
Pewnie nie wiesz ile kosztuje twoje życie. Generalnie uważa się, że życie jest bezcenne. Niestety okazuje się, że tylko do czasu, kiedy jesteś zdrowy. Kiedy chorujesz i nie jesteś statystycznym chorym, to dowiadujesz się, co do złotówki, ile kosztuje twoje istnienie. Aleksandra Lazar, chora na przewlekłą białaczkę limfocytową wie, że jej życie kosztuje tyle, co lek, który przyjmuje. Dzięki niemu żyje.

Sytuacja patowa, można powiedzieć wyrok. Jednak było światełko w tunelu. Tyle, że w pierwszej chwili zupełnie nieosiągalne. To był właśnie moment, kiedy Aleksandra dowiedziała się ile w przeliczeniu na złotówki, warte jest jej życie. Okazało się, że jest lek, który może jej pomóc - ibrutynib.
Lekarze bezradnie rozkładali ręce. Mówili jej, że mają w klinice lek, który może jej pomóc ale nie mogą go podać, bo nie ma zgody ministerstwa. Jak podadzą, to NFZ zerwie kontrakt z kliniką, a oni osobiście poniosą konsekwencje prawne. Kobieta mogła tylko płakać z bezsilności.
Wie pani jakie to jest uczucie… Kiedy ja już płakałam, bo wiedziałam, że chemia nie działa, że choroba postępuje. Tymczasem wiedziałam, że jest lek, który może mi pomóc, jest w tej klinice, a lekarze nie mogą go podać, a minister odpowiada na każde zapytanie, opinię najlepszych fachowców - "nie".
Czyli zgodnie z prawem można zostawić mnie na śmierć, a niezgodnie z prawem jest mnie leczyć. To przecież niezgodne z konstytucją. Nie jest pani w stanie wyobrazić sobie co czuje człowiek w takiej sytuacji, co czuje jego rodzina.
No ale wróćmy do momentu, kiedy anonimowi Polacy zastąpili aparat państwowy i złożyli się, żeby zapłacić za życie Aleksandry.
Mnie ten lek uratował życie. Wreszcie czuje się człowiekiem w miarę funkcjonującym. Sama choroba sprawia, że nie jestem osobą super sprawną, ale wróciłam do pracy. Pracuję w szkole i dodatkowo jako wykładowca na uczelni. Jestem osobą, która płaci podatki, sama na siebie zarabia. Przy leczeniu ibrutynibem jest szansa, że nie będzie mi potrzebna renta, nie będę musiała leżeć w szpitalu - a to bardzo dużo kosztuje.
Chciała powiedzieć o tym wszystkim całemu światu, ale przede wszystkim tym osobom, które decydują o kryteriach refundacji leku, który przyjmuje, a który uratował jej życie.
Wróćmy jednak do sytuacji naszej bohaterki. Wcześniej jej leczenie finansowali dobrzy ludzie. Teraz dostała od resortu zdrowia zgodę na 3 miesiące refundacji leku.

