Polska premiera filmu "Diabeł ubiera się u prady 2" będzie 1 maja 2026 r. Styl zarządzania, jaki 20 lat temu oglądalismy w wykonaniu Mirandy (w tej roli Meryl Streep), dziś byłyby uznane za mobbing.
Polska premiera filmu "Diabeł ubiera się u prady 2" będzie 1 maja 2026 r. Styl zarządzania, jaki 20 lat temu oglądalismy w wykonaniu Mirandy (w tej roli Meryl Streep), dziś byłyby uznane za mobbing. Fot. kadr z "Diabeł ubiera się u Prady 2". Montaż: naTemat.pl

Zwiastun filmu "Diabeł ubiera się u Prady 2" w zaledwie osiem godzin wyświetliło 2,5 mln osób. Wygląda na to, że minęło 20 lat, a Miranda grana przez Meryl Streep jest w dawnej "formie". Przemocowe szefowe są już głównie w kinie czy wciąż mają się dobrze w realu? Pytamy Annę Makowską, prezeskę Krajowego Stowarzyszenia Antymobbingowego.

REKLAMA

"Diabeł ubiera się u Prady 2 – kontynuacja światowego hitu z 2006 roku trafi do polskich kin 1 maja, ale już budzi olbrzymie emocje. Znów zobaczymy Meryl Streep jako Mirandę Priestly i Anne Hathaway w roli Andy Sachs. Tylko że tym razem zmienia się układ sił. Andy wraca do redakcji "Runway" w specyficznym momencie – Miranda ma problem z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości medialnej, gdy sprzedaż papierowych magazynów dramatycznie spada. I to właśnie od Andy może zależeć los "Runway" i Mirandy.

Zwiastun uruchomił falę nostalgii, ale i pytania o to, czy relacje w pracy, pokazane w kultowej pierwszej części filmu, dziś byłyby jeszcze możliwe? Bo w krótkiej scenie, która trafiła do sieci, widzimy, że Miranda raczej się nie zmieniła – udaje, że nie poznaje Andy, dawnej asystentki. Znów próbuje potraktować ją przedmiotowo. O to, czy mobbing w pracy wciąż ma się dobrze, choćby ten "w białych rękawiczkach" i o tym, czy różni się w wykonaniu kobiet i mężczyzn, rozmawiamy z Anną Makowską, prezeską Krajowego Stowarzyszenia Antymobbingowego.

Pierwsza część "Diabła ubierającego się u Prady" pokazywała szefową z piekła rodem. 20 lat temu widzów śmieszyły sceny, w których Miranda upokarza podwładnych. A panią?

Anna Makowska, prezeska Krajowego Stowarzyszenia Antymobbingowego: Mnie to nie śmieszyło, nawet wtedy, choć była to inna epoka, jeśli chodzi o kulturę zarządzania. Jako osoba, która już wtedy zajmowała się mobbingiem, wiedziałam, jak bardzo jest ona traumatycznym przeżyciem.

Film odebrałam bardzo negatywnie i pamiętam, że nawet miałam problem z obejrzeniem go do końca. Dla ludzi, którzy nie doznali mobbingu, zachowania Mirandy mogą być zabawne. Dla tych, którzy przeżyli mobbing – straszne.

Widzę to nawet dziś na szkoleniach, które prowadzę w korporacjach. Dla osób, które nie doświadczyły mobbingu, moje szkolenia to kolejne korporacyjne warsztaty do "zaliczenia". Ludzie mają do nich neutralny stosunek.

A gdy w grupie są osoby, które przeżyły mobbing, te zajęcie otwierają w nich bardzo trudne emocje – niektórzy nawet w ich trakcie płaczą.

Dla ludzi, którzy doświadczyli przemocowego stylu zarządzania, choćby w formie agresji słownej, oglądanie scen, w których Miranda szydzi z podwładnych, także z ich tuszy, co jak wiemy, może wpędzić kobiety w zaburzenia odżywiania, np. w anoreksję, są niezwykle trudne. Też nie mogłam patrzeć na to, jak Miranda upokarza Andę – miłą, skromną, zdolną i pracowitą, młodą asystentkę.

A takie zachowania Mirandy, jak w filmie "Diabeł ubiera się u Prady", dziś byłoby możliwe? 

W krajach zachodnich – coraz rzadziej, bo mobbing jest tam już realnie ścigany. W Polsce wciąż słyszę o podobnych relacjach w korporacjach – presja, wyścig szczurów, subtelne formy przemocy psychicznej, jakie stosują szefowie wobec podwładnych.

To już nie jest krzyk i jawna agresja, jak w latach 90., częściej "tylko" aluzje, sygnały i gesty, w których intencjonalną przemoc wyczuwa tylko osoba, do której jest ona skierowana. Mobber potrafi znaleźć czuły punkt danej osoby i właśnie w niego uderzyć, łamiąc psychikę ofiary. A trauma u takiej osoby często zostaje już na całe życie. I potem taka osoba zmaga się z nią latami – sama albo z pomocą psychologów.

W filmie Miranda jest dumna z tego, że jest wobec podwładnych okrutna. To częste wśród mobberów, niezależnie od płci?

Bardzo częste. Są ludzie, którzy są dumni ze swojej brutalności. Tylko gdy są przyłapani i grożą im za to konsekwencje, tłumaczą swoje zachowanie charakterem, temperamentem, "przypadkiem". A to nie jest przypadek – to premedytacja.

Ale jeśli chodzi akurat o kobiety – wśród tych na wysokich stanowiskach często spotyka się przypominające Mirandę czy to już rzadki ewenement? Spotka się. A takie zachowania najczęściej przejawiają kobiety, których droga kariery nie była klarowna, oparta na jasnych zasadach – nie zostały one np. wyłonione w drodze konkursu. Najczęściej awansowały wewnątrz firmy i to w nie do końca transparentny sposób.

Taki awans powoduje, że osoba, która go dostaje, chce, by wszyscy, którzy byli tej drogi świadkami, teraz jej "zeszli z drogi". I niestety, kobiety w korporacjach potrafią zachowywać się bardzo źle np. wobec koleżanek, z którymi wcześniej pracowały na równorzędnych stanowiskach i dla których nie były autorytetem. Próbują je wyeliminować. Nowoprzyjętych pracowników, którzy nie znają ścieżki kariery, łatwiej jest "ustawić".

Mobbing w wydaniu mężczyzn jest inny?

Mężczyźni oczywiście stosują podobne zachowania, ale kobiety częściej bywają bardziej wyrafinowane. U mężczyzn agresja ma formę prostszą i bardziej bezpośrednią, są to na przykład groźby zwolnienia. Kobiety częściej starają się, by ich działania mobberskie były subtelne, zakamuflowane, trudniejsze do uchwycenia. I kobiety potrafią silniej oddziaływać na psychikę, zwłaszcza innych kobiet, bo lepiej ją znają.

A jak to wygląda w statystykach? Statystycznie rozkłada się mniej więcej po równo – sprawcami przemocy, a także jej ofiarami są zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Jestem jednak bardzo ostrożna z podawaniem danych. Problem z nimi polega na tym, że w Polsce brakuje rzetelnych, aktualnych badań. Przedsiębiorcy nie są nimi zainteresowani, a temat mobbingu nie jest regularnie i rzetelnie zgłębiany. Istnieją wprawdzie pojedyncze publikacje, ale zwykle bazują na relacjach osób, które chciały opowiedzieć o swoim doświadczeniu. To głównie głos ofiar i jedynie tych, które chciały mówić. A kobiety są skłonne częściej o tym mówić.

W świecie mody coś się zmieniło? W "Top Model" uwagi jury pod adresem kandydatek można uznać za przemocowe. A to program kręcony współcześnie.

Oczywiście, że przemocowe zachowania wciąż istnieją w świecie mody. Mówi się, że modelki mają mieć charyzmę i że jest ona premiowana, a nie tylko wygląd. To piękna teoria, bo prawda jest taka, że rywalizacja w świecie mody powoduje ogromną presję psychiczną. Gdy rozmawiam z modelkami, mówią, że wciąż godzą się na rzeczy, na które w innych zawodach kobiety już by się nie zgodziły. Są obrażane, traktowane przedmiotowo, nadal jak "żywe manekiny". Nieważne, że szpilki wbijają im się w stopy tak, że krwawią – kobieta słyszy: "masz w tym wyjść" i idzie po wybiegu.

Modelki, podobnie jak wiele osób w innych branżach, godzą się na złe traktowanie, bo mają świadomość, że ich kariera jest krótka. Uznają więc mobbing za cenę wpisaną w ten zawód. I to jest najbardziej przerażające. 

A wracając do programów typu "Top Model" – widzimy, jak dziewczyny są w nich wyszydzane, a gdy nie chcą pozować do sesji nago, słyszą, że ciało to ich narzędzie pracy.

Podobnie bywa w środowiskach teatralnych i filmowych. Ciało jest narzędziem pracy, ale aktorce czy aktorowi może być trudno wyczuć, czy tzw. scena rozbierana jest uzasadniona i wzmacnia artystyczny wyraz, czy nagie ciało ma być tylko wabikiem dla widza. Tym bardziej że po montażu coś, co na planie wyglądało na uzasadnione, może już wyglądać inaczej.

Tak, w filmie bywa podobnie – są sceny, w których nagość jest uzasadniona, ale bywa też tak, że chodzi jedynie epatowaniu golizną. A nawet jeśli rozebranie się jest wizją reżyserską, nie każdy aktor (podobnie jak modelka), musi chcieć budować wizerunek akurat na tym.

A kiedy mówimy o mobbingu? Czy dziś, ze względu na większą świadomość przemocowych zachowań, ludzie potrafią go rozpoznać, czy może skłonni są skłonni w każdym niemiłym komentarzu doszukiwać się mobbingu?

Nie każda krytyczna uwaga nim jest. Mobbing ma kilka bardzo charakterystycznych cech. Po pierwsze: zwykle jest ukierunkowany na jedną lub dwie osoby, które są przez mobbera systematycznie niszczone. Po drugie: mobber dąży do podzielenia społeczności w pracy –na "swoich" i "obcych", czyli tych, którzy są w jego łaskach i tych, którzy są w niełaskach. Po trzecie: mobber "zarządza" nie tylko przez zastraszanie, ale i przez rozsiewanie plotek, pomówień, wysuwanie oskarżeń, które mają jeden cel – odebrać ofierze wiarygodność.

A do tego mobber zwykle przypisuje sobie sukcesy zespołu, a porażki zrzuca na innych. W rozmowach z przełożonymi przedstawia się jako niezastąpiony i przywłaszcza sobie cudze pomysły, a jednocześnie oczernia innych. A że prowadzi je w "w cztery oczy", wszystko odbywa się "w białych rękawiczkach".

Ofiara żyje w nieświadomości.

Tak, bo nie ma świadków tych rozmów. To są choćby takie sytuacje, gdy mobber przestawia prezesowi jakiś projekt, a przy okazji, np. już wychodząc, wtrąci coś teoretycznie niezwiązanego z tematem, np.: "Ech, mam w zespole takiego Iksińskiego, mówię ci, kosmos!", albo: "Znowu z tym Iksińskim problemy, nie mam już do niego siły!".

I gdy wreszcie, po długim czasie, osoba doświadczająca mobbingu – wspomniany Iksiński postanawia zareagować i zgłosić mobbing, staje w drzwiach gabinetu prezesa i przedstawia się: "Jestem Iskiński…", bo jest pewien, że prezes nie ma pojęcia o jego istnieniu. A w głowie prezesa zapala się "czerwona lampka": "A, to ten Iksiński! Nieudacznik, z którym są same problemy!".

I prezes już Iksińskiemu nie uwierzy?

Iksiński zostanie raczej zwolniony albo sam odejdzie, bo nie wytrzyma psychicznie. I będzie szukać pracy, ale może mieć problem z tym, by ją znaleźć. W wielu branżach na wysokich szczeblach obowiązuje zasada: "ręka rękę myje".

Pracodawcy podpytują się nawzajem o byłych pracowników. Ktoś np. dostaje CV i widzi, że osoba, która startuje w rekrutacji, pracowała w firmie, którą kieruje znajomy. Dzwoni więc do niego i pyta: "Słuchaj, pracował u ciebie Iskiński, właśnie stara się u nas na stanowisko Y". I słyszy: "A, daj spokój…!". I to wystarczy, by zablokować komuś karierę. Pracodawcy mają dziś zakaz informowania o powodach czyjegoś odejścia z pracy czy jego zwolnienia. Nie mogą udzielać tak szczegółowych informacji o byłych pracownikach, ale znów wszystko dzieje się w "białych rękawiczkach". Gdyby nawet doszło do konfrontacji, ktoś może się wyprzeć, że sugerował, by nie zatrudniać konkretnej osoby. Przecież powiedział tylko: "A, daj spokój!", więc może zarzekać się, że chodziło jedynie o to, by rozmówca dał sobie spokój z wypytywaniem o czyichś byłych pracowników, bo to nieetyczne.

To co można zrobić z mobbingiem?

Dopóki państwo polskie nie pochyli się nad tym problemem wystarczająco, czyli tak, by mobberzy byli często i realnie karani, osoby przemocowe nie będą czuły potrzeby zmiany. Nie chodzi o to, by na mobberów nakładać np. wysokie kary finansowe. Wielu z nic sobie z tego nie będzie robić. Chciałabym, żeby mobberzy byli obowiązkowo leczeni – tak, jak osoby z agresją fizyczną. Bo mobbing to też agresja, tylko psychiczna.

* Anna Makowska jest prezeską Krajowego Stowarzyszenia Antymobbingowego od ponad 20 lat. Ekspertką w zakresie profilaktyki antymobbingowej, szkoli też z tej tematyki menadżerów i pracowników korporacji niższego szczebla. Jest absolwentką m.in. politologii i zarządzania.