Fot. Unspalsh.copm / NFT CAR GIRL

Widząc takie statystyki większość z nas zacznie przecierać oczy ze zdumienia: odsetek osób chorujących w Szwecji na raka płuca jest o ponad 40 proc. niższy niż europejska średnia. Podobnie niższy jest wskaźnik śmiertelności w wyniku tej choroby. W czym tkwi szwedzki sekret?

REKLAMA

Nie chodzi bynajmniej o predyspozycje genetyczne czy też tajemniczy, niedostępny w innych krajach lek. Szwedzi są po prostu konsekwentni: 15 lat temu zdecydowali, że zrobią wszystko, co tylko można, aby ograniczyć odsetek palaczy w swoim kraju. I słowa dotrzymali. 

Czy jednak tych samych obietnic nie skalda każdy niemal resort zdrowia w każdym europejskim kraju? Owszem. Problem w tym, że większość z nich popełnia najgorszy z możliwych błędów: na okrągło wdraża te same strategie, za każdym razem oczekując innych rezultatów. 

Sukces szwedzkiej służby zdrowia polega więc na tym, że w pewnym momencie postanowiła wyłamać się ze schematu pod tytułem: palenie trzeba rzucić raz, a dobrze. W zamian zaoferowali palaczom furtkę pod tytułem: strategia redukcji szkód. 

O tym jak wyglądała szwedzka droga do społeczeństwa bez dymu papierosowego dyskutowano niedawno w Warszawie: 21 czerwca w hotelu Intercontinental, równolegle do Światowego Forum Nikotynowego, odbyła się debata ekspercka na ten temat.

Rekordowo niski odsetek palaczy w Szwecji 

Uzależnieni od papierosów Szwedzi otrzymali więc szeroki dostęp do produktów o porównywalnej z papierosami zawartości nikotyny, ale o mniej szkodliwym, w stosunku do nich, sposobie dostarczania uzależniającej substancji do organizmu. 

Szwedzcy palacze byli więc aktywnie zachęcani do przechodzenia na alternatywy takie jak vaping i saszetki doustne. Co ważne, tego typu podejście nie było w żaden sposób piętnowane - wręcz przeciwnie, zyskało społeczną aprobatę. Istotną rolę gra również cena: zarówno saszetki, jak i e-papierosy są w Szwecji przystępne cenowo, dzięki czemu każdy palacz ma możliwość skorzystania z tego rodzaju wsparcia. 

Wychodząc ze słusznego, jak się okazuje, założenia, że nikotyna sama w sobie nie zabija - zabijają substancje smoliste wytwarzane w procesie spalania tytoniu, Szwecja na przestrzeni ostatnich 15 lat zeszła z 15 proc. palaczy w społeczeństwie do 5,6 proc. 

Wszystko wskazuje na to, że już za chwilę wskaźnik ten spadnie jeszcze bardziej - poniżej 5 proc., co będzie oznaczało, że Szwecja, według obecnych wytycznych WHO, stanie się krajem wolnym od dymu tytoniowego. 

Co oznacza brak dymu tytoniowego?

Wyrugowanie papierosów z życia społecznego ma daleko idące konsekwencje, główne zdrowotne. Z raportu stworzonego na potrzeby kampanii “Smoke Free Sweden” wynika, że gdyby cała Europa, w tym samym czasie co Szwecja, wdrożyłaby podobne kroki, losy ogromnej liczby osób potoczyłyby się diametralnie inaczej. 

W raporcie czytamy, że “stosując redukcję szkód, w latach 2000-2019, można by uniknąć 2,9 miliona zgonów. (...) Analizując dane z 12 krajów, najwięcej żyć mogło zostać uratowanych w Wielkiej Brytanii (680,000).

Autorzy raportu apelują do WHO o zmianę podejścia w walce z epidemią palenia. W myśl obecnych wytycznych organizacji, kraje-sygnatariusze Ramowej Konwencji o Ograniczeniu Użycia Tytoniu, nie są zobowiązani do wdrażania na szeroką skalę metod, które sprawdziły się w Szwecji. 

- Powinno to [wyniki raportu - red.] stanowić jasny apel do WHO i organizacji zdrowia publicznego na całym świecie o pochylenie się nad zastosowanymi w Szwecji strategiami redukcji szkód i ich wdrożenie. Strategie te mogą potencjalnie uratować miliony istnień ludzkich i znacznie ograniczyć obciążenie chorobami związanymi z paleniem tytoniu na całym świecie - przekonywał dr Delon Human, jeden z autorów raportu zleconego przez “Smoke Free Sweden”.