontrolę gabinetów, przychodni i szpitali w tym zakresie. W wyniku wspólnych działań trwających od listopada 2017 do końca stycznia 2018, służby inspekcyjne zabezpieczyły ponad 2100 opakowań, które decyzjami wojewódzkiego inspektora farmaceutycznego zostały wycofane i przeznaczone do utylizacji.
Nie pamiętam, żeby wcześniej jakikolwiek lekarz, przedsiębiorca czy producent nie wykonywał naszych zaleceń. Owszem nie mamy kompetencji np. wycofywania z obrotu leków, ale nasze zalecenia dotyczące utylizacji produktów leczniczych z powodu złego ich przechowywania, zawsze były respektowane.
Tymczasem historia dotycząca wspomnianych szczepionek wygląda inaczej. Przychodnie, w których doszło do przerwania zimnego łańcucha powinny zutylizować te produkty lecznicze. Tyle, że utylizacja kosztuje. Zastanawiające w tej historii jest to, że nikt nie wziął pod uwagę jakie będą koszty społeczne jeśli się tej szczepionki nie zutylizuje. Czy kierownicy tych przychodni zastanowili się choćby na chwilę jaką cenę ma niepokój wielu ludzi, którzy zaszczepili u nich swoje dzieci?
Pojawiły się też opinie, że szczepionki mogą zwyczajnie nie zadziałać. Zdaniem Jana Bonadar z GIS nie powinno tak się stać, ale jeżeli ktoś chce sprawdzić, to jeśli chodzi o dzieci, powinny być dalej szczepione zgodnie z kalendarzem szczepień, a po zakończeniu serii szczepień należałoby wykonać badania oznaczające obecność przeciwciał, jeśli chodzi o chorobę przeciwko, której dziecko było szczepione.
Nie ma w tym przypadku wadliwych serii. To zwyczajnie dotyczy tylko tych konkretnych sztuk szczepionek, które były w posiadaniu przychodni, kiedy doszło do wyłączenia prądu z powodu orkanu, a które to przychodnie nie zastosowały się do zalecenia urzędników o utylizacji tych produktów leczniczych. Nie ma tu mowy o całych seriach.
