![Ludzie żyjący w [url=http://tinyurl.com/nynyr9e]mieście[/url] są bardziej narażeni na stres.](https://m.natemat.pl/48c7df7cc9da9a33c2d127b6eaa026c7,1500,0,0,0.jpg)
Brzmi dość niewiarygodnie? Okazuje się, że mózgi mieszkańców dużych miast gorzej radzą sobie ze stresem niż mózgi mieszkańców wsi. Do takich wniosków doszedł dr Andreas Meyer-Lindenberg z Instytutu Zdrowia Psychicznego w Mannheim w Niemczech po przeprowadzonych badaniach.
REKLAMA
Badanie wyglądało dokładnie tak – uczestników ochotników położono z głową w głośnym i ciasnym urządzeniu do rezonansu magnetycznego. Następnie pojawił się psycholog, który zadał uczestnikom zadania matematyczne do rozwiązania na czas. Niezależnie od tego, jak się starasz i tak zespół badawczy Cię skrytykuje do tego stopnia, że koniec badania będzie oznaczał dla Ciebie ulgę. Po co ta celowa krytyka? A no właśnie po to, aby wywołać u uczestników stres.
U „miastowych” gorzej
Okazuje się, że ciało migdałowate – obszar mózgu, który bierze udział w ocenie zagrożenia i generowaniu lęku, u osób z miast było bardziej aktywne niż tych w mniejszych ośrodków. Podczas badań zaobserowowano również inny region mózgu – korę limbiczną. U osób z rejonów małomiasteczkowych i wiejskich (miejsce urodzenia, a nie obecnego zamieszkania) zaobserwowano najniższy poziom pobudzenia, przeciwnie - u urodzonych w mieście. Więcej - w grupie miejskiej nie występowało takie samo gładkie sprzężenie pomiędzy tymi dwoma obszarami, jak u pozostałych. Tak nieregularne łącze pomiędzy korą limbiczną a ciałem migdałowatym obserwuje się często u osób cierpiących na schizofrenię. A, jak wiadomo, schizofrenicy częściej mieszkają w miastach.
Czy miasta doprowadzają nas do szaleństwa? - Życie na wsi jest równie stresujące co w mieście, z tym, że na wsi ludzie mają inne sposoby radzenia sobie ze stresem i czegoś innego ten stres dotyczy – uważa Agnieszka Paczkowska, psychoteraputka z Centrum Probalans. Jej zdaniem w mieście przede wszystkim jesteśmy "przebodźcowani". Jest mnóstwo szumu, któremu nadajemy znaczenie. Sposoby odpoczynku, relaksu również są związane z dużą ilością bodźców, choćby hałas na ulicy, w kinie, na koncercie, w domu. Na wsi stres dotyczy głównie zagrożenia związanego z potrzebami podstawowymi: jedzenie, bezpieczny i stabilny dom. Cały wysiłek idzie w sprawy niezbędne, potrzebne. Szumu na wsi nie ma. Relaks związany jest z przyrodą.
Zwiększone ryzyko zaburzeń nastroju
Kwestia badań dra Andreasa Meyer-Lindenberga związana jest z badaniami z lutego 2010 roku. Stwierdzono wówczas, że ludzie żyjący w mieście mają o 21% zwiększone ryzyko występienia zaburzeń lękowych i o 39% zwiększone ryzyko wystąpienia zaburzeń nastroju niż ludzie mieszkający na wsi.
- Rytm przyrody wyznacza rytm życia, co jest nam bliższe biologicznie niż w mieście. W mieście żyjemy nienaturalnie, co osłabia naszą odporność zarówno psychiczną, jak i fizyczną. Pokuszę się o hipotezę, że osoby urodzone na wsi mają silniejszy układ nerwowy od osób urodzonych w mieście, gdyż nie był on narażany na przyjmowanie ogromnej ilości bodźców od pierwszych dni życia. Maja więcej dystansu, granica poczucia zagrożenia jest przesunięta dalej niż u mieszkańców miast – tłumaczy Agnieszka Paczkowska.