
Od 3 do 6 miesięcy – tyle w Polsce czeka się na wizytę u profesjonalnego fizjoterapeuty. Trudno się dziwić, że z tego powodu wiele osób wybiera samozwańczych "ekspertów", którzy swoimi "zabiegami" mogą nieodwracalnie uszkodzić ich ciało. Wszystko przez to, że Polska jest jedynym krajem w Unii Europejskiej, który nie ma ustawy o zawodzie fizjoterapeuty. – Ruch jest lekiem, ale może być zabójczy, jeśli jest niewłaściwie stosowany – ostrzega dr Maciej Krawczyk ze Stowarzyszenia Fizjoterapia Polska.
Polski system ochrony zdrowia nadal pozostawia wiele do życzenia. Jednak sytuację, na którą zwracają uwagę fizjoterapeuci, najlepiej opisuje jedno słowo – skandal. Otóż okazuje się, że pomimo 25 lat oczekiwań, tysięcy wysłanych pism i przede wszystkim próśb pacjentów, którzy stracili zdrowie z powodu nieumiejętnych działań pseudospecjalistów, w naszym kraju nadal nie ma ustawy o zawodzie fizjoterapeuty.
Co to oznacza dla pacjentów? Dokładnie tyle, że są narażeni na utratę zdrowia, a nawet życia, z rąk osób, które podszywają się pod fizjoterapeutów. Jak to możliwe? Otóż w naszym kraju, dosłownie każdy może wywiesić na budynku tabliczkę z napisem "fizjoterapeuta". – Brak ustawy powoduje, że wielu ludzi podszywa się pod wykwalifikowanych fizjoterapetów. Nie ma bowiem ochrony prawnej nazwy tej profesji – mówi Maciej Krawczyk, Członek Zarządu Stowarzyszenia Fizjoterapia Polska.
O ile nie nikt nie może wywiesić tabliczki z napisem "lekarz", jeśli nie jest lekarzem, czy też tabliczki z napisem "gabinet lekarski", jeśli nie zatrudnia lekarzy, tak "gabinet fizjoterapii" nie musi zatrudniać fizjoterapeutów. Eksperci o sprawie alarmują, lecz niekiedy i oni załamują ręce. Sytuacja ta bowiem trwa w Polsce od wielu lat i żaden rząd nie pochylił się skutecznie nad problemem.
– Od wielu lat mówi się o tym, ale niestety efektów nie ma – mówi wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia Jarosław Katulski z PO. – Uważam, że to jedna z pilniejszych spraw, ale nie jest ona prosta. Chodzi bowiem o uregulowanie całego szeregu zawodów medycznych, takich jak choćby psycholog, logopeda czy właśnie fizjoterapeuta. Gdyby chodziło tylko o jeden zawód, sprawa pewnie byłaby łatwiejsza – mówi parlamentarzysta, który jest także lekarzem.
Pacjent w rękach oszusta Kim są osoby, które przyjmują pacjentów co prawda legalnie, ale bez właściwego przygotowania? – Bardzo często są to zwykli ludzie, którzy dowiedziawszy się, że można uzyskać łatwy zarobek, udają się na kilkugodzinne, czasami kilkudniowe kursy. Uzyskują w ten sposób dyplom masażysty, terapeuty manualnego i zaczynają świadczyć usługi. Bardzo często pomijają przy tym wszelkie zasady higieny i bezpieczeństwa, gdyż nie posiadają nawet najbardziej podstawowej wiedzy medycznej. Wykonują zabiegi manipulacji na kręgosłupie szyjnym, co niekiedy kończy się paraliżem ciała pacjenta – ostrzega dr Maciej Krawczyk z Instytutu Psychiatrii i Neurologii.
Dr Maciej Krawczyk
Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie
Specjaliści przyznają, że nie każda wizyta u pseudospecjalisty musi się źle skończyć. – Można być świetnym kierowcą rajdowym, a nie mieć prawa jazdy – mówi dr.n.med. fizjoterapeuta Marek Kiljański Prezes Polskiego Towarzystwa Fizjoterapii. – Jednak każdy taki przypadek jest sytuacją nieprawidłową dla pacjenta. Znam historie górników czy stolarzy, którzy kończyli kursy. Oni mają jakieś kwalifikacje, ale absolutnie nie mogą nazywać się fizjoterapeutami – zaznacza dr.n.med. Kiljański.
O ile kursy, które kończą pseudoeksperci są niekiedy firmowane przez instytucje państwowe, to i tak nie są wystarczające. Dlaczego? – Na uzyskanym dyplomie mają wpisane słowo że są specjalistami, a to bzdura – mówi dr.n.med. Marek Kiljański. – Aby być specjalistą, należy ukończyć studia magisterskie w wymiarze około 6200 godzin na uczelni oraz 2 tysiące godzin specjalizacji. To nawet dużo więcej niż lekarz, który uczy się przez 5800 godzin – zauważa prezes Polskiego Towarzystwa Fizjoterapii.
Uszkodzenia bywają nieodwracalne Nieświadomi zagrożenia pacjenci korzystają z usług samozwańczych fizjoterapeutów, którym niekiedy udaje się pomóc, a przynajmniej nie zrobić krzywdy. Zdarza się jednak, że z gabinetu "wschodniego cudotwórcy" trafiają wprost do szpitali. – Najczęściej są to pacjenci po zabiegach kręgarskich. Pomimo uszkodzeń ciała, nie wstępują na drogę sądową, bo nie mają ku temu podstaw – mówi dr Maciej Krawczyk.
Jeśli bowiem udamy się do niesprawdzonego gabinetu fizjoterapii, robimy to na własne ryzyko. Sprawy o odszkodowanie są niezwykle rzadkie, gdyż prawnicy nie są zainteresowani walką z wiatrakami. – Pacjent jest wprowadzany w błąd, ale do takiego gabinetu idzie z własnej woli – zaznacza Krawczyk.
Dr Maciej Krawczyk
Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie
dr.n.med. Marek Kiljański dodaje, że osoby pokrzywdzone przez kręgarza często nie przyznają się do tego. – Zetknąłem się z pacjentami, którzy zatajali wizytę u pseudospecjalisty, a później oskarżali lekarza o błąd w sztuce. Wiedzą bowiem, że od lekarza da się uzyskać odszkodowanie, a od cudotwórcy z głębi Rosji już nie – mówi ekspert w dziedzinie fizjoterapii.
A uszkodzić ciało podczas zabiegu jest niezwykle łatwo. W niektórych przypadkach, pomimo dobrych chęci, lekarze nie dają rady cofnąć działań amatorów. – Pacjenci mają niekiedy tak hipermobilne stawy (nadmiernie ruchome), że nie jesteśmy już w stanie tego odwrócić. Jak są hypomobilne (zbyt mało ruchome), to je uruchamiamy. Ale jak już ktoś zwiększy mobilność, jest to nieodwracalne – tłumaczy dr.n.med. fizjoterapeuta Marek Kiljański.
O tym, jak działają pseudospecjaliści mówi się od lat. Dziennikarze TVN-u parę lat temu sprawdzili kilku "fizjoterapeutów" podczas programu "Usterka". I choć program nagrywany jest z przymrużeniem oka, to chyba nikt nie chciałby znaleźć się w rękach takiego masażysty.
Czas na ustawę Fizjoterapeuci biją na alarm. W najbliższy piątek odbędzie się specjalna konferencja, w czasie której Stowarzyszenie Fizjoterapia Polska przedstawi raport „Pacjenci w rękach pseudospecjalistów. Konsekwencje braku ustawy o zawodzie fizjoterapeuty”. Eksperci będą się starali po raz kolejny zwrócić uwagę na to, że zdrowie i życie pacjentów jest zagrożone, z powodu bierności rządzących.
– Dziś nie ma instytucji, która mogłaby zweryfikować stan gabinetów fizjoterapii. Trudno nawet określić, jak duża może być skala problemu. Jedyną metodą rozwiązania tej sytuacji jest opracowanie ustawy o zawodzie fizjoterapeuty, o którą walczymy od 25 lat – mów dr.n.med. fizjoterapeuta Marek Kiljański. Wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji Zdrowia nie ma jednak dla nas optymistycznych informacji. – Nie robię sobie nadziei, że taka ustawa w najbliższym czasie powstanie – mówi wprost Jarosław Katulski.
