
Wraca temat kar za nieodwoływanie wizyt u lekarza na NFZ. To prawdziwa plaga, bo na umówione wizyty nie przychodzi nawet 1/3 pacjentów, blokując miejsce innym. A kolejki do lekarzy rosną. Do Sejmu trafiła petycja w tej sprawie.
Do Sejmu trafiła niedawno petycja, której autor proponuje wprowadzenie srogich kar za nieodwoływanie wizyt u lekarza na NFZ, aby powstrzymać to zjawisko.
Jak uzasadnia, chodzi o "usunięcie jednej z patologii w ochronie zdrowia polegającej na masowym nierealizowaniu zamówionych wizyt lekarskich, co m.in. może powodować zagrożenie życia i zdrowia wielu osób, które w związku z niedostępnością terminów wizyt nie mogły skorzystać z konsultacji medycznej i objęcia leczeniem".
Przywołuje dane z warszawskiego ratusza o ponad 35 tys. terminach niewykorzystanych w przychodniach przyszpitalnych oraz kolejnych blisko 260 tys. nieodwołanych wizytach w miejskich przychodniach na terenie całej Warszawy.
W sumie w 2022 r. pacjenci nie skorzystali więc z blisko 300 tys. wizyt. Sami nie skorzystali, ale też nie odwołali wizyty wcześniej, aby mogli skorzystać z danego terminu kolejni pacjenci.
Autor petycji zarzuca posłom niedostrzeganie problemu i przypomina, że mają inicjatywę ustawodawczą, więc mogą i powinni opracować i uchwalić przepisy, które ukrócą ten proceder. "Czas wziąć się do roboty i wyeliminować jedną z patologii, a przecież jest ich dużo więcej" - czytamy w petycji.
Jakie kary za nieodwołaną wizytę?
Autor petycji proponuje też gotowe rozwiązania, które mogłyby powstrzymać tych pacjentów, którzy nie odwołują wizyt, na które nie przychodzą. Chodzi o kary na tyle dotkliwe, aby ograniczyć to zjawisko, którego wielkość może zaskakiwać.
Zwykle myślisz sobie, że przecież nic takiego się nie stało, skoro nie przyszedłeś na jedną wizytę. Takich nieodwołanych wizyt są jednak w skali roku miliony.
Dane NFZ opublikowane w 2020 r., a dotyczące 2019 r. pokazały, że zjawisko to sięga 17 mln wizyt. Tyle konsultacji lekarskich przepadło, bo wcześniej umówieni pacjenci nie stawili się na nie.
W dokumencie znalazła się więc propozycja aż pięciu wariantów rozwiązania problemu.
Po pierwsze, karą za niezrealizowanie i nieodwołanie dwóch wizyt mogłaby być nałożona na rok konieczność umawiania się na wizyty w ramach poradni POZ wyłącznie osobiście.
Inny - bardziej surowy wariant - zakłada zaś, że pacjent będzie traktowany jak nieobjęty powszechnym ubezpieczeniem zdrowotnym przez rok. W efekcie za wszystkie badania, wizyty i leczenie musiałby płacić z własnej kieszeni.
Z kolei łagodniejszy wariant przewiduje pisemne pouczenie z NFZ "o zasadach współżycia społecznego oraz skutkach, jakie wywołała lub mogła wywołać niedostępność zamówionej wizyty dla innych pacjentów i kosztach finansowych z tego wynikających".
Jeszcze inny wariant mówi o wpisywaniu do Krajowego Rejestru Długów tych pacjentów, którzy nie stawią się na umówioną wizytę dwa razy w ciągu roku. W KRD mieliby widnieć przez rok, jako tzw. fikcja zadłużenia. To utrudniłoby im zaciąganie kredytów czy zrobienie zakupów na raty.
Ułatwić odwoływanie wizyt
Autor petycji proponuje ponadto, aby NFZ uruchomił "telefony i środki komunikacji elektronicznej do odwoływania wizyt, na wypadek, gdy pacjent nie może tego uczynić u świadczeniodawcy (najczęściej nie może się dodzwonić)".
Ten wariant mógłby znacznie wpłynąć na ograniczenie liczby nieodwołanych wizyt. Ilekroć wraca dyskusja na ten temat, to właśnie problemy z dodzwonieniem się do przychodni są wskazywane przez pacjentów jako główna przyczyna nieodwoływania wizyt.
"Kilka razy zdarzyło mi się nie być na wizycie u lekarza, chciałam odwołać, lecz nie można było dodzwonić się do poradni, nikt nie odbierał telefonów lub był zajęty" - takich komentarzy pełno w sieci pod informacjami o nieodwoływaniu wizyt.
Przedwyborczy czas nie sprzyja restrykcjom
Petycja czeka w kolejce na rozpatrzenie przez sejmową komisję ds. petycji. Nietrudno się jednak domyślić, że nie jest to najlepszy czas na takie propozycje, bo na jesieni planowane są wybory parlamentarne. Wszelkie restrykcje mogłyby nie być mile widziane przez potencjalnych wyborców.
Także szef resortu zdrowia odniósł się klarownie do propozycji karania pacjentów nieodwołujących wizyty. Dla niego, jak tłumaczył "Faktowi", to rozwiązanie nieakceptowalne.
– Jest tyle do poprawy z punktu widzenia organizacji i sposobu funkcjonowania systemu opieki medycznej, że przerzucanie części tego ciężaru odpowiedzialności za ograniczoną dostępność, chociażby do specjalistów na pacjentów, absolutnie jest nieakceptowalne – stwierdził Adam Niedzielski, który w najnowszych wyborach również zamierza kandydować do Sejmu.
Jeżeli jednak nie kary, to ułatwienie odwoływania wizyt z pewnością poprawiłoby znacznie sytuację. W systemie publicznym nadal brakuje bowiem takich narzędzi, aby odwoływanie wizyt stało się powszechne.
Prywatny sektor działa
Inaczej do sprawy podchodzą właściciele prywatnych gabinetów i przychodni, szukając rozwiązań, aby wizyty się "nie marnowały". Prywatne placówki kilka miesięcy temu zainicjowały kampanię społeczną #ODWOLUJE #NIEBLOKUJE.
Uświadamiają pacjentów, że anulowanie konsultacji lekarskiej z wyprzedzeniem daje możliwość wykorzystania takiej wizyty przez drugiego człowieka, który może być w ogromnej potrzebie. Kiedyś to my możemy znaleźć się w takiej sytuacji.
Sami sięgają też po różne rozwiązania, aby zdyscyplinować swoich pacjentów. Najprostszym i dość skutecznym jest przypominanie o wizytach SMS-em lub telefonicznie. W ten sam sposób pacjent może od razu potwierdzić lub odwołać wizytę.
Komercyjne placówki niekiedy sięgają też po restrykcje i kary wobec tych, którzy notorycznie nie odwołują takich wizyt, a tym samym narażają innych pacjentów na dłuższe czekanie, a firmę na realne straty, bo lekarzowi i tak trzeba zapłacić za czas, jaki zarezerwował na wizyty.
Tacy pacjenci np. dostają powiadomienia "na czerwono", że nie odwołali wizyty lub ostrzeżenie, że kolejnym razem zostaną obciążeni karą finansową, czyli częścią kosztów takiej wizyty.
