
Przegrzane mieszkania i biura przyczyniają się do problemu otyłości – podają holenderscy badacze z Uniwersytetu w Maastricht. Jak tłumaczą, powszechne zastosowanie centralnego ogrzewania hamuje proces spalania energii, który ma na celu wytwarzanie ciepła, i w konsekwencji przyczynia się do wzrostu wagi.
REKLAMA
Ciepłolubność nie zawsze popłaca
Podczas gdy temperatura w mieszkaniach, biurach, szpitalach i innych miejscach, gdzie przebywamy jest wysoka, ograniczenie ogrzewania mogłoby wspomóc spalanie kalorii i ułatwić utrzymanie szczupłej sylwetki. Podobnie jak aktywność fizyczna, chłodne temperatury powinny stać się kolejnym krokiem na drodze do zdrowego stylu życia, pozwalając nam na przystosowanie się do warunków, w których nasi przodkowie czuli się wyjątkowo komfortowo.
Podczas gdy temperatura w mieszkaniach, biurach, szpitalach i innych miejscach, gdzie przebywamy jest wysoka, ograniczenie ogrzewania mogłoby wspomóc spalanie kalorii i ułatwić utrzymanie szczupłej sylwetki. Podobnie jak aktywność fizyczna, chłodne temperatury powinny stać się kolejnym krokiem na drodze do zdrowego stylu życia, pozwalając nam na przystosowanie się do warunków, w których nasi przodkowie czuli się wyjątkowo komfortowo.
Jak dowodzą badacze, w ubiegłym stuleciu zaczęliśmy skuteczniej kontrolować temperaturę pomieszczeń, co zapewniło nam maksymalny komfort. Innymi słowy, zminimalizowaliśmy wydatki energetyczne ciała, konieczne do regulacji ciepłoty. Tymczasem wzrost wskaźników otyłości wynika nie tylko z nadmiernej konsumpcji pokarmów, ale także ze spowolnionego spalania energii. Jak sugerują holenderscy badacze, gdy jest zimno, zaczynamy się trząść i intensywniej spalać kalorie – proces ten jest niemalże 5 razy szybszy niż w normalnych warunkach.
Czym jest termogeneza bezdrżeniowa i jak ją stymulować?
Oczywiście spędzanie dłuższego czasu w zimnie byłoby nie tylko nieprzyjemne, ale także niezdrowe. Dlatego też badacze postanowili skupić się na termogenezie bezdrżeniowej, czyli metodzie utrzymywania ciepła, która zgodnie z nazwą nie powoduje drżenia. Aktywuje ona brązową tkankę tłuszczową, która odpowiedzialna jest za produkcję ciepła u zwierząt i noworodków niezdolnych do produkcji dreszczy.
Oczywiście spędzanie dłuższego czasu w zimnie byłoby nie tylko nieprzyjemne, ale także niezdrowe. Dlatego też badacze postanowili skupić się na termogenezie bezdrżeniowej, czyli metodzie utrzymywania ciepła, która zgodnie z nazwą nie powoduje drżenia. Aktywuje ona brązową tkankę tłuszczową, która odpowiedzialna jest za produkcję ciepła u zwierząt i noworodków niezdolnych do produkcji dreszczy.
Autorzy badania utrzymują, że termogeneza bezdrżeniowa występuje także u dorosłych i może wpływać na bilans energetyczny. U osób młodych i w średnim wieku produkcja ciepła bez drżenia odpowiedzialna być może za nawet 30% pokładów energetycznych organizmu. Oznacza to, że niskie temperatury mogą w znaczący sposób zwiększyć ilość energii, którą wydatkuje dana osoba, bez produkowania drżenia.
Stopniowe zaaklimatyzowanie ludzi do niższych temperatur zmniejszyć może drżenie spowodowane próbą organizmu podwyższenia temperatury ciała i z czasem doprowadzić do termogenezy bezdrżeniowej, angażującej brązową tkankę tłuszczową. Jak dowodzą badacze, w ten sposób obniżyć można zawartość tłuszczu w organizmie. Umiarkowanie chłodna temperatura w pomieszczeniu (np. 18-19°C) również może prowadzić do termogenezy bezdrżeniowej – tłumaczą autorzy badania.
Jaka temperatura jest najkorzystniejsza?
Obecnie, ludzie przyzwyczajeni są do stosunkowo wysokich temperatur zimą, w szczególności w domach opieki społecznej i szpitalach, co prowadzi do zwiększonej podatności na choroby takie jak otyłość. Brak kontaktu ze zróżnicowanymi temperaturami czyni nas także podatnymi na nagłe zmiany pogody, np. mrozy, kiedy to wskaźniki śmierci w wyniku chorób układu krążenia, schorzeń płuc i nowotworów drastycznie rosną. Poza negatywnym wpływem na zdrowie, sytuacja taka prowadzić może również do wysokiego zużycia energii.
Obecnie, ludzie przyzwyczajeni są do stosunkowo wysokich temperatur zimą, w szczególności w domach opieki społecznej i szpitalach, co prowadzi do zwiększonej podatności na choroby takie jak otyłość. Brak kontaktu ze zróżnicowanymi temperaturami czyni nas także podatnymi na nagłe zmiany pogody, np. mrozy, kiedy to wskaźniki śmierci w wyniku chorób układu krążenia, schorzeń płuc i nowotworów drastycznie rosną. Poza negatywnym wpływem na zdrowie, sytuacja taka prowadzić może również do wysokiego zużycia energii.
Istnieją dowody sugerujące, że zróżnicowana temperatura w pomieszczeniach – najlepiej dopasowana do warunków atmosferycznych na zewnątrz – może być korzystna, chociaż jej długoterminowe skutki wciąż nie są znane. W jednym z wcześniejszych badań japońscy naukowcy zauważyli, że spędzanie 2 godzin dziennie przez 6 tygodni w temperaturze 17°C prowadzi do zmniejszenia zawartości tłuszczu w ciele. Tymczasem sami Holendrzy podkreślają, że człowiek z czasem przyzwyczaja się do niskich temperatur. W przeprowadzonym przez nich eksperymencie okazało się, że po 10 dniach, w ciągu których badani spędzali po 6 godzin dziennie w temperaturze 15°C, komfort odczuwany w zimnym otoczeniu wzrósł, a drżenie zmniejszyło się.
Zmniejszenie temperatury z pewnością wspomaga bilans energetyczny. Teoria głosząca, że uczucie chłodu stymuluje organizm do pożytkowania energii celem utrzymania ciepła jest całkowicie logiczna. Jednak nie ma wystarczających dowodów, aby potwierdzić, że zimno pomoże nam zachować szczupłą sylwetkę. Ciepło także jest ważne, szczególnie zimą i w przypadku ludzi najbardziej narażonych na problemy zdrowotne, czyli osób starszych i cierpiących na schorzenia przewlekłe (np. astmę). Obecnie zaleca się utrzymywanie w pomieszczeniach temperatury ok. 18-21°C.