Isaac Hernández (Fernando) i Jessica Chastain (Jennifer) w filmie "Dreams".
Isaac Hernández (Fernando) i Jessica Chastain (Jennifer) w filmie "Dreams". BestFilm.com/Fot. Yves Cape

Polski hydraulik i francuska prawniczka? Ta miłość może się udać – uważa socjolożka Dorota Peretiatkowicz. "Dreams” można oglądać jako thriller i romans bogatej Amerykanki z dużo młodszym, nielegalnym, meksykańskim emigrantem. Albo wybrać się do kina ze znajomymi, by po seansie dyskutować o tym, czy wierzycie w związek, gdy ludzi dzieli przepaść wieku, klasowa czy różni polityczny światopogląd.

REKLAMA

Słowo "mezalians" nie dość, że brzmi archaicznie, jakby wyjęte z powieści dla pensjonarek sprzed ponad 100 lat, np. "Trędowatej" Heleny Mniszkówny, to jeszcze wygląda na to, że faktycznie jest passe. A ci, którzy kurczowo trzymają się teorii, że tylko związki ludzi pochodzących z tych samych klas społecznych mają sens, powinni posłuchać tego, co na temat szans powodzenia relacji pary głównych bohaterów filmu "Dreams" mówi socjolożka Dorota Peretiatkowicz, połowa duetu socjolozki.pl

Różnica wieku w związku. Kobieta traci, gdy jest ze starszym mężczyzną?

"Dreams" można oglądać tylko jako film o miłości i tego, jak może być destrukcyjna, ale także jako głos w kwestii nierówności społecznych. Film w reż. Michela Franco, pokazuje bowiem relację Jennifer, bogatej Amerykanki (Jessica Chastain), która wchodzi w romans z Fernando (Isaac Hernández) młodym, meksykańskim tancerzem. (Mężczyzna razem z innymi rodakami został nielegalnie przemycony z Meksyku przez granicę z USA w ciężarówce, która została potem porzucona na poboczu).

Czy ten związek może się udać? A jeśli to tylko romans, to kto tu kogo wykorzystuje? Czy tancerz wpływową kobietę, która zajmuje się działalnością charytatywną, bo chce, by pomogła mu rozwinąć artystyczną karierę? A może to kobieta wykorzystuje 20 lat młodszego chłopaka, traktując niczym erotyczną zabawkę, którą się znudzi?

– 50-letnia kobieta i 25-letni facet? Nasze społeczeństwo robi „bul, bul, bul, bul!”. Wielu taki związek oburza, bo wciąż uważają, że kobieta w tym wieku powinna już tylko pracować w ogródku albo zajmować jogą, tudzież wnukami czy szydełkowaniem – tak socjolożka Dorota Peretiatkowicz, komentuje emocje, jakie wzbudza "Dreams".

Media chętnie pokazują dziś związki starszych kobiet z młodszymi mężczyznami. Wbrew stereotypom, że to ona jest zwykle młodsza od niego. Takich par jest dziś coraz więcej.

– Jest to związane z długością życia, która zdecydowanie wzrosła. I wobec tego możliwości, które mamy w wieku lat 50 lat i to, co widzimy na horyzoncie, bardzo się zmieniło. Kobiety zaczynają się realizować na wielu płaszczyznach, również na płaszczyźnie seksualnej – mówi socjolożka o parach takich, jak ta, którą widzimy w "Dreams".

Jak to się skończy w filmie? Nie będziemy spojlerować. Zastanówmy się, jak mogłoby skończyć w realnym życiu. Socjolozka Dorota Peretiatkowicz przekonuje, że równie dobrze mogą udać się te związki, w których to on jest starszy, jak i te, w których kobieta wiąże się z dużo młodszym mężczyzną. Statystycznie najtrwalsze są jednak relacje, w których różnica wieku między partnerami nie przekracza 10 lat. A jeśli mężczyzna jest starszy, np. aż o 29? Po latach to kobieta zwykle traci na takim związku, choć na początku może uważać, że zyskuje, bo np. partner jest majętny, ma kontakty i może pomóc kobiecie na starcie kariery.

– Badania pokazują, że w parach, w których różnica wieku jest większa niż 10 lat między partnerami, a związek przetrwa wiele lat, to kobieta, jeśli jest młodsza, zacznie tracić. Prędzej czy później musi opiekować się partnerem, który zaczyna się starzeć. Ma więc mniej czasu wolnego i jest zmuszona z pewnych rzeczy zrezygnować, choćby z takich, które kiedyś para robiła razem, np. z uprawiania sportu – mówi Dorota Peretiatkowicz.

– W związkach krótkoterminowych nie ma to znaczenia, bo wciąż jest w nich jakaś wymiana i np. jedna strona daje urodę, a druga pieniądze, albo jedna kompetencje społeczne, a druga pieniądze, albo jest autorytetem w jakiejś dziedzinie i to wnosi – dodaje socjolożka.

– Oczywiście, nie oznacza to, że mężczyzna daje pieniądze, a kobieta urodę. Może być odwrotnie. Dawniej mniej było takich związków kobiet z młodszymi mężczyznami, ewentualnie były to związki "na boku". Kobiety miały dużo mniejsze możliwości, z tego powodu, że były zamknięte w domu. A jak wyszły z domów, weszły na rynek pracy, to zdobyły niezależność. Dla wielu ludzi ta zamiana stereotypowych ról jest szokująca i oburzająca – mówi Dorota Peretiatkowicz.

Brak wykształcenia i angielskiego. Miłość to nie praca, CV może być "ubogie”

Podobnie, jak w przypadku różnicy wieku, gdzie większą szansę mają związki, w których nie przekracza ona 10 lat, statystycznie trwalsze są te, w których ludzie mają podobny kapitał kulturowy.

Socjolożka Dorota Peretiatkowicz przekonuje jednak, że to, co stereotypowo bierzemy za mezalians, wcale nim być nie musi. I że jeśli chodzi o "Dreams", taka relacja, w której, jak się na pozór wydaje, ludzi dzieli przepaść, może mieć sens. W dodatku, to nie ten, który wydaje się na łasce drugiego, jest tu na przegranej pozycji? 

– Nawet jeśli związek nie był na początku oparty na wspólnym kapitale kulturowym i społecznym, ale na pożądaniu, to w trakcie jego trwania ludzie się zmieniają. Rodzą się dzieci, pojawiają się wspólne zainteresowania, wspólnota interesów. A gdy para była jeszcze we dwójkę, jedno mogło wnieść do związku np. swoich znajomych, a drugie – wykształcenie czy wyższy poziom życia. I to było na tyle kompatybilne, że różnice traciły na znaczeniu. Związki, które na początku wydają się kompletnie niedobrane, np. wiekowo, owszem, punkt wyjście mają trudniejszy, ale przecież ewoluują. Ludzie aspirują i dążą do czegoś, zmieniają się – moment dojścia może być zupełnie inny niż punkt wyjścia związku – tłumaczy socjolożka.

–  Oczywiście, jeśli jedna osoba czyta książki i chce je z partnerem czy partnerką przegadać, a druga osoba nic nie czyta, tylko ogląda kino rozrywkowe, to takiej parze na dłuższą metę będzie ciężko się porozumieć. Kapitał kulturowy, która jedna osoba wnosi do związku, a druga go nie ma i nie chce tego zmienić, jest trudny do przeskoczenia – dodaje. I przekonuje, że z kapitałem społecznym i ekonomicznym jest już nieco inaczej. A w parze, w której jedna osoba jest bogata, a druga biedna, to nie ta pierwsza zawsze musi mieć przewagę. 

20 lat temu o przystojnym "polskim hydrauliku" z plakatu mówiła Polska i Francja. To Polska Organizacja Turystyczna stworzyła reklamę, którą zamieściła we francuskich portalach internetowych, by zachęcać Francuzów do przyjazdów do Polski. Na plakacie znalazło się hasło: "Je reste en Pologne, venez nombreux", czyli: "Zostaję w Polsce, przyjeżdżajcie licznie". Czy związek przystojnego hydraulika i bogatej, paryskiej, albo skandynawskiej prawniczki może się udać? Wiele osób może w to powątpiewać i uważać, że fantasmagorie rodem to z Harlequina.

Dorota Peretiatkowicz mówi, że są przecież zawody, w których bardziej liczy się to, że ktoś ma fach w ręce, a nie to, czy biegle zna kilka języków, albo chociaż tylko angielski. I jest tak nawet wtedy, gdy ktoś pracuje za granicą.

Polski hydraulik czy elektryk na emigracji – we Francji czy w Norwegii, może poznać wykształconą, ale bardzo samotną kobietę, np. z rodziny prawników od wielu pokoleń. W dodatku z rodziny, w której relacje są poprawne, ale panuje chłód emocjonalny. Jeśli taka kobieta, która jest pozbawiona również przyjaciół, spotyka przystojnego mężczyznę po zawodówce, który jest serdeczny, spontaniczny, towarzyski i ma mnóstwo znajomych, energii i odwagę, która jest przecież potrzebna, by odnaleźć się za granicą bez znajomości języka, może stworzyć z nim związek, który będzie oparty nie tylko na namiętności. 

– Ten mężczyzna potrafił zbudować wokół siebie społeczność. Może się okazać, że kapitał społeczny, który wniósł do związku jest dla tej kobiety dużo więcej warty niż wykształcenie i pieniądze, które ona wnosi – mówi socjolożka Dorota Peretiatkowicz.

"Miłość nie istnieje"? Socjolożka Dorota Peretiatkowicz polemizuje z Tomaszem Szlendakiem

A żeby nie było wątpliwości, że to nie jest tylko teoretyzowanie, odnosi się do pary z "Dreams". Nie uważa wcale, że główna bohaterka jest na wygranej pozycji. Przekonuje, że owszem, Jennifer ma pieniądze, ale nie może odnaleźć się np. wśród przyjaciół Fernando, bo przez pół roku nie potrafiła nauczyć się hiszpańskiego.

Socjolożka nie ma wątpliwości, że to właśnie Fernando jest osobą, która poradzi sobie w każdej sytuacji, bo ma talent i jest świetny w swoim fachu – tańcu, a Jennifer nie ma nic, oprócz pieniędzy, zresztą nie swoich, tylko ojca, więc nie wiadomo, czy w ogóle potrafiłaby je sama zarobić, gdyby została ich pozbawiona.

Podobnie o związkach, które pozornie wydają się tzw. mezaliansem, mówi w rozmowie z naTemat.pl Magdalena Chorzewska: – Z psychologicznego punktu widzenia, ludzie nie dobierają się według statusu, tylko według tego, kto reguluje ich emocje lub z kim czują się dobrze i kto zaspokaja ich potrzeby, których nie zaspokajała środowisko, z którego pochodzą. To, co z zewnątrz wygląda jak mezalians, bywa relacją bardzo karmiącą – zwłaszcza dla osób, które całe życie funkcjonowały w trybie osiągnięć, a nie bliskości.

A socjolożka przekonuje, że zawsze były jakieś grupy społeczne ustalały normy i próbowały kontrolować pary, by tych norm nie przekraczały. Kiedyś dotyczyło to kategorii finansowych – chodziło o to, by ktoś nie żenił się czy nie wychodził za mąż za biedniejszego od siebie. Dziś część osób za niestosowny uważa związek starszej kobiety z dużo młodszym mężczyzną. Normy społeczne się zmieniają, ale zawsze część osób jest mniej elastyczna i to ci są najdłużej zszokowani i coś, co dla innych może być po prostu miłością i udanym związkiem, dla nich wciąż pozostanie mezaliansem.

Psycholożka Magdalena Chorzewska dodaje, że związek, który społeczeństwo uzna za mezalians, dla wielu może być kuszący. – Przyczyną wejścia w taki związek może być chęć wyłamania się z pewnego wzorca czy schematu. Chęć podjęcia własnej decyzji, wyzwolenia się i odrzucenia mitów i przekazów rodzinnych – mówi.

Niedawno na rynku ukazała się książka "Miłość nie istnieje" Tomasza Szlendaka, w której socjolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu przekonuje, że kobiety są dziś dużo lepiej wykształcone niż mężczyźni i nie chcą mezaliansu, więc nie są zainteresowane takimi partnerami, przez co coraz więcej mężczyzn jest i będzie singlami.

Socjolożka Dorota Peretiatkowicz polemizuje z tą teorią. A raczej o to, że z tym, że wyższe wykształcenie w Polsce jest symbolem statusu i kapitału kulturowego.

– Osoba z wyższym wykształceniem nie zawsze ma wysoki kapitał kulturowy. W Polsce to złudne – mówi socjolożka, mając na myśli poziom nauczania, jaki oferuje studentom wiele uczelni. I rzeczywiście, wystarczy przypomnieć sobie, z iloma aferami mieliśmy do czynienia w ostatnich latach, gdy okazywało się, że za dyplomem jakiejś uczelni nie kryje się właściwie żadna wiedza absolwentów, bo można go kupić niczym podrobiony certyfikat na Allegro, który rzekomo potwierdza, że jego właściciel jest magistrem.

Małżeństwa z dużą różnicą wieku dziwią niektórych w XXI w. A już w średniowieczu nie były tabu

Wróćmy jeszcze na chwilę do związków z dużą różnicą wieku, w których to mężczyzna jest tym młodszym. Nie są one wymysłem czasów kapitalizmu czy efektem emancypacji kobiet. – Takiem związku były czymś oczywistym np. średniowieczu i gdy umierał majster, by nie stracić warsztatu, wdowa wychodziła za mąż za młodego czeladnika. Mówienie, że małżeństwo kobiety z dużo młodszym mężczyzną jest czymś nowym, to odwoływanie się do przeszłości, której nigdy nie było – mówi socjolożka. 

Jeśli więc jesteś kobietą i kuci cię związek z młodszym mężczyzną, albo jesteś mężczyzną i zakochujesz się w starszej kobiecie, zamiast myśleć, że oto właśnie przełamujecie straszne tabu, przypomnijcie sobie szkolne lektury. Powieści XIX-wieczne pełne są wątków, w których panienka z tzw. dobrego domu czy szlachcianka romansuje z parobkiem, ogrodnikiem czy koniuszym. A nawet się w nim z wzajemnością zakochuje. Dziś, w dobie mediów społecznościowych i paparazzi trudniej się z takim związkiem ukryć. A zresztą, kto by w ogóle chciał się dziś ukrywać? Jak mówi stare przysłowie: "Nieważne, co mówią, ważne, że mówią!" (Albo piszą!).