
Nadużywanie substancji odurzających przez pracowników prowadzić może do urazów ciała w miejscu pracy, wyższych kosztów leczenia, większej ilości dni spędzonych na urlopie, a także obniżenia produktywności – twierdzą specjaliści. Szacuje się, że problem ten kosztuje typowego amerykańskiego pracodawcę ok. 7 000 dolarów za każdego pracownika rocznie. Z powodu uzależnień w zakładach pracy, niemiecka gospodarka traci co roku ponad 60 mld euro. Nic więc dziwnego, że w celu uniknięcia podobnych problemów wielu właścicieli firm postanawia badać przyszłych pracowników na obecność alkoholu i narkotyków we krwi, a niektórzy z nich regularnie przeprowadzają testy na obecność substancji odurzających wśród swojej kadry.
Szacuje się, że ok. 12% Polaków wykonuje obowiązki zawodowe pod wpływem narkotyków – 8% spośród nich jest zdania, że nie może pracować bez wspomagaczy, podczas gdy 4% twierdzi, że stosuje je sporadycznie. Jak tłumaczy Robert Tomaszewski, specjalista terapii uzależnień i psychoterapeuta z Ośrodka Terapii Uzależnień w Smażynie oraz Poradni Profilaktyki Uzależnień w Gdyni, jego pacjenci należą do różnych grup zawodowych. Wielu z nich trafia na terapię z polecenia szefa, który zauważył spadek efektywności takiego pracownika. W większości przypadków jednak osoba uzależniona jest po prostu zwalniana.
W przedsiębiorstwach, w których przeprowadza się badania na obecność narkotyków we krwi osób ubiegających się o pracę i pracowników już zatrudnionych, na liście płac znajduje się znacznie mniej osób uzależnionych – zapewnia Dee Mason, prezes firmy Working Partners, zajmującej się prowadzeniem szkoleń dla pracodawców, którzy pragną wprowadzić programy walki z narkotykami w swoich zakładach. Jak się okazuje, firmy w stanie Ohio, które podjęły podobną inicjatywę, obserwują stopniowy spadek liczby pracowników przychodzących do pracy pod wpływem narkotyków.