
To koniec z pomadkami, cieniami do powiek, pudrami czy tuszami do rzęs dostępnymi w najpopularniejszych drogeriach i perfumeriach w formie bezpłatnych egzemplarzy, z których każdy mógł skorzystać po czym odłożyć na półkę by… skorzystał następny potencjalny klient. Od lat alarmowaliśmy, że takie rozwiązanie to prosta droga do rozprzestrzeniania się infekcji - twierdzą lekarze. Do pozbycia się testerów skłoniło największe sieci dopiero zagrożenie ze strony koronawirusa.
Na bieżąco śledzimy sytuację związaną z koronowirusem i stosujemy się do zaleceń wydawanych przez właściwe organy. Naszym priorytetem jest bezpieczeństwo współpracowników i klientów.
Dlatego przeprowadziliśmy szeroką akcję informacyjną skierowaną do naszych współpracowników, w ramach której przekazaliśmy im zasady postępowania prewencyjnego w sytuacji rozprzestrzeniania się koronawirusa.
Wszyscy pracownicy zostali poinformowani o tym, jak zachować się w sytuacji podejrzenia u siebie infekcji oraz gdzie szukać pomocy medycznej.
Wprowadziliśmy też zalecenie ograniczenia podróży służbowych. Jeśli natomiast chodzi o bezpieczeństwo klientów, to naszych konsultantów obowiązują ścisłe zasady postępowania w zakresie regularnego mycia rąk i stosowania środków dezynfekujących.
Lekarze o takiej decyzji mówią krótko: lepiej późno niż wcale. Od lat wiadomo, że testery w drogeriach to epidemiologiczne nieporozumienie. Dlaczego?
Mieszkanie dla wirusów i bakterii
Chodzi m.in. o to, że z otwieralnych testerów pudrów czy podkładów mogła skorzystać nie tylko osoba chora z koronawirusem, ale też taka, która cierpi z powodu zmian trądzikowych na twarzy. Z kolei tusz do rzęs testować mogła pani np. ze stanem zapalnym w obrębie powiek. Rzęsy i brwi są naszą naturalną ochroną przed zanieczyszczeniami.– We Francji już dawno zrezygnowano z podobnych praktyk. Jeśli chce się wypróbować np. puder to otrzymujemy zamkniętą próbkę, którą możemy wykorzystać w domu i sprawdzić – tłumaczy dr Gajewska.