Ludzie żyjący w [url=http://tinyurl.com/nynyr9e]mieście[/url] są bardziej narażeni na stres.
Ludzie żyjący w [url=http://tinyurl.com/nynyr9e]mieście[/url] są bardziej narażeni na stres. Fot. Shutterstock.com

Brzmi dość niewiarygodnie? Okazuje się, że mózgi mieszkańców dużych miast gorzej radzą sobie ze stresem niż mózgi mieszkańców wsi. Do takich wniosków doszedł dr Andreas Meyer-Lindenberg z Instytutu Zdrowia Psychicznego w Mannheim w Niemczech po przeprowadzonych badaniach.

REKLAMA
Badanie wyglądało dokładnie tak – uczestników ochotników położono z głową w głośnym i ciasnym urządzeniu do rezonansu magnetycznego. Następnie pojawił się psycholog, który zadał uczestnikom zadania matematyczne do rozwiązania na czas. Niezależnie od tego, jak się starasz i tak zespół badawczy Cię skrytykuje do tego stopnia, że koniec badania będzie oznaczał dla Ciebie ulgę. Po co ta celowa krytyka? A no właśnie po to, aby wywołać u uczestników stres.
U „miastowych” gorzej
Okazuje się, że ciało migdałowate – obszar mózgu, który bierze udział w ocenie zagrożenia i generowaniu lęku, u osób z miast było bardziej aktywne niż tych w mniejszych ośrodków. Podczas badań zaobserowowano również inny region mózgu – korę limbiczną. U osób z rejonów małomiasteczkowych i wiejskich (miejsce urodzenia, a nie obecnego zamieszkania) zaobserwowano najniższy poziom pobudzenia, przeciwnie - u urodzonych w mieście. Więcej - w grupie miejskiej nie występowało takie samo gładkie sprzężenie pomiędzy tymi dwoma obszarami, jak u pozostałych. Tak nieregularne łącze pomiędzy korą limbiczną a ciałem migdałowatym obserwuje się często u osób cierpiących na schizofrenię. A, jak wiadomo, schizofrenicy częściej mieszkają w miastach.
Czy miasta doprowadzają nas do szaleństwa? - Życie na wsi jest równie stresujące co w mieście, z tym, że na wsi ludzie mają inne sposoby radzenia sobie ze stresem i czegoś innego ten stres dotyczy – uważa Agnieszka Paczkowska, psychoteraputka z Centrum Probalans. Jej zdaniem w mieście przede wszystkim jesteśmy "przebodźcowani". Jest mnóstwo szumu, któremu nadajemy znaczenie. Sposoby odpoczynku, relaksu również są związane z dużą ilością bodźców, choćby hałas na ulicy, w kinie, na koncercie, w domu. Na wsi stres dotyczy głównie zagrożenia związanego z potrzebami podstawowymi: jedzenie, bezpieczny i stabilny dom. Cały wysiłek idzie w sprawy niezbędne, potrzebne. Szumu na wsi nie ma. Relaks związany jest z przyrodą.
Zwiększone ryzyko zaburzeń nastroju
Kwestia badań dra Andreasa Meyer-Lindenberga związana jest z badaniami z lutego 2010 roku. Stwierdzono wówczas, że ludzie żyjący w mieście mają o 21% zwiększone ryzyko występienia zaburzeń lękowych i o 39% zwiększone ryzyko wystąpienia zaburzeń nastroju niż ludzie mieszkający na wsi.
- Rytm przyrody wyznacza rytm życia, co jest nam bliższe biologicznie niż w mieście. W mieście żyjemy nienaturalnie, co osłabia naszą odporność zarówno psychiczną, jak i fizyczną. Pokuszę się o hipotezę, że osoby urodzone na wsi mają silniejszy układ nerwowy od osób urodzonych w mieście, gdyż nie był on narażany na przyjmowanie ogromnej ilości bodźców od pierwszych dni życia. Maja więcej dystansu, granica poczucia zagrożenia jest przesunięta dalej niż u mieszkańców miast – tłumaczy Agnieszka Paczkowska.