
20 lipca 2017 roku. Tego dnia usłyszała od lekarza diagnozę, która wywróciła jej życie do góry nogami – rak piersi. Rzuciła mu rękawice i podjęła długie leczenie, które przyniosło pożądane efekty m.in. dlatego, że choroba została wcześniej wykryta. Było to możliwe dzięki jej nawykowi samoobserwacji i nieodkładania badań na później. Teraz sama wspiera osoby chore i angażuje się w akcje zachęcające do profilaktyki.
REKLAMA
– Od dzieciństwa rodzice wpajali mi, że dbanie o zdrowie jest bardzo ważne, że nie można tego lekceważyć. Robię regularne badania, odkąd pamiętam. Sądzę, że czujność i obserwowanie własnego organizmu odegrały w całej mojej historii ogromnie pozytywną rolę i zachęcam każdą kobietę, by potwierdzała swój stan zdrowia – mówi w wywiadzie dla naszego serwisu Joanna Górska, dziennikarka i współzałożycielka Fundacji Silni Sobą.
Jest Pani osobą, o której mówi się, że "wygrała" z rakiem, choć wiem, że stara się Pani unikać tego określenia.
To nie jest tak, że unikam… po prostu nigdy nie twierdziłam, że wygrałam z rakiem i nigdy nie powiedziałam, że jestem zdrowa. Kiedy zauważam, że w tekście o mnie ktoś pisze, że wygrałam lub wyzdrowiałam, piszę lub dzwonię do redakcji z prośbą o sprostowanie albo zmianę tekstu.
Rozumiem. W takim razie jak prawidłowo należy opisać Pani stan?
Jestem w remisji raka piersi. To już czterdziesty czwarty miesiąc. Co to znaczy? Tylko albo aż tyle, że od ponad trzech i pół roku na badaniach kontrolnych słyszę "czysto", ale to oczywiście może się zmienić. Dziś rozmawiamy i jest ok, pójdę na badania za tydzień i może się okazać, że wynik jest inny.
Jak obecnie się Pani czuje?
Obecnie czuję się względnie dobrze. Nie będę ukrywać, że chemioterapia odcisnęła piętno na moim organizmie, skutki leczenia będę pewnie odczuwać do końca życia. Mam osteopenię, tężyczkę, insulinooporność. Ale wie Pan co? Żyję i to jest najważniejsze.
Porozmawiajmy o tym, jak to się wszystko zaczęło. W jakich okolicznościach odkryła Pani u siebie chorobę nowotworową?
Byliśmy na urlopie, we czwórkę, ja ze swoim synem i Robert ze swoim. Wszystko zaczęło nam się układać w naszej patchworkowej rodzinie. Byliśmy oboje po długich, wyczerpujących rozwodach. Myśleliśmy, że już będzie normalnie i spokojnie, że życiowe burze za nami. Guza, na granicy pachy i piersi, wyczułam w czasie kąpieli. Miałam szczęście, że był tak płytko, praktycznie tuż pod skórą. Moje podejrzenia, że nie jest to nic dobrego, potwierdził lekarz. USG miałam bardzo szybko, zaraz po powrocie do kraju.
Czy przed diagnozą raka piersi badała się Pani w ramach profilaktyki?
Od dzieciństwa rodzice wpajali mi, że dbanie o zdrowie jest bardzo ważne, że nie można tego lekceważyć. Robię regularne badania, odkąd pamiętam. Przed rakiem raz w roku była cytologia i morfologia, regularne USG piersi i tarczycy. Sądzę, że czujność i obserwowanie własnego organizmu odegrały w całej tej historii ogromnie pozytywną rolę i zachęcam każdą kobietę, by potwierdzała swój stan zdrowia, chociażby samobadaniem piersi.
W przypadku remisji chorób nowotworowych eksperci podkreślają, by stawiać profilaktykę na pierwszym miejscu tak jak zresztą przed wykryciem choroby. Jak troszczy się Pani teraz o swoje zdrowie?
Zacznijmy od badań. Mammografię wykonuję raz w roku w Narodowym Instytucie Onkologii, na który mogę też liczyć w momencie, kiedy coś mnie boli i kiedy są podejrzenia, że może dziać się coś niepokojącego. Miałam tomografię głowy i scyntygrafię kości. Resztę badań (elastografię piersi i tarczycy, badania ginekologiczne i cytologię, poziom hormonów i morfologię) robię prywatnie.
To profilaktyka pod kątem badań medycznych. A codzienny tryb życia?
Moja codzienność? Od kilku miesięcy jestem "na swoim", odeszłam z pracy na etacie w telewizji, nie wstaję już o trzeciej w nocy i bardzo mi to służy. Założyłam swoją firmę, razem z Robertem rozkręcamy też naszą Fundację Silni Sobą. Chcemy pomagać parom (osoba chorująca i wspierająca) po raku lub z chorobą przewlekłą. Piszemy drugą książkę, bo "Dziad. On silny, my silniejszy" wymaga kontynuacji.
Jest co robić, a to, co teraz robię, przynosi mi dużo satysfakcji i przeświadczenia, że robię rzeczy ważne i potrzebne. Nie jestem już jak chomik uwięziony w kołowrotku poczucia bezsensu [śmiech]. Dobrze jem, ruszam się, nie mam deficytu snu i nie jestem w permanentnym stresie. Zwolniłam. To moje codzienne prozdrowotne działania.
Skupia się Pani też na działalności prewencyjnej w naszym społeczeństwie. W jaki sposób zachęca Pani inne osoby do monitorowania własnego zdrowia?
Angażuję się w przeróżne akcje zachęcające do profilaktyki raka piersi, współpracuję z fundacjami i stowarzyszeniami pacjenckimi, które kładą szczególny nacisk na dbanie o zdrowie. Za nami bardzo aktywny różowy październik, kiedy robimy, co możemy, aby dotrzeć do jak największej liczby osób, ale należy pamiętać, że każdy miesiąc jest dobry na badania. Istotne jest także samobadanie piersi. Wczesne wykrycie to życie i zawsze mówię, że jestem na to żywym dowodem.
Robi też Pani dobry użytek z internetu?
Moje media społecznościowe też wykorzystuję jako kanał komunikacji, dzielę się wiedzą i doświadczeniem. Proszę sobie wyobrazić, że nie ma dnia, aby do mnie nie napisała dziewczyna/kobieta, która właśnie usłyszała diagnozę. Często piszą też panie ze zwyczajnym "dziękuję" za to, że namówiłam je do pójścia na badanie. To bardzo budujące i inspirujące do dalszego działania.
Jak kobiety z Pani otoczenia, zarówno w "realu", jak i w przestrzeni online, reagują na konieczność prowadzenia profilaktyki raka piersi? Z jakimi argumentami się Pani spotyka, a może nawet i mitami?
Lęk jest tym, co powstrzymuje kobiety. Obawiają się, że badanie coś wykryje, więc nie zamierzają tego "szukać". To błędne myślenie, bo jeśli czegoś nie widzimy, to nie znaczy, że tego nie ma. Ja zawsze mówię, że badania profilaktyczne robi się po to, aby przekonać się, że wszystko jest w porządku, a jeśli nie jest, to przynajmniej mamy szansę na szybką reakcję i długie życie nawet po wykryciu choroby.
Czy coś jeszcze "blokuje" kobiety przed korzystaniem z profilaktyki?
Kobiety mają też tak, że najpierw pomyślą o wszystkich dookoła, a o sobie na samym końcu. Zdarza się również tak, że kobieta czuje guz w piersi, ale nie sprawdza, co to jest. Dlaczego? Spotkałam się z przypadkiem, kiedy pani czekała na ważną uroczystość rodzinną i nie chciała bliskim robić kłopotu. Czekała na "dobry moment", a przecież rak nie poczeka. Inną sprawą jest też dostępność, a pandemia jeszcze bardziej wszystko utrudnia.
Jak odniosłaby się Pani do wątpliwości, jakie niektóre kobiety mają względem podstawowych badań profilaktycznych w kierunku tej choroby?
Tak jak już powiedziałam, wczesne wykrycie to życie. Odkładanie badań na później to najgorsza droga, więc po co nią podążać. Myślenie, że przejdzie, też nic nie daje, bo rak nie przechodzi… on się rozchodzi po całym organizmie i dobrze byłoby go złapać jak najszybciej. Nie chcę używać mocnych słów, ale myślenie, że badania profilaktyczne są bez sensu i niepotrzebne jest bardzo nieroztropne. Świadoma i inteligentna kobieta oraz mądry mężczyzna dbają o zdrowie dla siebie i dla bliskich.
Co powiedziałaby Pani kobietom, które zrobiły już badania, podczas których niestety został wykryty nowotwór?
Ja dałam radę, Ty też dasz. Będzie ciężko, momentami bardzo, ale to wszystko jest do przejścia. Zadbaj o silną głowę, otocz się ludźmi, na których możesz liczyć i nie bój się poprosić o pomoc. Bądź cierpliwa. Słuchaj lekarzy, a nie szamanów. Najbliższy czas jest dla Ciebie, możesz być egoistką, skoncentruj się na sobie, zdrowiej. Warto walczyć o każdy dzień, z nadzieją patrz w przyszłość. Zaplanuj sobie "nagrodę" za powodzenie leczenia, którą odbierzesz, kiedy najgorsze będzie już za Tobą, to może być np. wyjazd pod palmę albo cokolwiek, co lubisz.
Na koniec chciałbym zapytać, jak po tych wszystkich doświadczeniach związanych ze zdrowiem i leczeniem spogląda Pani teraz na życie i relacje z ludźmi?
Nic nie jest takie samo, człowiek też nie jest taki jaki był, wszystko się zmienia. Rak weryfikuje podejście do wielu spraw, otwiera oczy na to, co ważne i przymyka na to, co nieistotne. Żartobliwie mówię, że szkoda życia na słabe jedzenie, niewygodne buty i złych ludzi… a miejsce du*ereli jest... cóż, sam Pan się domyśla gdzie.
Po takim doświadczeniu diametralnie zmienia się myślenie, człowiek nie wybiera opcji "jakoś to będzie", wybiera "jakość" i dotyczy to relacji, uczuć, emocji, właściwie wszystkiego. Staram się żyć najpiękniej, jak umiem, po swojemu, nie marnuję czasu. Wierzę, że umrę ze starości, a nie na raka. Mam jeszcze dużo do zrobienia z ludźmi, których kocham.
Artykuł powstał we współpracy z Nationale-Nederlanden
