W czasie epidemii COVID-19 stworzono specjalne przepisy i specjalny fundusz. NIK sprawdziła, jak korzystały z nich sanepidy na Dolnym Śląsku.
W czasie epidemii COVID-19 stworzono specjalne przepisy i specjalny fundusz. NIK sprawdziła, jak korzystały z nich sanepidy na Dolnym Śląsku. LUKASZ GDAK/Polska Press/East News

Niezachowanie zasad uczciwej konkurencji przy zamówieniach publicznych czy finansowanie z funduszu covidowego nadgodzin tych pracowników, którzy przy pandemii nie pracowali. Najwyższa Izba Kontroli wykazała nieprawidłowości w urzędach sanepidu na Dolnym Śląsku w czasie pandemii COVID-19.

REKLAMA
  • Pandemia COVID-19 na ponad dwa lata zmieniła naszą rzeczywistość w wielu obszarach
  • Sanepidy, czyli urzędy do walki m.in. z chorobami zakaźnymi, miały pełne ręce roboty, bo rejestrowały nowe przypadki zakażeń, których w kolejnych falach było nawet kilkaset tysięcy dziennie
  • Specjalne przepisy na czas pandemii i fundusz covidowy miały ułatwić walkę z pandemią. Nie obyło się jednak - jak wykazała Najwyższa Izba Kontroli - bez nadużyć w tym szczególnym czasie w urzędach sanepidu na Dolnym Śląsku
  • Izba zbadała wydatki Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej we Wrocławiu oraz Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Wałbrzychu w 2021 r., a także to, czy zapewniły warunki organizacyjno-prawne do wykonywania zadań statutowych i jakie osiągnęły ich efekty.

    Szybkie zakupy za 4 mln zł

    We Wrocławiu zastrzeżenia NIK budził przede wszystkim zakup prawie 1,4 tys. licencji MS Office za blisko 4 mln zł. 

    "Wbrew przepisom, zamiast ustawy dotyczącej zamówień publicznych wykorzystano do tego zapisy ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych. Skorzystanie z tych przepisów umożliwiło zakup licencji bez rozpisania konkursu ofert, w przyspieszonym trybie" - stwierdziła Izba.

    Szef wojewódzkiej stacji miał na to wytłumaczenie. Urzędników NIK przekonywał, że realizowanie podstawowych zadań sanepidu w przypadku COVID-19, a więc identyfikacja ognisk zakażenia i kierunków szerzenia się epidemii, podjęcie działań zapobiegawczych i zwalczanie epidemii wymaga także zbierania i analizowania danych, sporządzania raportów i przesyłania ich właściwym instytucjom. 

    Według dyrektora zakup licencji umożliwił tworzenie takiej dokumentacji w czasie rzeczywistym, a także komunikację na platformie Microsoft Teams oraz pracę zdalną zalecaną w piątej i we wcześniejszych falach epidemii.

    NIK te argumenty nie przekonują, bo podkreśla, że zapisy ustawy covidowej można stosować tylko wtedy, kiedy zachodzi wysokie prawdopodobieństwo szybkiego i niekontrolowanego rozprzestrzeniania się choroby lub jeżeli wymaga tego ochrona zdrowia publicznego.

    Tymczasem zakupy oprogramowania przez wrocławski sanepid to rok 2021 r., czyli nie początek pandemii. Dlatego NIK uznała, że skoro stacja z pandemią walczyła od jej początku, czyli 2020 r. "wydatek związany z zakupem licencji MS Office nie był związany z nagłą potrzebą, której nie można było przewidzieć, a stosowne postępowanie mogło być przygotowane i przeprowadzone zgodnie z obowiązującymi przepisami".

    W tej sprawie NIK złożyła więc zawiadomienie o podejrzeniu naruszenia dyscypliny finansów publicznych.

    Specfundusz i wydatki na pracę przy COVID-19

    Tryb zakupu sprzętu to nie jedyne zastrzeżenia NIK. Okazało się, że stacja we Wrocławiu głównie z Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 płaciła za nadgodziny i wypłacała dodatki specjalne dla pracowników stacji, którzy wcale nie wykonywali czynności kontrolnych w zakresie zapobiegania i zwalczania chorób zakaźnych. 

    Chodzi w sumie o 296 500 zł. Z tego zaledwie jedna dziesiąta (26 tys. zł) pochodziła ze środków budżetowych stacji.

    Kontrola wykazała, że dodatki otrzymali m.in. informatycy, pracownicy sekcji do spraw zamówień publicznych, działu administracyjno-technicznego, kadr i szkoleń wewnętrznych czy ekonomicznej. Ekstra pieniądze dostali także główny księgowy i zastępca dyrektora ds. ekonomiczno-administracyjnych.

    Szef WSSE uzasadniał, że pracownicy ci mieli więcej pracy w związku z pandemią np. przez administrowanie systemem do obsługi badań PCR SARS-CoV-2, nadzorowanie i koordynowanie prac laboratoriów covidowych służb sanitarnych, po gromadzenie i przekazywanie właściwym organom informacji związanych z epidemią. 

    Jednak NIK stoi twardo na stanowisku, że żadna z tych czynności nie była czynnością kontrolną, a zgodnie z rozporządzeniem tylko za takie czynności można było przyznać dodatek specjalny. Według NIK nienależnie wypłacono więc 300 tys. zł ze specfunduszu.

    Zakupy usług u byłego pracownika bez konkursu

    Kontrola w Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Wałbrzychu także przyniosła zaskakujące wnioski.

    Chodzi o korzystanie z pomocy prawnej byłego pracownika, który pełni jednocześnie funkcję Prezesa Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Wałbrzychu.

    Zastrzeżenia Izby budzi fakt, że współpracę nawiązano w ramach zamówienia publicznego przeprowadzonego bez rozpisania konkursu, czyli bez zachowania zasad uczciwej konkurencji.

    Co ciekawe, umowa - wbrew wewnętrznym regulacjom - nie została wcześniej zweryfikowana pod kątem prawnym. Nie przewidywała m.in. kar umownych za ewentualne nienależyte świadczenie usług.

    Dyrektor powiatowej stacji w Wałbrzychu wyjaśniała, że specyfika spraw prowadzonych przez radcę prawnego wymaga biegłej znajomości zakresu działania Inspekcji Sanitarnej, dlatego konieczna jest współpraca z osobą solidną, dyspozycyjną i zaufaną. Niektóre sprawy trwają kilka lata i ryzykowna byłaby, w opinii dyrektor stacji, coroczna zmiana radcy. NIK nie przekonały jednak te argumenty, bo według niej rynek usług prawniczych jest wysoce konkurencyjny.

    Izba uznała, że w tym przypadku doszło nie tylko do działań niezgodnych z wewnętrznymi regulacjami, mogło także dojść do konfliktu interesów, co Izba identyfikuje jako mechanizmy korupcjogenne.