
Roman Sadżuga prezes Polskiego Stowarzyszenie Chorych na Szpiczaka ma teraz 55 lat. Jeszcze przed czterdziestką, bo 17 lat temu usłyszał diagnozę - szpiczak. Jego, wówczas 11-letnia córka, przyszła do niego pokazać w encyklopedii, co jest napisane o jego chorobie, a szczególnie fragment, który mówił, że chorzy ze szpiczakiem żyją 3-4 lata. Pan Roman popatrzył na córkę i postanowił, że zrobi wszystko co w jego mocy, żeby żyć na tyle długo by wychować i wykształcić swoje dzieci. Nie przyjął do wiadomości, że zostało mu niewiele czasu. Jak się później okazało - słusznie. Niestety, wielu chorych nie ma tyle szczęścia, potrzebują leków, które nadal nie są u nas refundowane.
Pani laryngolog wyleczyła go w dwa dni i właściwie mógłby wyjść ze szpitala, gdyby nie jeden szczegół, który nie dawał spokoju czujnej lekarce. OB pana Romana wynosiło 147, czyli o wiele więcej niż norma. Lekarka stwierdziła, że nie wypuści go ze szpitala zanim nie wyjaśni przyczyny podwyższonego OB. Przeprowadzono wiele badań, które nic nie wykazały. W końcu pobrano szpik kostny do badania.
Szpiczak plazmocytowy
Szpiczak jest nieuleczalną, najczęstszą chorobą nowotworową układu krwiotwórczego. Charakteryzuje się namnażaniem i gromadzeniem komórek plazmatycznych, które w normalnych warunkach produkują przeciwciała stanowiące podstawowy element odpornościowy.
Nigdy nie poddałem się. Jesienią 2001 r. było ze mną naprawdę źle. W styczniu 2002 r. lekarze zaczęli mnie leczyć talidomidem. Ten lek biorę do dziś i cały czas u mnie działa, dzięki czemu żyję. Jednak większość chorych potrzebuje kolejnych leków, żeby przedłużyć życie. Rzeczywiście kiedy zaczynałem chorować, pacjenci ze szpiczakiem żyli 3-4 lata. Teraz dzięki temu, że są nowe leki żyją nawet 10 lat od diagnozy. Każdy kolejny lek, który jest dostępny przedłuża im życie o kolejne miesiące, lata. Co roku umiera 150 – 200 osób chorych na szpiczaka. Mogłoby być mniej, gdybyśmy mieli dostęp do kolejnych zarejestrowanych i stosowanych w Europie leków.
Objawy szpiczaka plazmocytowego
Szpiczaka często diagnozuje się dopiero w zaawansowanym stadium choroby z powodu niespecyficznych objawów. Mogą to być bóle kręgosłupa, anemia, depresja, łamliwość kości, infekcje, zmęczenie.
Dr n. med. Grzegorz Charliński, kierownik Kliniki Oddziału Hematologii Specjalistycznego Szpitala Miejskiego w Toruniu potwierdzał, że pojawia się coraz więcej nowych cząsteczek, a w Polsce nie ma do nich dostępu. Z tego powodu nie da się u nas stosować wielu przyjętych już na świecie schematów terapeutycznych.
Prof. Krzysztof Giannopoulos, kierownik Oddziału Hematologicznego Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej podkreślał, że nie ma w Polsce problemu z leczeniem chorych w pierwszej i drugiej linii leczenia, jednak kłopoty są z pacjentami, u których choroba nawraca. Takich chorych jest niestety większość.
