
Choroby rzadkie dotyczą 2,5 mln Polaków. – Każdy z nas, naszych znajomych, krewnych może być chory na chorobę rzadką. Naszym zobowiązaniem, jako społeczeństwa jest zapewnienie ludziom, których dotknęła choroba rzadka, z jednej strony dostępu do dobrej diagnostyki, z drugiej do farmakoterapii i dobrej opieki specjalistów – mówiła prof. Anna Kostera-Pruszczyk z Katedry i Kliniki Neurologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego podczas spotkania Rady Ekspertów ds. Chorób Rzadkich Medycznej Racji Stanu.
I dodawała : – Dzięki temu sytuacja tych chorych, ich rodzin ale też nas wszystkich, korzystających z ochrony zdrowia, może stać się znacznie lepsza. To spowoduje krótsze kolejki do specjalistów, szpitali itd. Chorzy na choroby rzadkie, nie będą zajmowali latami miejsca w tych kolejkach.
Diagnostyka musi być lepsza Prof. Anna Latos - Bieleńska z Katedry i Zakładu Genetyki Medycznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu przypomniała, że aż 80 proc. chorób rzadkich, to choroby uwarunkowane genetycznie.
– Tymczasem diagnostyka genetyczna, do której pacjenci mają dostęp jest niezmieniona w koszyku świadczeń od 20 lat. Nie było wtedy metody mikromacierzy, czy sekwencjonowania następnej generacji. Tymczasem te dwie metody są najskuteczniejsze w diagnostyce chorób rzadkich – podkreślała prof. Latos - Bieleńska.
Jej zdaniem, rychłe przyjęcie Narodowego Planu dla Chorób Rzadkich stwarza perspektywy zmiany diagnostyki chorób rzadkich, poszerzenie o tą nowoczesną diagnostykę genetyczną, co zupełnie zmieni kwestię rozpoznawania chorób rzadkich w Polsce.
Prof. Anna Latos - Bieleńska
Katedra i Zakład Genetyki Medycznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu
Trzy lata chodzenia od lekarza do lekarza Chorzy i ich rodziny bardzo dobrze pamiętają ile czasu im zajęło zanim w ogóle dowiedzieli się, na co chorują. Diagnozowanie niektórych chorób rzadkich trwa latami - nie tylko tych genetycznych.
Czasem potrzebny jest łut szczęścia, spotkanie lekarza, który kiedyś o takiej chorobie słyszał, albo widział pacjenta z podobnymi dolegliwościami. Tak nie powinno być. Przykładowo chory na tętnicze nadciśnienie płucne (to nie to samo co nadciśnienie - przyp. red.), chorobę ultrarzadką, nawet 3 lata chodzi od lekarza do lekarza, zanim zostanie postawiona diagnoza.
– To zwykle jest kilka wizyt u lekarza rodzinnego, kilka u kardiologa, kilka u pulmonologa, czasami też u reumatologa. Zwykle każdy z lekarzy rozpoznaje coś innego. Kiedy w końcu zostanie wykonane echo serca widać tętnicze nadciśnienie płucne. Wtedy pacjent wysyłany jest do ośrodka, który zajmuje się tym nadciśnieniem – tłumaczył prof. Grzegorz Kopeć z Kliniki Chorób Serca i Naczyń Instytutu Kardiologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.
Chorzy na tętnicze nadciśnienie płucne mają jeszcze jeden problem - to zbyt późne podjęcie optymalnego leczenia czyli zastosowanie terapii trójlekowej. Rozwiązaniem tej niezaspokojonej potrzeby jest pierwsza w Polsce doustna terapia z włączeniem seleksypagu.
Poprawia ona komfort leczenia, w porównaniu do leków podawanych w iniekcjach. Szczególną korzyść z terapii doustnej odniosą pacjenci z przeciwwskazaniami do terapii pozajelitowej czy podawanej w formie inhalacji.
Specjaliści uważają, że mimo progresywnego charakteru choroby terapia trójlekowa wpłynęłaby na zmniejszenie kosztów związanych z: zastosowaniem prostacyklin dożylnych i podskórnych, hospitalizacjami wskutek pogorszenia choroby, a także ze stosowaniem inwazyjnych i kosztownych terapii ostatecznych (tj. transplantacje czy balonowa septosomia przedsionkowa). Niestety w Polsce chorzy nie mają dostępu do tej terapii.
Tętnicze nadciśnienie płucne
Występuje rocznie u 1-2 osób na milion w populacji ogólnej. W Polsce zapada na tę chorobę około 38- 70 osób rocznie. Objawy wskazujące na nadciśnienie płucne są często mylone z objawami typowymi dla innych schorzeń sercowo - płucnych.
Pierwszym objawem choroby jest duszność podczas wysiłku fizycznego, co przy skomplikowanej diagnozie sprawia, że pacjenci pozostają "niewidoczni dla systemu (opieki zdrowia)”. Pozostałe symptomy, które pojawiają się wraz z rozwojem choroby można przypisać wielu innym schorzeniom:
− obniżona tolerancja wysiłku fizycznego,
– zmęczenie i ogólne wyczerpanie,
− omdlenia,
− zawroty głowy,
− obrzęki kostek lub nóg,
− ucisk lub ból w klatce piersiowej, zwłaszcza przy wysiłku,
− sine usta.
W najbardziej zaawansowanych stadiach choroby, czyli III i IV klasie czynnościowej, aktywność fizyczna jest mocno ograniczona. Przy progresji choroby, w IV klasie aktywność fizyczna jest już niemożliwa, a niewydolność serca może skutkować śmiercią pacjenta.
Jest lek - nie ma dostępu O dużym szczęściu mogą mówić pacjenci chorzy na chorobę Fabry’ego. Po osiemnastu latach próśb i starań nareszcie będą mieli refundowany lek, który zatrzymuje postęp choroby. Ta osiemnastoletnia droga to trochę obraz tego, jak podchodzi się w Polsce do leczenia chorób rzadkich. W niewielu chorobach rzadkich są leki, które w znaczący sposób pomagają chorym. Chorzy na chorobę Fabryego od 18 lat wiedzą, że jest dla nich leczenie, a jednak dostęp do niego będą mieli dopiero teraz.
Jak mówił Zbigniew Król, były wiceminister zdrowia, pełnomocnik ministra zdrowia ds. wdrożenia Narodowego Planu dla Chorób Rzadkich, dobrze, że dyskusja o chorobach rzadkich wysuwa się na pierwszy plan, po latach marazmu w tej kwestii.
Zbigniew Król
pełnomocnik ministra zdrowia ds. wdrożenia Narodowego Planu dla Chorób Rzadkich.
Dodawał, że ważny jest również aspekt leczenia. – Jeśli leki działają, to muszą być dostępne. Oczywiście, jeśli działają. Są cząsteczki, które działają tylko w określonym czasie, sytuacji i jeśli działają, to system powinien zapewnić takie leczenie chorym. Żeby do tego doprowadzić musimy zmienić procedurę refundacyjną w Polsce. Wskaźnik opłacalności terapii nie powinien być aż tak brany pod uwagę przy chorobach rzadkich.
Emigrują żeby ratować dzieci Na takie zmiany czekają np. chorzy na CLN2 - chorobę zwana też "demencją dziecięcą”, jedną z odmian choroby Battena. Leczenie dla nich nie jest w Polsce refundowane. Rodzice, żeby leczyć swoje chore dzieci, decydują się często na rodzinną emigrację do Niemiec, gdzie leczenie jest refundowane.
CLN2 - choroba zwana też "demencją dziecięcą"
Śmiertelna, genetyczna choroba, diagnozowana najwcześniej w wieku 2 lat. Pacjenci umierają między 8 a 12 rokiem życia, średni czas przeżycia to 10 lat.
Do głównych symptomów należą: napady padaczkowe, "zawieszenia", cofanie się w rozwoju intelektualnym, problemy z mową i motoryką (w tym problemy z chodzeniem), spazmy mięśniowe, upośledzenie wzroku prowadzące do ślepoty.
Z każdym rokiem od chwili diagnozy choroba potęguje fizyczne cierpienie dziecka i jego uzależnienie od opiekunów: po kilku latach wymagana jest opieka całodobowa, która wyklucza przynajmniej jedno z rodziców z aktywności zawodowej.
Tymczasem 1 czerwca 2017 r. (czyli ponad dwa lata temu) enzymatyczna terapia zastępcza - cerliponaza alfa została dopuszczona do obrotu na terenie UE. 27 kwietnia 2017 r. została zatwierdzona przez FDA bez ograniczeń wiekowych. Nie ma innej terapii dedykowanej tej chorobie.
Enzym, o którym mowa podawany jest bezpośrednio do mózgu. W jednym z wieloośrodkowych europejskich badań klinicznych wykazano, iż podanie enzymu spowolniło chorobę u 20 na 23 pacjentów i było dobrze tolerowane - nikt nie przerwał leczenia z powodu objawów niepożądanych.
Wiosną tego roku terapia uzyskała rekomendację AOTMiT, co znacząco zwiększa szanse na pozytywną decyzję MZ o finansowaniu jej ze środków publicznych wzorem nie tylko najbogatszych krajów UE, ale także tych o porównywalnym do naszego PKB, gdzie lek udostępniono dzieciom cierpiącym na CLN2.
Kilka tygodni temu terapię tę objęto refundacją także w Wielkiej Brytanii decyzją NICE ( jednej z najbardziej wymagających europejskich agencji).
Światełko w tunelu Od samej dyskusji na temat chorób rzadkich nie poprawi się sytuacja ludzi, którzy zostali nimi dotknięci ale miejmy nadzieję, że w końcu "słowo stanie się ciałem” i zaczniemy nowocześnie diagnozować i na poziomie europejskim leczyć chorych na choroby rzadkie. Pierwsze "jaskółki” już są. To decyzje odnośnie dostępu do leczenia pacjentów chorych na chorobę Fabry’ego. Inni chorzy też czekają na leczenie i przede wszystkim na zmiany systemowe, które ułatwią dostęp do diagnostyki i terapii.
