
Dla wielu osób bliskie spotkanie z osą, pszczołą czy szerszeniem może się skończyć ciężką reakcją alergiczną. Dlatego chociaż w dobie pandemii ogranicza się procedury medyczne do minimum, to zabiegi odczulania na jad owadów powinny być wykonywane nadal i zgodnie ze schematem zaleconym przez alergologa – apelują specjaliści.
Odczulanie - jedyny ratunek
Wiemy dziś doskonale, że ryzyko, iż po użądleniu przez owada błonkoskrzydłego czyli osę, pszczołę lub szerszenia, pojawi się poważna, systemowa reakcja alergiczna, dotyczy w Europie nawet 8 procent populacji, przy czym u ok. 3 proc. osób mogą wystąpić objawy ciężkie, stanowiące bezpośrednie zagrożenie życia. Dla tych osób jedynym sposobem leczenia jest swoista immunoterapia alergenowa czyli odczulanie.Pandemia koronawirusa nie może zatrzymać tego procesu
– Odczulanie polega ona na tym, że podajemy w szczepionkach minimalne ilości substancji alergizującej i powoli uczymy układ immunologiczny pacjenta od nowa tolerować składniki jadu - tak jak to ma miejsce u osoby zdrowej – wyjaśnia prof. Marita Nittner-Marszalska z Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych, Pneumonologii i Alergologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu."Jesteśmy niepodobni do siebie, ale pracujemy"
Jak podkreśla specjalistka, ciągłość procesu odczulania to szansa i bezpieczeństwo dla pacjentów.Wprowadziliśmy szereg ograniczeń: umawiamy się z każdym pacjentem na określona godzinę, tak by chorzy nie spotykali się jak dotychczas w poczekalni. Wszyscy są w maseczkach, a personel dodatkowo w przyłbicach i podwójnych rękawiczkach.
W tych strojach jesteśmy niepodobni do samych siebie, spoceni, a wokół nas roztacza się zapach środków dezynfekujących. Ale tak trzeba, by chronić się wzajemnie przed zakażeniem.