
Dla Bartka sport jest całym życiem. Każdy weekend zajęty. Zawody, wyścigi albo po prostu wycieczki. Zimą narty, latem rowery. Teraz to intensywne życie zmieniła mu choroba. Bardzo poważna choroba – rak kości. Bartek marzy o powrocie do sportu, a każdy z nas może mu w tym pomóc!
REKLAMA
10-letni Bartek jest wulkanem energii. Chętnie powtarza słowa podróżniczki Martyny Wojciechowskiej, że niemożliwe nie istnieje. I nie poddaje się nawet w chwili, gdy stanął przed najtrudniejszym wyzwaniem w swoim życiu – walką z rakiem kości. Wszystko zaczęło się od niefortunnego uderzenia w nogę. Pojawił się guz i opuchlizna, które bardzo długo nie chciały zniknąć. W końcu, po wielu miesiącach, Bartek i jego rodzice usłyszeli, że chłopiec choruje na raka. Na wyjątkowo zjadliwy nowotwór – mięsaka Ewinga. W ten sposób weszli w nową onkologiczną rzeczywistość. Musieli nie tylko od nowa zorganizować całe rodzinne życie, ale i nauczyć się funkcjonować w szpitalu.
- Pierwsza chemia to był dramat. Całymi nocami siedzieliśmy i patrzyliśmy na niego, gdy był podłączony do kroplówki. Baliśmy się, że zaplącze się w te niezliczone kabelki i zrobi sobie krzywdę. Nie mieliśmy pojęcia, jak zareaguje na leki. Co pewien czas włączały się alarmy w pompach, a my cali drętwieliśmy, bo nie wiedzieliśmy, co robić – opowiadają rodzice Bartka Kojro, pani Małgorzata i pan Waldemar. Dzień po dniu oswajali ten nowy, szpitalny świat. Uczyli się żyć w nim od nowa.
Nadzieja mieszka we Wrocławiu
Każdego dnia pomaga im w tym Fundacja „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową.” Chłopiec jest jednym z tysięcy dzieci, które wspiera organizacja. Z myślą o maluchach chorych na raka, fundacja zainicjowała we Wrocławiu budowę Przylądka Nadziei, najlepszej kliniki onkologii dziecięcej w Polsce. Poprzedni szpital mieścił się w starym zagrzybionym budynku. Fundacja rozkręciła wielką ogólnopolską kampanię, w której wsparła ją podróżniczka Martyna Wojciechowska. Dzięki temu na funduszu budowy pojawiły się pierwsze pieniądze – to było ponad 10 mln zł. Poszli dalej za ciosem – rozpisali konkurs architektoniczny i ufundowali najlepszy projekt nowej kliniki, a potem uzyskali pozwolenie na budowę. Potem przyszła dotacja z Unii na 85 mln zł i dofinansowanie z Ministerstwa Zdrowia. W ten sposób, krok po kroku udało się urzeczywistnić wielki plan – stworzenia we Wrocławiu jednej z najnowocześniejszych w Europie onkologicznych klinik dla dzieci.
- Walczyliśmy o powstanie Przylądka Nadziei, bo chcieliśmy zapewnić dzieciom chorym na raka godne warunki. Miejsce, w którym na najbardziej profesjonalnym sprzęcie medycznym będą pracować najlepsi specjaliści. Wierzyliśmy, że jasne przestronne sale, mnóstwo światła i kolorów będą sprawiać, że sił i motywacji do walki będzie więcej – opowiada Agnieszka Aleksandrowicz-Zdral, prezes Fundacji.
Psychologowie na posterunku
Dziś nowy szpital każdego roku opiekuje się blisko 2000 pacjentów z całego kraju. To właśnie tu jest realizowany jedyny w Polsce projekt kompleksowej opieki psychologicznej nad pacjentami i ich bliskimi. Fundacja „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową” zorganizowała i finansuje w Przylądku Nadziei Klinikę Mentalną, która daje rodzinie wsparcie od momentu usłyszenia diagnozy, aż do wyjścia ze szpitala.
Dziś nowy szpital każdego roku opiekuje się blisko 2000 pacjentów z całego kraju. To właśnie tu jest realizowany jedyny w Polsce projekt kompleksowej opieki psychologicznej nad pacjentami i ich bliskimi. Fundacja „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową” zorganizowała i finansuje w Przylądku Nadziei Klinikę Mentalną, która daje rodzinie wsparcie od momentu usłyszenia diagnozy, aż do wyjścia ze szpitala.
- Gdy rodzice dowiadują się, że ich dziecko jest chore na raka, burzy się cały porządek świata, życie rodziny zmienia się z dnia na dzień. Trafiają do szpitala i nie wiedzą, na jak długo. Przestają pracować. Zaniedbują inne obowiązki. Żyją często w rozłące, bo tata zostaje w domu z innymi dziećmi, a mama trafia z chorym do szpitala – opowiada prezes Agnieszka Aleksandrowicz-Zdral. - Rak kaleczy całą rodzinę, musimy ją wspierać. Żeby traktowali czas choroby jako moment trudny, ale do przejścia. Ich wiara w powodzenie terapii, która kapie w kroplówce, jest bardzo ważna dla całego procesu zdrowienia.
Klinika otacza też opieką psychologiczną całą kadrę medyczną Przylądka Nadziei. Bo pielęgniarki i lekarze w klinice onkologii dziecięcej pracują w niezwykle trudnych i stresujących warunkach, a od ich zaangażowania zależy zdrowie i życie małych pacjentów.
Pomoc z każdej strony
Fundacja „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową” robi wszystko, żeby pomóc dzieciom i ich rodzicom przejść przez trudny czas choroby. Kupuje bardzo kosztowne leki i płaci za rehabilitację. Często wysyła swoich podopiecznych za granicę, kiedy w Polsce ścieżka leczenia już się wyczerpie i szansa na realną pomoc jest na przykład we Włoszech lub w Niemczech.
Fundacja „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową” robi wszystko, żeby pomóc dzieciom i ich rodzicom przejść przez trudny czas choroby. Kupuje bardzo kosztowne leki i płaci za rehabilitację. Często wysyła swoich podopiecznych za granicę, kiedy w Polsce ścieżka leczenia już się wyczerpie i szansa na realną pomoc jest na przykład we Włoszech lub w Niemczech.
- Zawsze staramy się nieść taką pomoc, jaka jest w danym momencie najbardziej potrzebna. Czasem jest to drogocenna terapia. Bywa też tak, że trzeba na zimę kupić dwie tony węgla, bo jest zimno w domu, do którego wróci za chwilę dziecko po przeszczepie – opowiada Agnieszka Aleksandrowicz-Zdral, prezes Fundacji.
Ale Fundacja pamięta też o tym, że codzienna, szara, smutna rzeczywistość leczenia szpitalnego jest trudna. Nie tylko dla małego pacjenta, ale i dla całej jego rodziny. Dlatego robi wszystko, żeby choć na chwilę dać dzieciom szansę na oderwanie się myślami od codziennych zmagań. Organizuje dla dzieci Mikołajki, zabawy karnawałowe, świętuje z nimi Dzień Dziecka.
Ale Fundacja pamięta też o tym, że codzienna, szara, smutna rzeczywistość leczenia szpitalnego jest trudna. Nie tylko dla małego pacjenta, ale i dla całej jego rodziny. Dlatego robi wszystko, żeby choć na chwilę dać dzieciom szansę na oderwanie się myślami od codziennych zmagań. Organizuje dla dzieci Mikołajki, zabawy karnawałowe, świętuje z nimi Dzień Dziecka.
1% działa cuda
To wszystko jest możliwe dzięki ludziom o wielkich sercach, którzy każdego roku wspierają organizację, przekazując jej 1% swojego podatku. Sprawa jest niezwykle prosta, bo wystarczy w deklaracji podatkowej wpisać KRS 86 210. Żeby pomóc dzieciom chorym na raka należy wpisać KRS Fundacji „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową” 86 210. Można także rozliczyć się za pomocą bezpłatnego programu PIT 2017 przygotowanego przez Fundację. Pobierz program do rozliczeń rocznych ze strony: naratunek.org. Dzięki temu można uratować czyjeś życie, całkowicie je zmienić lub wesprzeć w najcięższych chwilach. A o tym, że warto, najlepiej świadczą historie maluchów, którym udało się wygrać z tak groźnym przeciwnikiem, jakim jest rak. Na takie wsparcie liczy również Bartek, który jest na początku swojej walki z chorobą. W lutym chłopczyk przeszedł operację.
To wszystko jest możliwe dzięki ludziom o wielkich sercach, którzy każdego roku wspierają organizację, przekazując jej 1% swojego podatku. Sprawa jest niezwykle prosta, bo wystarczy w deklaracji podatkowej wpisać KRS 86 210. Żeby pomóc dzieciom chorym na raka należy wpisać KRS Fundacji „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową” 86 210. Można także rozliczyć się za pomocą bezpłatnego programu PIT 2017 przygotowanego przez Fundację. Pobierz program do rozliczeń rocznych ze strony: naratunek.org. Dzięki temu można uratować czyjeś życie, całkowicie je zmienić lub wesprzeć w najcięższych chwilach. A o tym, że warto, najlepiej świadczą historie maluchów, którym udało się wygrać z tak groźnym przeciwnikiem, jakim jest rak. Na takie wsparcie liczy również Bartek, który jest na początku swojej walki z chorobą. W lutym chłopczyk przeszedł operację.
- Bartek boi się, że nie wróci do sportu. A ta myśl jest dla niego najgorsza. Mam nadzieję, że to, że walczy o swoją sprawność, doda mu sił i motywacji, żeby to wszystko pokonać. Bo przecież niemożliwe nie istnieje – dodaje pan Waldemar Kojro, tato chłopca.
Teraz Bartka czeka bardzo ciężka rehabilitacja. Potem jeszcze przeszczep komórek macierzystych i radioterapia. Plan jest długi, a droga wyboista, ale Bartek wierzy, że zakończenie może być tylko jedno. Szybki powrót do ukochanych nart i rowerów. Taka misja: ZDROWIE.
Teraz Bartka czeka bardzo ciężka rehabilitacja. Potem jeszcze przeszczep komórek macierzystych i radioterapia. Plan jest długi, a droga wyboista, ale Bartek wierzy, że zakończenie może być tylko jedno. Szybki powrót do ukochanych nart i rowerów. Taka misja: ZDROWIE.