
Pragnienie to już objaw odwodnienia, do którego nie warto dopuszczać. Wodę tracimy nie tylko podczas wizyty w toalecie, ale też przez skórę, z oddechem. Każdy z nas traci różną ilość wody, dlatego nasze zapotrzebowanie na wodę różni się, ale można je średnio określić. Zbyt słabe nawodnienie organizmu może prowadzić do ciężkich chorób m.in. nerek.
Jak tłumaczył prof. Ryszard Gellert, krajowy konsultant w dziedzinie nefrologii, podczas konferencji prasowej z okazji Światowego Dnia Wody zorganizowanej przez Państwową Inspekcję Sanitarną, wodę trzeba pić od rana do wieczora, w odpowiednich ilościach. Ta ilość to zwykle od 2 do 3 litrów na dobę.
Wodę przyjmujemy zwykle w postaci płynów. Oczywiście w wodzie jest 100 proc. wody, ale jest ona też w innych płynach, które spożywamy np. w sokach. Jednak woda jest także w warzywach owocach, mięsie, pieczywie, nawet ścięgna zwierają 20 proc. wody. Woda jest prawie we wszystkim co spożywamy i to składa się na nasz bilans wodny.
Po co nawadniać dobrze organizm? Dlatego, że odwodnione komórki ciężko pracują na to, żeby była w nich woda. Jeśli wody nie dostarczamy, to one się zwyczajnie męczą. Pracują na zatrzymanie wody w sobie.
Dlaczego więc nie pijemy tyle wody, ile powinniśmy? Według profesora, często przez problemy z… łazienką. Przez warunki naszego funkcjonowania społecznego i zawodowego, wygaszamy nasz mechanizm pragnienia.
Oczywiście pojawia się pytanie, jaką wodę pić? Zdaniem prof. Jarosława Pinkasa, Głównego Inspektora Sanitarnego, w Polsce spokojnie możemy pić kranówkę, która jest bezpieczna.
