
Od 3 do 6 miesięcy – tyle w Polsce czeka się na wizytę u profesjonalnego fizjoterapeuty. Trudno się dziwić, że z tego powodu wiele osób wybiera samozwańczych "ekspertów", którzy swoimi "zabiegami" mogą nieodwracalnie uszkodzić ich ciało. Wszystko przez to, że Polska jest jedynym krajem w Unii Europejskiej, który nie ma ustawy o zawodzie fizjoterapeuty. – Ruch jest lekiem, ale może być zabójczy, jeśli jest niewłaściwie stosowany – ostrzega dr Maciej Krawczyk ze Stowarzyszenia Fizjoterapia Polska.
Kim są osoby, które przyjmują pacjentów co prawda legalnie, ale bez właściwego przygotowania? – Bardzo często są to zwykli ludzie, którzy dowiedziawszy się, że można uzyskać łatwy zarobek, udają się na kilkugodzinne, czasami kilkudniowe kursy. Uzyskują w ten sposób dyplom masażysty, terapeuty manualnego i zaczynają świadczyć usługi. Bardzo często pomijają przy tym wszelkie zasady higieny i bezpieczeństwa, gdyż nie posiadają nawet najbardziej podstawowej wiedzy medycznej. Wykonują zabiegi manipulacji na kręgosłupie szyjnym, co niekiedy kończy się paraliżem ciała pacjenta – ostrzega dr Maciej Krawczyk z Instytutu Psychiatrii i Neurologii.
Często są to ludzie z tzw krajów wschodnich - masażyści, a niekiedy osoby skrajnie nawiedzone. Wykonują rękoczyny na ciałach swoich klientów, bez jakiejkolwiek diagnostyki i zapoznania się ze stanem chorego. Są tzw felczerami, którzy ukończyli dwuletnie studia w Wietnamie lub głębokiej Rosji czy Mongolii. Boją się pracować jako lekarze, dlatego otwierają gabinety fizjoterapeutyczne.
Specjaliści przyznają, że nie każda wizyta u pseudospecjalisty musi się źle skończyć. – Można być świetnym kierowcą rajdowym, a nie mieć prawa jazdy – mówi dr.n.med. fizjoterapeuta Marek Kiljański Prezes Polskiego Towarzystwa Fizjoterapii. – Jednak każdy taki przypadek jest sytuacją nieprawidłową dla pacjenta. Znam historie górników czy stolarzy, którzy kończyli kursy. Oni mają jakieś kwalifikacje, ale absolutnie nie mogą nazywać się fizjoterapeutami – zaznacza dr.n.med. Kiljański.
Nieświadomi zagrożenia pacjenci korzystają z usług samozwańczych fizjoterapeutów, którym niekiedy udaje się pomóc, a przynajmniej nie zrobić krzywdy. Zdarza się jednak, że z gabinetu "wschodniego cudotwórcy" trafiają wprost do szpitali. – Najczęściej są to pacjenci po zabiegach kręgarskich. Pomimo uszkodzeń ciała, nie wstępują na drogę sądową, bo nie mają ku temu podstaw – mówi dr Maciej Krawczyk.
Pseudospecjaliści leczą przez nakłuwanie gwoździami, ugniatają ciało pacjenta za pomocą desek. Dokonują też zabiegów polegających na podaniu środków chemicznych. Czasem wykorzystują też urządzenia mechaniczne do leczenia najcięższych chorób. Ruch jest lekiem, ale może być zabójczy, jeśli jest niewłaściwie stosowany.
dr.n.med. Marek Kiljański dodaje, że osoby pokrzywdzone przez kręgarza często nie przyznają się do tego. – Zetknąłem się z pacjentami, którzy zatajali wizytę u pseudospecjalisty, a później oskarżali lekarza o błąd w sztuce. Wiedzą bowiem, że od lekarza da się uzyskać odszkodowanie, a od cudotwórcy z głębi Rosji już nie – mówi ekspert w dziedzinie fizjoterapii.
Czas na ustawę
Fizjoterapeuci biją na alarm. W najbliższy piątek odbędzie się specjalna konferencja, w czasie której Stowarzyszenie Fizjoterapia Polska przedstawi raport „Pacjenci w rękach pseudospecjalistów. Konsekwencje braku ustawy o zawodzie fizjoterapeuty”. Eksperci będą się starali po raz kolejny zwrócić uwagę na to, że zdrowie i życie pacjentów jest zagrożone, z powodu bierności rządzących.

