
O rzucaniu palenia najczęściej mówi się językiem medycyny: rak płuc, zawały, krótsze życie. To ważne argumenty, ale dla wielu palaczy brzmią jak problem z odległej przyszłości. Jest jednak coś znacznie bliższego, bardziej codziennego i często szybciej odczuwalnego: zapach.
Nie chodzi o zapach, który palacz czuje przez chwilę po zaciągnięciu się papierosem. Chodzi o ten drugi – zimny, ciężki, wgryziony w kurtkę, włosy, dłonie, tapicerkę samochodu, przedpokój i pościel. Taki, którego osoba paląca często już nie zauważa, ale inni wychwytują od razu.
Dla wielu palaczy to właśnie on może być pierwszym impulsem do zmiany: ograniczenia papierosów, rzucenia ich albo przejścia na rozwiązania, które nie wiążą się ze spalaniem tytoniu. Bo klasyczny papieros nie kończy się w popielniczce. Idzie z człowiekiem dalej: do windy, biura, na randkę, do łóżka, na spotkanie z klientem, do samochodu, którym zaraz pojedzie ktoś inny.
I czasem zostaje zapamiętany szybciej niż to, co powiedzieliśmy.
Choroby są "kiedyś". Zapach jest teraz
Palacze dobrze znają zdrowotne argumenty przeciwko papierosom. Wiedzą, że podczas spalania tytoniu powstają substancje szkodliwe dla organizmu. Wiedzą, że palenie zwiększa ryzyko wielu chorób. Wiedzą też, że dym papierosowy jest uciążliwy dla osób, które same nie palą.
A mimo to sama wiedza często nie wystarcza. Zwłaszcza gdy ktoś ma 25, 30 albo 40 lat i czuje się zdrowo. Perspektywa poważnej choroby wydaje się wtedy odległa. Łatwo powiedzieć sobie: "jeszcze mam czas", "rzucę po wakacjach".
Z zapachem jest inaczej. Nie trzeba wyobrażać sobie przyszłości. Wystarczy powąchać szalik po jednym wyjściu na papierosa. Wejść do samochodu, którego nie da się szybko przewietrzyć. Sprawdzić dłonie, nawet po myciu rąk. Albo ubranie, które rano było świeże, a po kilku godzinach już zdradza nawyk.
Węch ma dobrą pamięć
Zapachy potrafią wracać z ogromną siłą. Jeden aromat przypomina mieszkanie dziadków, szkolny korytarz, wakacje nad morzem albo konkretną osobę sprzed lat. Papierosy też budują takie skojarzenia.
Czasem sentymentalne, bo komuś dym kojarzy się z dawnymi imprezami albo dziadkiem przy kuchennym stole. Ale dla wielu osób nie ma w tym nic ciepłego. Zapach papierosów kojarzy się z bólem głowy, niewietrzonym mieszkaniem, ubraniami do prania po jednym wieczorze.
Dla palacza to bywa trudne do przyjęcia, bo nałóg oswaja z własnym zapachem. Osoba niepaląca często wie swoje po kilku sekundach.
Palenie zmienia nie tylko to, jak pachniemy dla innych. Może też wpływać na to, jak sami odbieramy zapachy i smaki.
Wiele osób po odstawieniu tradycyjnych papierosów zauważa, że jedzenie smakuje mocniej, kawa pachnie intensywniej, a powietrze w mieszkaniu robi się lżejsze. To drobiazgi, ale przy zmianie nawyków właśnie one potrafią działać najmocniej.
Alternatywy? Dla części palaczy to etap zmiany
Nie każdy palacz potrafi po prostu z dnia na dzień odstawić papierosy. Uzależnienie od nikotyny rzadko poddaje się prostym deklaracjom. Dla części dorosłych palaczy ważnym krokiem bywa ograniczanie palenia, zmiana rytuałów i szukanie rozwiązań, które pozwalają zmniejszyć kontakt z dymem papierosowym.
Na rynku są różne alternatywy dla tradycyjnych papierosów: e-papierosy, podgrzewacze tytoniu, woreczki nikotynowe, a także wkłady do podgrzewaczy niezawierające tytoniu, oparte na mieszankach roślinnych, np. rooibosie, wzbogacanych nikotyną.
Łączy je to, że nie działają jak klasyczny papieros, w którym dochodzi do spalania tytoniu. Dla wielu osób znaczenie ma też to, że takie produkty są mniej uciążliwe zapachowo dla otoczenia.
Badania behawioralne pokazują, że zapach ma realny wpływ na decyzje i codzienne wybory. W przypadku palenia może więc stać się argumentem, który nie straszy, tylko podsuwa prostszą myśl: może warto wybrać rozwiązanie mniej uciążliwe dla siebie i otoczenia.